"Wyzwolenie to przede wszystkim usunięcie z pola widzenia owej strony mroku, by nie mąciła nieskończonej piękności dramatu między duszą a powagą istnienia" - między innymi te słowa prof. Elzenberga, jak i twórczość Herberta towarzyszą mi już od dłuższego czasu, gdy patrzę na płótna Danowskiego.

Paweł Danowski: Ucieczka, albo schowanie; olej na płótnie, 130x80
***

U mnie tym stosunkiem [do zdarzeń] było z początku doprowadzenie do kresu [...] historiozofii pesymistycznej; ostateczne zwątpienie w sensowność dziejów, w znacznej mierze - w człowieka w ogóle. To minęło [...]. Co przyszło na miejsce zwątpienia? na razie tylko spokojne opowiedzenie się przy kulturze; zwiększenie poczucia jej wagi, dostojeństwa, substancjalności. Odpadnięcie wszystkiego, co mogło uchodzić za «zabawę w kulturę». Umocnienie się w przekonaniu - nie! w afirmacji istotniejszej od wszystkich przekonań - że wbrew wszystkiemu te stare zręby warto podtrzymywać, śród świata zbrodni dźwigać ten gmach rozjaśnienia. I może jeszcze: poczucie absolutnej dwutorowości dziejów dziejów zbrodni i dziejów ducha, idących obok siebie bez najmniejszego wzajemnego oddziaływania, tworzonych przez gatunki ontologiczne bardziej sobie obce niż w zoologii jaszczury i ammonity (5 XII 1941, HE: K, s. 298).

Henryk Elzenberg
dziennik, 05.12.1941

 

***

W filozofii nie o to chodzi, żeby osiągnąć wynik określony i ostateczny; raczej o coś wręcz przeciwnego: żeby wbrew jednostronnym naciskom, specyficznym dla każdej epoki, wszystkie rozsądne możliwości rozumienia świata pozostawić otwarte. Człowiek, by się nie udusić, potrzebuje tych na wszystkie strony wolnych perspektyw.

Henryk Elzenberg
dziennik, 29.01.1951

***

17.09.1951, Zbigniew Herbert w liście do Henryka Elzenberga:

