112 lat temu w Szetejniach urodził się Czesław Miłosz.

"To co pisałem, nagle się wydało
błazeństwem. Znaleźć nie mogłem wyrazów.
Patrzyłem na świat olbrzymi, tętniący,
z łokciami o kamienną poręcz opartymi.
Płynęły rzeki, pruły chmurę żagle,
mdlały zachody. Wszystkie piękne kraje,
wszystkie istoty, których pożądałem,
wzeszły na niebo jak wielkie księżyce.
W te lampy dziwne ruchome wpatrzony,
licząc ich łuki astrologiczne,
szeptałem: świecie, giń, litości, tonę.
Żadna na piękność nie wystarczy mowa.
Widziałem w sobie rozległe doliny
i mogłem stopą brązem uskrzydloną
iść ponad nimi na szczudłach powietrza.
Ale to gasło, noc niespamiętana."

Czesław Miłosz, To co pisałem
Paryż, 1934

Z wierszy rozproszonych 1930-1936


„...le chardon et la haute
Ortie et l'ennemie d'enfance belladonna”
O. Miłosz

Oset, pokrzywa, łopuch, belladonna
Mają przyszłość. Ich są pustkowia
I zardzewiałe tory, niebo, cisza.
Kim będę dla ludzi wiele pokoleń po mnie
Kiedy po zgiełku języków weźmie nagrodę cisza?
Miał mnie odkupić dar układania słów
Ale muszę być gotów na ziemię bez-gramatyczną.
Z ostem, pokrzywą, łopuchem, belladonną,
Nad którymi wietrzyk, senny obłok, cisza.

Czesław Miłosz
Zeszyty Literackie 1-50


CZESŁAW MIŁOSZ
W YALE
I. Rozmowa

Siedzieliśmy pijąc wódkę, Brodski, Venclova
Ze swoją piękną Szwedką, ja, Richard,
Kolo Art Gallery, pod koniec stulecia,
Które obudziło się jak z ciężkiego snu
I spytało w zdumieniu: „Co to było?
Jak mogliśmy? Chyba układ gwiazd,
Plamy na słońcu?
                         - Bo Historia
Przestaje być zrozumiała. Ród nasz
Nie podlega żadnemu rozumnemu prawu,
Granice jego natury nieznane.
Nie jest tym samym co ja, ty, człowiek.

- Powraca tedy ludzkość do ulubionych zajęć
Na wielkiej przerwie. Smak i dotyk
Drogie jej są. Książki kucharskie,
Przepisy na seks doskonały, zasady
Obniżające cholesterol, metody
Szybkiego odchudzania się - to jej potrzebne.
Jest jednym (z kolorowych magazynów) ciałem,
Które co ranka biega wzdłuż alei parków,
Dotyka siebie w lustrze, sprawdza wagę,
Et ca bande et ca mouille, by rzec krótko.
Czy to my? Czy to o nas? Tak i nie.

- Bo, nawiedzeni snami dyktatorów,
Czyż nie wznosimy się nad nich, lekkomyślnych,
Rozmyślając o karze, która jest należna
Wszystkim zanadto kochającym życie?

- Nie tak już lekkomyślni, adorują
W swoich nowych świątyniach i śmiertelność
Pokonywana rzemiosłem artystów
Jest tym, co ich pociesza w salach muzeów.

- Nastąpił znowu czas uwielbienia sztuki.
Imion bogów zapomniano, zamiast nich mistrzowie
Unoszą się w obłokach, Święty Van Gogh, Matisse,
Goya, Cézanne, Hieronymus Bosch,
Razem z plejadą mniejszych, kręgiem akolitów.
I co by powiedzieli zstępując na ziemię
Wzywani w fotografiach, gazetach, TV?
Gdzie noc, która gęstniała w samotnej pracowni
I uchodźców ze świata chroniła, zmieniała?

- Wszelka forma - powiada Baudelaire -
Nawet ta, którą stworzy człowiek,
Jest nieśmiertelna. Był raz artysta
Wierny i pracowity. Jego pracownia
Ze wszystkim co namalował, spaliła się,
On sam został rozstrzelany. Nikt o nim nie wie.
Ale obrazy jego trwają. Po drugiej stronie ognia.

- Kiedy myślimy o tym, co spełnia się
Za naszym pośrednictwem, trochę nam nieswojo.
Forma zamknięta, jest, choć jej nie było
I odtąd nic nam do niej, inni, pokolenia
Wybiorą z niej co zechcą, przyjmą albo zniszczą
I zamiast nas prawdziwych postawią imiona.

- A gdyby cała wewnętrzna brudnawość
I wariactwo i wstyd, dużo wstydu,
Nie były zapomniane, czy byśmy woleli?
Chcą w nas odnaleźć ulepszonych siebie:
Zamiast wad śmiesznych, monumentalne.
I wyjawione mniej przykre sekrety.

