Share

Badacz obserwuje ogród z zainteresowaniem i zachwytem, jednak badania, jakie prowadzi w swoim laboratorium, często wiążą się z okrucieństwem eksperymentu, w którym to on stawia się w pozycji stwórcy i niszczyciela. Wie o tym, że to okrucieństwo, ponieważ zdążył już poznać, czyli skosztować z Drzewa Poznania rosnącego w ogrodzie, i wie, że czyni krzywdę. Wie też o bólu i cierpieniu roślin i zwierząt, więc pojawia się współczucie dla nich. Zachwyt nad przemijającym życiem, żal i poczucie winy, świadomość wszechistniejącego w świecie ożywionym bólu, ale i nadzieja, że nie wszystko umiera. W naturze widać jakąś niezniszczalną regułę istnienia, a to, co ginie, nie ginie naprawdę, a jedynie zmienia swoją postać, przechodzi metamorfozę podobną do metamorfozy opisywanej przez Owidiusza, służy za materiał budowy temu, co przyjdzie potem, i być może tym bardziej wyraźne i dotkliwe jest piękno każdego pojedynczego istnienia, ograniczonego czasem i przestrzenią do swego kształtu. Ponieważ badacz poznaje tajniki natury i naturę przeistoczeń, rozumie, że także jego ciało złożone jest z tych samych cząstek i podlega podobnym przemianom, jest przecież także tylko figurą taneczną materii. Dlatego autorka zwraca się do swojego „kościotrupa”, do swoich nóg, do swojego ciała, jakby było elementem odwiecznego tańca natury, uczestnikiem pewnego naturalnego i nieco nieludzkiego równocześnie porządku, świadkiem metamorfozy. Zwraca się do niego „ze smutkiem”, ale „i z czułością”, jakby to powiedział Josif Brodski. Oszczędne w metaforyce i nagromadzeniu epitetów, pozbawione patosu czy źle pojętej poetyckości, dalekie od jakichkolwiek religijnych uniesień, nieepatujące słownictwem naukowym, wiersze te, prześwietlając pod mikroskopem na wskroś fizyczność liścia, stają się nagle także metafizyczną rozmową z czytelnikiem, małym traktatem, z rodzaju tych, jakie układano w czasach przed wielkim rozdzieleniem. Stają się także wielkim hymnem na cześć życia, jego dotkliwości, piękna i konieczności.

 

zwykle to było tak:
dziura w siatce
ławka azalie chłopak wiersz.
dotykaliśmy swojej skóry.
tak, że wreszcie mogłam zapomnieć,
co pod nią mam.

                   (Arboretum w Rogowie)

Być może to, co prześwituje przez skórę czy przez wypreparowany liść, albo prześwituje pomiędzy liśćmi jeszcze wiszącymi na drzewie, coś, co widać pod mikroskopem w laboratorium, ale i gołym okiem w trawie, to coś jest nieosiągalne żadnym językiem i dlatego właśnie niezniszczalne? Widzimy pod mikroskopem, jak powiada autorka:

W plątaninie zasupłanych nitek glonów
wydarza się nagle jakaś dziwna
równoległość. Naprawdę wierzę, że poza
koniecznością wymiany informacji dzieje
się to też z jakiejś formy miłości. Widzimy
tę chwilową przytulność, przetasowanie
kart genów, a potem wyrzut tego
nowego, w przestrzeń, by zaczęło się
dziać. Niech się staje albo ginie. Płakać
nikt nie będzie, bo płakać trzeba by było
na tym świecie bez końca.

Japoński poeta Issa w jednym ze swoich haiku w przekładzie Czesława Miłosza mówi tak:

Świat kropli rosy -
to jest świat kropli rosy -
a jednak, a jednak

„Teoretycznie istnieje możliwość osiągnięcia pełni szczęścia: wierzyć w niezniszczalne w nas i jednocześnie do niego nie dążyć”, pisze Franz Kafka w jednym ze swoich aforyzmów z Zurau. Botanik kroi i bada rośliny, niszcząc je, ale przecież wciąż ma nadzieję, że odkryje coś, czego nie będzie potrafił zniszczyć. I wciąż odkrywa coś, czego nie potrafi opisać, zdefiniować i policzyć. Podobno winą ludzi jest to, że jedli z Drzewa Poznania, które rosło w Ogrodzie i muszą umierać dlatego, że wciąż wprowadzają w życie wyniki swego poznania, w zgodzie z nimi postępują i działają, zużywają się. Ale nie jedli przecież wciąż jeszcze z Drzewa Życia, a ono także rośnie w Ogrodzie, może tuż obok. Wierzymy, że w każdym z krojonych listków jest coś, co nie umrze w całości. To coś, co wydaje się, że jest w zasięgu ręki, wzroku, języka, a jednak nigdy tego nie dosięgniemy i musimy z tym żyć. Ze świadomością, że jesteśmy bez języka, by to opowiedzieć dokładnie, czyli zniszczyć, jak to robi nauka.

Tomasz Różycki o tomiku wierszy „Minimum” Urszuli Zajączkowskiej
Zeszyty Literackie Nr 140
Obraz "Pustelnik" autorstwa Pawła Danowskiego (olej na płótnie, 130x80)