Zbigniew Herbert
TRZCINA

Nieco mgły
kropla wody
jak mówi Pascal
wystarczy

a tu tymczasem
deszcze komet
kamienny płaszcz
i żywy ogień

a tu
dziesięć spiżowych tablic
na straży
pięciu skulonych zmysłów

Daj nam śmierć
do ramion
do ust
do czoła
nie wyższą

nieco mgły
kropla wody
wystarczy

23.09.1951 na marginesie listu Henryka Elzenberga do Zbigniewa Herberta:
(…) poetycka w poezji może być czasem myśl sama - Wiersz Herberta Trzcina nawiązywał do cytatu z Pascala: ,,Czyż myślą, że nas tak znów ucieszyli mówiąc nam, że nasze dusze to tylko odrobina wiatru i dymu, i w dodatku mówiąc to głosem pysznym i zadowolonym? Czyż jest to rzecz do mówienia tonem wesołym?”, tłum. Elzenberga, zob. jego notatkę w dzienniku 27 IX 1950, HE: K, s. 385. Wolno uznać, że wiersz ten podejmuje następującą refleksję profesora: „Człowiek całkowicie wpatrzony w rozpacz bytu jest mimo to twórcą [...]: w tym jest zwycięstwo, Niech teraz przyjdzie refleksja [...] i pracę twórczego artyzmu i poznającego umysłu pojmie jako dwa bliźniacze objawy ducha, tworzącego sens życia: i oto wstąpiliśmy w sferę samoubóstwienia się ducha, tego światła nad ciemnościami, odkupiciela zła świata, jedynej racji bytu stworzenia. Tę to wiarę [...] miał na myśli Pascal, gdy kreślił swój aforyzm o «trzcinie myślącej». Niemniej słynną jest dziś już sentencja [...] [Henryka Poincare]: że myśl to jedna błyskawica między dwiema wiecznościami nicości i że ta błyskawica jest wszystkim [...]. Świat jest nieludzki i tępy, bezsensowny i bezcelowy, po bezmyślnej grze kilku eonów skazany na spłynięcie z powrotem do mgławicy, z której się zrodził: gdzież jest gwiazda, która w tej nocy da się uczcić i sens życiu przywróci? Odpowiedź Elzenberga na to pytanie brzmiała: gwiazdą jest myśl i poznanie, zdolność oceniania i twórczość, wizja dobra, świętości i piękna. Przywiązując nas do siebie miłością silniejszą niż wszystkie instynkty, potęgi te umieją to sprawić, że w sporze najbardziej istotnym my jesteśmy od natury silniejsi [...]. Państwo ducha jest jakby warownią, w którą wróg przemożny daremnie bije taranami swych potęg: tu trwa to, co natura przekreśla. Tu trzcina, która się łamie, poznaje swoją niezłomność, błyskawica, która gaśnie, swą wieczność; tu jest twierdza, której nic nie pokona” (H. Elzenberg, Lukrecjusz i materializm, prwdr.: H. Elzenberg, Lukrecjusz i religia materializmu, „Przegląd Współczesny” 1927 nr 58, s. 164-180; przdr. w: tenże, Próby kontaktu. Eseje i studia krytyczne, Kraków 1966, s. 171-172). Herbert odpowiadając na pytanie o to, co „sens życiu przywróci”, w strofie trzeciej zaznaczył swoje stanowisko: „na straży pięciu skulonych zmysłów” czuwa „dziesięć spiżowych tablic” chrześcijaństwa. Dla zrozumienia ostatniej strofy wiersza Trzcina, jej w. 1-5, pomocna wydaje się myśl, którą Elzenberg rozwinął w dzienniku 2 VI 1953: „Życie dlatego jest tak okropną, tak niemiłosierną pułapką, że równie straszno jest je opuszczać jak w nim pozostawać bez końca; chrystianizm i większość religii widzą naiwnie tylko jedną stronę tej sprawy. Ratunek jest tylko jeden: nauczyć się chcieć nieżycia (co nie musi znaczyć «nicości»), wyszkolić sobie wolę ku niemu, wzbudzić, jeśli tylko możliwe, jego gorące pragnienie. To dają religie indyjskie: czy atman czy nirwana, zawsze nie-życie”; profesor powrócił do tej myśli 10 VII 1961: „wyzbyć się wszelkich raniących i męczących duszę pragnień i obaw. Ale śród tych nie pożądanych pragnień jedno z miejsc naczelnych zajmuje: «chcę żyć jeszcze, nie chcę odchodzić». Taktyka, która się przeciw niemu nasuwa najnaturalniej, to: zrobić tak, by z życia w nieżycie przejść jak najłagodniej , bez wstrząsu: jakoś ominąć fakt śmierci, kiedy go już nie można (i bodaj nie byłoby dobrze) przekreślić” (HE: K, s. 415-416 i 488). Życzenie lekkiej śmierci („Daj nam śmierć / do ramion / […] / nie wyższą”) wolno wywodzić również od starożytnych Greków (zob. St. Kasprzysiak, Grecki labirynt Zbigniewa Herberta, „ZL” 2002 nr 4 (80), s. 139-140).

***

Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. W wyniku swym ostatecznym wszystkie przecież poczynania ludzkie są beznadziejne i najniewątpliwiej z góry przegrane: dwa tysiące lat, trzy tysiące lat, dziesięć tysięcy lat, a dzieło stworzone upadnie; u kresu wszystkiego jest nicość. Wobec tego walka daremna na metę już całkiem bliską, taka, której daremność bije w oczy, to najlepsza ilustracja, najbardziej reprezentacyjny skrót doli ludzkiej w ogóle; w niej najistotniejsza treść naszego przeznaczenia skupia się i zawiera w jakiejś potężnej syntezie. Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy” (HE: K, s. 391). Por. też: „Nie umrę pogodzony wszechstronnie. Zamiast złagodnieć, dualizm między kosmiczną stroną życia a stroną ludzką zaostrzył się w chwili krytycznej do ostatniej ostateczności. Strona światła i strona mroku. Wszystko, nawet klęska, nawet śmierć sama, jest głębią, wspaniałością, blaskiem, polotem w aspekcie kosmosu i przeznaczenia; wszystko nędzą, poniewierką, bólem, zawodem w aspekcie ludzko-społecznym. Wyzwolenie to przede wszystkim usunięcie z pola widzenia owej strony mroku, by nie mąciła nieskończonej piękności dramatu między duszą a powagą istnienia” (24 VII 1953, tamże, s. 418).

Henryk Elzenberg
dziennik, 13.10.1951

***

Postawiłem sobie - jako odpowiedź na list Pana Profesora - pytanie, czego ja właściwie szukam w filozofii. Pytanie iście faustowskie i może przyzwoiciej byłoby zapytać się: czego filozofia ode mnie wymaga, jakie obowiązki nakłada na mnie ta dyscyplina.
Odpowiedź na pierwszą, bardziej „moją” wersję pytania wypada dla mnie zgoła kompromitująco. Szukam wzruszeń. Mocnych wzruszeń intelektualnych, bolesnego napięcia rzeczywistości i abstrakcji, jeszcze jednego rozdarcia, jeszcze jednej, głębszej niż osobista, przyczyny do smutku. I w tym subiektywnym mętliku zagubiły się szacowna prawda i wzniosła norma, zatem nie będę przyzwoitym uniwersyteckim filozofem. Wolę przeżywać filozofię niż ją wysiadywać jak kwoka.

