Share

Piotr Matywiecki
KAWAFIS I HERBERT
PODRÓŻUJĄ BEZ NAS

Są dziwni, bo urodzili się i umarli,
a ludzie wieczni przecież nie zaczynają i nie kończą.
Zdają się wieczni nie tylko dlatego, że są mistrzami
powszechnej gramatyki istnienia,
ale i dlatego, że ich wędrówka
nie ma końca. Przynajmniej o tym zapewniają.

 

Polecają drogę długą,
pełną niespodzianek, spełnień, mądrości
prostej i wyrafinowanej.
Polecają wędrówkę pośród ludzi,
wędrówkę uczuć, wtajemniczeń i bczzmysłowych abstrakcji.

Czy godzi się znać ich nazwiska?
Mówić po grecku, po polsku, o ich podróży?
Tak. Przecież są sobą i mają mowę.
Ale czy ktoś tak wszechstronny może być sobą,
jeżeli pochłonął osobowości milionów?

Nie może. Nawet jeżeli chcą być mną i tobą,
bezradnie milczą między nami
o naszym nieruchomym istnieniu.
Bo my też podróżujemy, jednak inaczej.
Itaka, skąd wyruszyliśmy jak oni,
oślepiła zmysł obserwacji i wyobraźnię.
Urodziliśmy się na zawsze,
ale tylko tu.

Dlatego z trudnością dobiegają do nas ich sprawozdania,
szemrzą w oddali jak źródła tętniące o kilometr nad skałami,
źródła niewiarygodne. Źródła oczu
w ciałach niewyobrażalnych, w cielesnych abstrakcjach.
Mowa poetów przedstawia nam widoki tak rozległe,
jakbyśmy mogli mieć świadomość, że nie umrzemy,
że nie skończy się czas patrzenia. A to być nie może.

Ich wiersze wędrują obok siebie,
nie potrafią milczeć między sobą
chociaż nam zalecają milczenie.
Ubolewają nad naszym ograniczeniem,
zapewne chcą pomóc, zapraszają
do rozmownej drogi, chociaż czują,
że nasza droga milczy prawdziwiej od ich porad.
Dlatego jesteśmy niechętni.

W czyim imieniu mówię „my”?
W imieniu imion, które oni chcieli poznać,
a nie poznali. Otworzone na krajobrazy
wyparowały w podróżach. Miały być pouczone
o sobie - stały się anonimami.

Ale przede wszystkim mówię w tym imieniu,
które ze mną, tylko ze mną rozmawia,
przypominając sobie świat,
bo ma go we mnie.

Ty, imię Kawafis, posłuchaj, jak ciebie nie słuchamy.
Ty, imię Herbert, posłuchaj, jak ciebie nie słuchamy.
My, źródła siebie samych, my, wsobni podróżnicy.

W sobie mamy misteria zapomnienia o misteriach.
Rynki zaśmiardłych mięs, gnijących owoców.
Spółgłoski szydzące z czystych samogłosek.
Miłości.

To nasze podróże są długie. Bo skończone.

PIOTR MATYWIECKI

Z ostatniego już, 144 numeru ZESZYTÓW LITERACKICH
zima, 2018