Share

viriditas1Człowiek powinien na pewien czas zamilknąć i w pauzie, jaka się otworzy, usłyszeć głos innego opowiadacza, ryby, konika morskiego, łasicy albo bambusa, kota, orchidei lub kamyka. Skąd wiemy na przykład, że pszczoły nie piszą powieści? Czy odczytaliśmy chociaż jeden plaster miodu? Albo zacznijmy od ryb. Jakaż ogromna część ewolucji siedzi zamknięta w milczeniu ryby, jaką wiedzę ryby zgromadziły przez te wszystkie tysiąclecia przed nami. Głębokie chłodne magazyny milczenia. Nietknięte przez język. Bo język kanalizuje i wyznacza zasoby poznania - jak sonda.


A zatem jedyne opowiadające stworzenie, człowiek, milknie i usuwa się, aby dać słowo temu, co organiczne i nieorganiczne, co dotychczas zbierało milczenie. Tak naprawdę oni opowiadali, ale ich zgłuszone i stłamszone opowiadanie zamieniało się w łyszczyk oraz porosty, wodorosty, mech, miód, rozkładanie cudzych ciał i rozkład własnego.
Nie mam pomysłu, jak miałoby się to stać. Może należy zrobić pierwszy krok - całą światową klasykę przepisać o zwierzętach, przez zwierzęta.
Opowiedzieć na przykład Starego człowieka i morze oczami ryby, tamtego marlina. To nazywam nieantropocentryzmem. Jego walka z żylastym starcem i morzem jest nie mniej dramatyczna. W końcu jest to bohater, który w całej tej historii walczy na śmierć i życie. Opowieść starca to opowieść o walce ze starzeniem się. Opowieść ryby - to opowieść o śmierci. Cała historia głosem jednej ryby, krwawiącej, udręczonej, ale sprzeciwiającej się aż do śmierci.
Marlina można zniszczyć, ale nie pokonać.

Georgi Gospodinow, Fizyka smutku
Wydawnictwo Literackie, 2018

viriditas1