Zbigniew Herbert do Henryka Elzenberga
02.11.1951, Warszawa

***
Elzenberg o słowach Herberta: „dlaczego nie żyję tak jak inni”:
„Kochać, to narażać się na to, że nas spustoszą i zniszczą w nadziei, że nas podeprą i że nam będą natchnieniem”, oraz: „To co na co dzień nazywamy życiem, to tylko surowy materiał, a życie z materiału swego tworzą dopiero wola etyczna, myśl systematyzująca i sztuka” i: „Świat, do którego należy dzieło skończone, jest mniej ważny i mniej rzeczywisty niż ten, z którego dzieło się rodzi i niż ten, w którym bytuje jego pomyślany kształt idealny. Grzeszy, kto dla skończeń i wcieleń poświęca czystość narodzin i nieskazitelność idei” (HE: K, s. 411). Elzenberg był przeświadczony o sprzecznej naturze bytu - zob. zapiskę 9 VIII 1955: „Zbliżenia między istotami są złudne a oddalenia prawdziwe, solidnie ugruntowane w naturze samych istot i bytu. Byt «jest» tylko przez to, że jest rozdarty; jedność to niebyt (tamże, s. 453).

Henryk Elzenberg
dziennik, 20.04.1953

***

Najgorsze jest to, że bezsilny i zrezygnowany muszę zdać się na pomoc bliskich i dalszych ludzi, którzy mają rację w nieocenionych radach, ale którym ogromnie trudno wytłumaczyć, dlaczego nie żyję tak jak inni (posada, żona, zegar w jadalni, spacery dokoła stołu, rosół w niedzielę) i o co właściwie chodzi w moim życiu. Różne miłości dają prawo do szperania po naszych wnętrzach, żądania wyjaśnień, tłumaczeń, a przecież w naszym życiu tłuką się takie myśli i idee, które pchają nie wiadomo dokąd, które tylko perspektywy otwierają i ku jakimś zamglonym horyzontom wzywają. Więc myślę, że trzeba się tłuc, rozbijać, nie oszczędzać, nie wydzielać skąpych porcji życia.

Zbigniew Herbert do Henryka Elzenberga
06.05.1953, Warszawa

***
Idealizm, z punktu widzenia ludzkości w jej masie, był czymś ubocznym; obiektywnie faktem ważniejszym - «najważniejszym w dziejach ludzkości», powiedziałbym bez nadmiernych skrupułów - były wielkie religie zbawienia. Wyłanianie się ich ze starych poganizmów i politeizmów zamyka jedną epokę, gaśnięcie i omdlewanie zamyka drugą. Teraz to wszystko się załamało; jako istota duchowa człowiek stoi dziś wobec pustki i jest z tego szczerze zadowolony.
Cóż na to ci, którzy przegrali? Pozostaje im się tylko spodziewać, że z tej pustki znów coś się wyłoni; albo [...] odciąć się i zejść na tor boczny. Można to tak ująć: człowiek sprzeniewierzył się swemu powołaniu na świecie, więc ci, którym na tym powołaniu jeszcze zależy, zrywają z nim solidarność.

Henryk Elzenberg
dziennik, 10.06.1955

***

Zbigniew Herbert w rozmowie z Adamem Michnikiem, wrzesień 1980:

Ja jestem przeciwko pragmatycznej zasadzie, że trzeba tylko wykonywać jakieś zadania celowe, dążyć do celów osiągalnych, że natomiast nieosiągalne cele są poza dyskusją, to znaczy są bezsensowne. Wydaje mi się, że podejmuje się walkę nie dla wygranej, bo to by było zbyt łatwe, i nie tylko dla samej walki, ale w obronie wartości, dla których warto żyć i za które można umrzeć. Bardzo by mi trudno było tabelę ich tu przedstawić. Każdy z nas ma takie swoje granice w tak zwanych sytuacjach dramatycznych czy tragicznych. Dzisiaj zanika poczucie tragizmu w rzeczywistości społecznej. Hamlet, który podjął się walki ze światem, był tragiczny, natomiast obalony sekretarz nie jest postacią tragiczną. Musi być element walki i musi być założona w tej walce także przegrana, ale w imię wartości, które będą dalej żyły. Jest to czysty idealizm, jednak w takiej atmosferze się wychowałem, miałem szczęście poznać profesora Elzenberga. Bardzo trudno mi mówić o tym, bo jak to św. Augustyn powiedział o czasie? Że jak go nie pytają, to wie, co to jest czas, a jak go pytają, to nie wie. To są rzeczy dość wstydliwe, głęboko ukryte we mnie i myślę, że w moich rodakach także. Chodzi o takie założenie życiowe, że sprawą najważniejszą nie jest, czy wygram, ale że muszę podjąć walkę w obronie pewnych ideałów, pewnych wartości, które nie podlegają dyskusji.

Zbigniew Herbert, Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd, z prądem płyną śmiecie. Rozmawiał Adam Michnik. „Krytyka” 1981 nr 8