Czesław Miłosz
Zeszyty Literackie Nr 28


Czesław Miłosz
MOCE

Słabej wiary, jednak wierzę w potęgi i moce
Których pełen każdy centymetr powietrza.
Oglądają nas - czy możliwe, żeby nikt nas nie oglądał?
Pomyślcie: kosmiczne widowisko i absolutnie nikogo?
Jest dowód, moja świadomość. Oddziela się ode mnie,
Szybuje nade mną, nad innymi ludźmi, nad ziemią,
Najoczywiściej mocom tym pokrewna,
Zdolna tak jak one oglądać, w oderwaniu.
Czy pomagają nam, szkodzą, na jakich warunkach,
Czy wolno im tylko patrzeć, któż to wie.
Śmieją się i czują litość. Przez to jakby ludzkie,
Ale też nadludzkie, bo dzień ani rok,
Ani wiek ich nie zamknie. Przedszkola, szkolne boiska,
Ich ulubiona domena. Chłopcy, dziewczynki, w biegu,
W podrzucaniu piłki, z zarysem tego czym będą,
W twarzach, w geście. Obwieszone klejnotami,
Malowane jaskrawo, senne, z kółkiem dymu przy ustach,
Albo te w białych fartuchach, w maskach z gazy,
Albo białopierśne karmiące. I oni, z chwałą kogutów,
Na obradach, brzuchaci gracze o władzę, na turniejach
Pijackich, mętnoocy. Łóżka, kołdry, jego i jej
Niezrozumiałe, na dobry ład, pośpiechy.
Uczłowieczone koty. Serdeczne pieski. Żabki.
Najzieleńsze żabusie. Puchatki. Króliczki.
Język ich zawsze ten sam, podległy baśni.
I co do nich potęgom? Jak mogą duchy czyste
Pojąć od środka cierpkość, zapach, dotykanie
Szorstkich włosów, na przykład tycjanowego koloru?
Załóżmy jednak że mogą. Ale co dla nich ciemne,
To cmentarze. Pochylone ku morzu,
Które błękitnieje zza drzew, albo ku wschodowi słońca,
Albo płaskie, za szarą rzeką. Jaka doskonałość
Nieodwołalnego. Jaka zupełna inność
Obraźliwa dla istot z pola świadomości,
I przez to ponętna, tak elementarna,
Że pozostaje tylko zapytywać: „Czemu?”
I moce płyną, wirują nad kamieniami nagrobków,
„Kto kazał im umierać, komu to potrzebne?”
Wołają, rozpamiętując w nieustannym zdziwieniu.
Ponieważ myśl ich, jasna, dąży do harmonii,
Zna kształty idealne, ceni ład,
W którym to, co istnieje powinno trwać wiecznie.

Czesław Miłosz

Zeszyty Literackie Nr 18, wiosna 1987r.


Zapytałeś mnie jaka korzyść z Ewangelii czytanej po grecku.
Odpowiem, że przystoi abyśmy prowadzili
Palcem wzdłuż liter trwalszych niż kute w kamieniu,
Jak też abyśmy, z wolna wymawiając głoski,
Poznawali prawdziwe dostojeństwo mowy.
Przymuszonym uwagą, nie dalszy niż wczoraj
Wyda się tamten świat, choć twarze cezarów
Inne dziś na monetach. Ciągle trwa ten eon,
Lęk i pragnienie te same, oliwa i wino
I chleb znaczą to samo. Również chwiejność rzeczy
Chciwej jak niegdyś cudów. Nawet obyczaje,
Uczty weselne, leki, płacze po umarłych
Różnią się tylko pozornie.
I tak na każdej stronie wytrwały czytelnik
Dwadzieścia wieków widzi jako dni dwadzieścia
Kres mającego raz kiedyś eonu.

Czesław Miłosz

Wieczność

Już sam akt porozumiewania się z innymi, jeśli nie kryje się w nim wola mocy, panowania i rozkazywania, zakłada wiarę nie tylko w teraźniejszość, ale także w przyszłość, i nie tylko w przyszłość, ale także w to, co trwa i pozostaje - w wieczność. A jednocześnie pociąga za sobą wyrzeczenia jednostki wobec bliźnich, obecnych i przyszłych, wyrzeczenia czynione z myślą o naszym zbiorowym istnieniu do końca dziejów, w czasie nieokreślonym. Wyrzeczenia te znajdują oparcie w zaufaniu do tego, co trwa, a to zaufanie z kolei - w ubieganiu się o to, co trwa, w wierze w ciągłość tego, co prawdziwe i dobre. I właśnie ta wiara jest fundamentem i ustanowieniem aktu szczerego porozumiewania się z innymi (VII, 4).

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015

Pełne i doskonałe

Skończyłem czterdzieści trzy lata, jestem schorowany, sfatygowany; skąd więc to uczucie, że pomiędzy młodością a starością jest jeszcze jedna epoka, w której odczucie życia jest gorętsze niż w młodości? I co może jeszcze przynieść starość, kiedy nadejdzie? Ile mądrej radości, niemej, ukrytej intymności? Życie jest pełne i doskonałe, to rzecz pewna. A z czasem przyjdzie śmierć, jakże znajoma, niestraszna - z każdym rokiem bardziej znajoma i swojska.
Dziennik 1943-1948, Sándor Márai

Do zajazdu przybyli...

02879875
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
30
485
1728
2872254
15144
25345
2879875

Your IP: 3.229.117.191
2024-05-23 05:02

Odwiedza nas 21 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony