Konteksty

Share

Balzac dłuta Auguste Rodina

HUGO VON HOFMANNSTHAL
BALZAK

Kto zna jedno czy drugie jego dzieło, ten nie zna tego wielkiego autora. Inaczej niż w „Fauście” czy wierszach Goethego, istota poetyckiego żywiołu Balzaka nie zawiera się w jakiejś jednej jego książce. Balzaka należy czytać szeroko i nie wymaga to osobliwego kunsztu. To najzwyklejsza lektura dla ludzi w najogólniejszym znaczeniu tego słowa obytych w świecie, od kancelisty adwokackiego czy subiekta do wielkiego pana. Dla ludzi w świecie obytych (mam tu na myśli mężczyzn wszelkiego stanu, polityków, wojskowych, komiwojażerów, kobiety z wyższej sfery i kobiety proste, duchownych, tych, co nie są ani literatami, ani pięknoduchami, i tych wszystkich, którzy czytają nie po to, aby się kształcić, lecz dla rozrywki) czytanie Goethego za każdym razem stanowi chyba pewien wysiłek, swojego rodzaju wydarzenie. W trudnych, zawiłych chwilach ich żywota Goethe najprawdopodobniej ich zawiedzie; Balzak zawsze okaże się przystępny.

Share

Uranio, sosno, siostro - tak ciebie nazywam,
Bo palcem pnia swojego ukazujesz niebo.
Wiatr, co się w twojej czarnej grzywie zrywa,
Zacicha dołem. Siostro, wzywam ciebie

Jak niegdyś wróżę w koronach z jemioły,
Abyś wytrwała w progu mego domu
I strzegła kwiatu, owocu i pszczoły,
I serc, co tutaj gasną po kryjomu.

Uranio, muzo dnia ostatecznego,
Bogini końca, bogini trwałości,
Zniszczeń bogini i wszystkiego złego,
Stójże na straży domu i nicości.

Weźmij mnie w swoje grzywy, ty szalona,
Wyszarp mi ręce, co już nie wyrosną,
Pogrzeb mnie, ratuj, daj swoje korony,
Bym także był Uranią, nicością i sosną.

Sailly 2 II 1980

JAROSŁAW IWASZKIEWICZ

Samuel van Hoogstraten (1678): Inleyding tot de hooge schoole der schilderkonst

Share

 (…) Nad dachami kamienic rosło słońce. Czarne sznurki dymu niepewnie wspinały się do bladego nieba. Zrozumiałem, że piękno jest czymś realnym, dotyka przedmiotów i ludzi.

Na wiosnę miasto powiększało się, rosło, przybywało dźwięków i woni. Szlifierze noży wędrowali z podwórka na podwórko, spod ich palców tryskały pióropusze iskier i jednocześnie przenikliwy, wysoki śpiew metalu wznosił się ostrym łukiem ponad domami. Okna były szeroko otwarte, do mieszkań wchodziło wilgotne powietrze zmieszane z łagodnym śpiewem ptaków. Kosy naprzód popiskiwały gniewnie, jakby upewniając się, że wiosna jest już blisko, a potem, w marcu, śpiewały upajająco, bez końca, jak murzyńskie śpiewaczki bluesa, których nagrania miały wartość złota. Chodziłem na coraz dłuższe spacery, chciwie poszukując nowych śladów wiosny. Olchy stały w topniejącym śniegu jak termometr zanurzony w lodowatej rzece. Wieże kościołów niknęły w oddali w chmurze, która zatrzymała się nad rynkiem. Wzgórza odsłaniały coraz to nową linię horyzontu, delikatną i błękitną jak chińska porcelana. Wielkie stada szpaków o błyszczących skrzydłach biegały po pustych polach, podniecone powrotem na znane im miejsca.

Share

kwarlikowskiPrzemówienie wygłoszone przez Krzysztofa Warlikowskiego 5 grudnia w Parlamencie Europejskim z okazji wręczenia Prix du livre européen. Krzysztof Warlikowski przewodniczył jury tegorocznej 12. edycji konkursu.

Share

„Tezeusz” - statek, który ma mnie przewieźć na Kretę, nie przypłynął jeszcze do portu w Pireusie i nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy to się stanie. Pospolite rozkłady jazdy nie obowiązują w ojczyźnie mitów, w kraju, gdzie zegary odmierzają tysiąclecia. Pozostaje mi wieśniacza cierpliwość lub wędrówka po portowych tawernach. Tak więc siedzę w Pireusie czekając na statek i nie mam nic do roboty, jak tylko przyglądanie się twarzom. Nie są to twarze znane z waz antycznych ani ciała - jak się domyślam - podobne do posągów Praksytelesa. Domieszka elementów albańskich, bułgarskich i tureckich jest uderzająca i zamazała zupełnie urodę helleńską, jaką podróżni spodziewają się tu spotkać.

Labirynt nad morzem, Zbigniew Herbert

Share

„Urodziłem się w mieście leżącym na wielkim dziale wód, w połowie drogi między Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym. (...) Opuściłem je przeszło ćwierć wieku temu, aby tam nigdy nie wrócić. Był to exodus raczej niż duchowy wyjazd i chociaż pogodziłem się z historyczną koniecznością, pamiętam jednak dobrze moje rodzinne miasto i nade wszystko lekcję, jakiej mi udzieliło. (...) Ona ukształtowała moją pierwszą wizję Europy” (MD, 127) - opowiadał radiosłuchaczom we Frankfurcie nad Menem na początku lat siedemdziesiątych. Obraz był nieco wyidealizowany, ale zarazem ujmujący i wyrazisty. Miasto bowiem „leżało na wielkim skrzyżowaniu dróg z zachodu na wschód i z południa na północ.

Znam historię

Znam historię. Wiem dużo o ewolucji narodów, systemów politycznych, doktryn społecznych, metodach podboju, prześladowań i zagłady, i wiem też, że nigdy w dziejach ludzkości, nigdy w sferze stosunków międzyludzkich nie wydarzyło się nic, co można by przyrównać do tego, co uczyniono z żydowską ludnością Polski.

Jan Karski

Widzieć wszędzie

Kto mnie widzi wszędzie i wszystko widzi we mnie, dla tego ja nie zginę, ani on nie zginie dla mnie.

Bhagawadgita

Do zajazdu przybyli...

00872642
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
535
742
2834
861020
17417
31473
872642

Your IP: 54.174.43.27
2019-07-18 15:33

Odwiedza nas 76 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony