van-gogh-para-butowUcieczka w słowa codzienności. W kawałek literatury parzenia herbaty z małych skrawków suszu kwitnącego wrzątkiem. W zieleń liści. Gorzkość niepamiętania słów wypowiedzianych. Już nie doskwiera milczenie, myślenie, mrowienie. Obojętność i zapaść. Smak przebudzenia po długiej nocy przepełnionej zorzą koszmaru. Realność bytu. Zasadzanie się na drogi nieodkryte. Oddalanie poznanego, dokonanego, uwiędłego, niepotrzebnego. Okienny papieros, brudna podłoga, kapiący rdzą kaloryfer. Rytm myśli zjadanego kurzu. Roztoczy. Trwałości przechodzących w nietrwałości. Papieru w szalecie, aromaterapii mitu wieczności. Zapach pościeli, koszmaru, uśmiechu, oddychania. Wycofanie kalendarza zdarzeń. Nie było, nie ma. Przedwczesne fiolety w świątyniach. Słońce wyciąga cienie drzew z szarości zimy. Szum liści. Oczekiwanie na cień w ciemności.