(…) Żegnajcie, piękne wizje!... Bez przerwy otwarty
Czeka na was port ramion mych nienasycony!
Przybywaj, kluczu ptaków wędrownych spłoszony,
Za którym tętni wiecznie śmierci krok uparty!
Spieszcie się, spieszcie!... Noc już bliska!... Wkrótce zginie

 

Tantal! I niebios radość zgaśnie krótkotrwała!
Jedna róża, co jeszcze w mrokach ocalała,
Z róż zachodu ostatnia o takiej godzinie,
Na rozległych wieczoru błoniach blednie cała…
Widzę: przestał już drżeć na maszcie pawilonu
Upity bryzą sylf kolorów tych co flaga,
A port stał się podobny do czarnego schronu,
Gdzie hula mroźny wicher, który już mnie smaga!

O okna, które taka dotknęła zniewaga,
Zamknijcie się przed nocą prawdziwą, źrenice!
Ty zaś – z wyżyn, gdzie wschodzą gwiazd nasiona młode
Zapłodniony przez nudę i przez tajemnicę
Na nieme macierzyństwo myśl wyraź zgodę…

Paul Valéry

***

 

Kiedy księżyc będzie w pełni,
będzie rocznica mego ojca. Zawsze tak jest.

Nigdy dzień jego śmierci nie wypada
latem, czy wiosną.
Kładę na grób małe kamienie,
znak, że tu byłem,
bilet wizytowy żyjącego, przy wielkim

kamieniu ojca. Ojcze mój,
skutku i przyczyno,
twój budzik zabija moje ciało.

Jehuda Amichaj