upior historia naturalna lukasz kozakMitologia słowiańska nie istnieje. Kilkaset lat przed Lelewelem jej brak był dotkliwy już dla Jana Długosza, który w swoich monumentalnych Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego stwierdził, że przedchrześcijańscy mieszkańcy Polski czcili te same bóstwa, co Rzymianie. Nadał im tylko słowiańsko brzmiące imiona - zmyślone bądź wyjęte z tych „ludu zabaw i słówek”. Choć Długosz stworzył bogów, to nie ośmielił się jednak stworzyć o nich opowieści, swój prapolski „Olimp”, czy raczej „panteon”, zawiesił w pozbawionej narracji próżni. A ponieważ lud bez mitologii cierpi na nieustanny horror vacui, kolejne stulecia wypełniały tę pustkę, poruszając się między oszustwem, fantazją, rozpaczliwymi poszukiwaniami źródeł i naukową spekulacją. Strzępy informacji zawarte w rozproszonych tekstach, skąpe materiały archeologiczne, nierzadko wątpliwe lub nadinterpretowane, stawiały mitografów Słowiańszczyzny w sytuacji tak beznadziejnej, że w miejsce krytycznej refleksji wkraczała nieskrępowana wyobraźnia i myślenie życzeniowe. Powstawały coraz to nowe mityczne światy, postacie i historie. Mieszały się w nich porównawcze analizy, poszukiwania indoeuropejskiej kolebki Słowian, naiwny panslawizm i nacjonalizm, a przede wszystkim skryte dążenie do zbudowania czegoś na miarę Eddy Snorriego, Teogonii Hezjoda lub Przemian Owidiusza, co dałoby Polakom, lub szerzej - Słowianom, upragniony element legendarnej, archaicznej tożsamości. To pragnienie było tak silne, że prowadziło do tworzenia fałszywych źródeł, artefaktów i pseudonaukowych opracowań, które zyskiwały i nadal zyskują duże zainteresowanie oraz popularność.

Upiór. Historia naturalna, Łukasz Kozak, Wyd. Fundacja Evviva L'arte, 2020