Niecodziennik

 marszalek

 

Teatr Polski we Wrocławiu, 26.08.2016

I po to wszystkie obowiązki względem przestrzeni
i po fajrancie niepewność puszczać na najwyższe obroty
żeby tak skończyć? Świt mnie dopadł nad ranem,
letnie noce są obrzydliwie krótkie i nie zdołałem

z powrotem nabrać pewności. Mogę patrzeć przez okno:
miasto jak miasto. Ruiny jeszcze trzymają się nieźle,
wiesz, o co mi chodzi. Trzymam wciąż pod łóżkiem
te pyłki, drobiny, gdzie białe, a gdzie czerwone pudełko

i przekładam ciągle świetlną smużkę. Ale kłamał lektor
reklamując swoje usługi: nie nauczymy się tego języka.
Nie w sześć tygodni, znów jesteśmy w plecy jedną próbę
porozumienia, już pal diabli tę krew i czystą białą ranę.

Co ja teraz zrobię w nieoswojonym ubraniu, zgiełku,
obcierających butach? Z tymi brzęczącymi w kieszeni
niepasującymi kluczami? Świt mnie dopadł nad ranem.
W którymś pudełku trzymam ciągle niepotrzebne światło.

Krzysztof Joniak
30.08.2016

 

"Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ich wyników; wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury."

Artykuł 73 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej

Jestem z Teatrem Polskim we Wrocławiu

Odradzają się stare idee: wielkiego imperium, żelaznej ręki, własnej, odrębnej drogi Rosji... Przywrócono hymn radziecki, istnieje komsomoł, tyle że nazywa się „Nasi"; jest i partia władzy, kopiująca partię komunistyczną. Prezydent ma władzę sekretarza generalnego. Absolutną. Funkcję marksizmu-leninizmu przejęło prawosławie...

Przed rewolucją 1917 roku Aleksandr Grin napisał: „A przyszłość jakoś przestała być na swoim miejscu”. Minęło sto lat i znowu przyszłość nie jest na swoim miejscu. Dostały się nam czasy używane, czasy secondhand.

Barykada nie jest bezpiecznym miejscem dla artysty. To pułapka. Na barykadzie psuje się wzrok, zwężają się źrenice, świat traci barwy. Staje się czarno-biały. Człowieka już się stamtąd nie dostrzega, widzi się tylko czarny punkt - cel. Przez całe życie tkwiłam na barykadach, chciałabym więc już z nich zejść. Nauczyć się radości życia. Odzyskać wzrok. Tymczasem dziesiątki tysięcy ludzi znowu wychodzą na ulice. Chwytają się za ręce. Mają białe wstążki na kurtkach. Symbol odrodzenia. Światła. No więc jestem z nimi.

Spotkałam na ulicy chłopaków w tiszertach z sierpem i młotem oraz portretem Lenina. Czy wiedzą, co to jest komunizm?

Swietłana Aleksijewicz, Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014

Należę do samotników, którzy bardzo rzadko bywają sami. Właściwie tylko w godzinach poświęconych czytaniu i pisaniu. Natura zawodu nauczyciela, który wykonuję, przymusza do pełnego napięcia współbytowania z innymi, wieczorami zaś jakieś paniczne przerażenie wygania mnie między ludzi.
Tu od wielu dni jestem sam. Z nikim nie zamieniam ani słowa, wyjąwszy załatwianie podstawowych spraw i niezbędne pytania. Po raz pierwszy w życiu tak długo jestem sam.
Cudowne, jak bardzo nie brakuje mi towarzystwa. Nigdy nie sądziłem, że potrafię tak dobrze funkcjonować bez rozmów i kompanii. Po rady zwracam się do bedekera, który zachowuje się przyjaźnie, o wszystkim pamięta, wszędzie wskazuje drogę. A myślami dzielę się z notesem.
Czuję, że ta samotność bardzo dobrze mi robi. Myśli układają się w dłuższe łańcuchy, uczucia są intensywniejsze, wyraźniej widzę kontury. Sprawy chaotyczne zmierzają ku uporządkowaniu, w ogóle wszystko, co we mnie jest, poszukuje formy i wyrazu, i znajduje je.
Przyjemnie pomyśleć, że znalazłem cudowny środek - nawet jeśli nie będę po niego sięgał.

Trzecia wieża, Antal Szerb
Zeszyty Literackie Nr 133

 

Jeśli, jak pan powiada: oddychać znaczy sądzić,
nie ma już odwrotu. To nieodwołalne.
Poskładać się z materii, z drobin kosmosu
niech będzie, że na chwilę. Trzeba teraz nadać
imię, numer, pokój i kolejno oblicz
przynajmniej trzy: jedno mają zwierzęta.

W wynajęte ciało oblec duszę, nazywać:
to kwiat, deszcz, słońce, kundel, sadza, miłość.
Od święta do każdej chwili, którą poprzedza
myśl, że coś jest jeszcze, co nie ma imienia.
Tyle razy pan mówił: oddychać znaczy sądzić
- nic nie ma znaczenia, lecz nazwę; przez chwilę.

Krzysztof Joniak

08.04.2016

fot. Jacek Różycki

Norwegia, fot. Jacek Różycki

 

To, cośmy nazwali na wszelki wypadek
za zmokniętym oknem - nie przypomina świata.
Blade kształty rysujemy na serwetkach,
a tam, pod presją grafitu, kruszy się Ziemia.
Moknę. Skruszony świat mieni się plazmą
w czerwieniach, żółciach i zieleniach. Szyby wilgotnieją

jak na złość z jednej tylko strony. Kleją mi się do twarzy
serwetki bez stron, bez lewa, prawa. W odbiciu
humanoid zażartował: chcę zniszczyć ludzkość.
Śmiechu było po pachy, studio wystrojone
wszystkim odcieniami zer i jedynek. Schował to
gdzieś między żartem a groźbą. Gdzieś między.

Krzysztof Joniak

03.05.2016

fot. Jacek Różycki

Norwegia, fot. Jacek Różycki

Wszędzie wokół woda

Ale nikt mnie nie kochał. Byłem zawziętym, zgryźliwym samotnikiem, przemierzałem niecałą milę ze szkoły, mijając pocztę, całą z żółtej cegły i chromu, i moje dwa szarańczyny (woda, wszędzie wokół woda, lecz ani kropli do picia), i nie było nikogo, kto pokochałby mnie pierwszy. W ludziach, których znałem, dostrzegałem setki przejawów tchórzostwa,  tysiące wad, miliony słabości. Gdybym to ja miał pokochać pierwszy, pokochałbym tylko doskonałość. Oczywiście, gdybym kochał ludzi, których znałem, mógłbym pomoc im wydobrzeć. Ale nie, mówiłem sobie, dlaczego ja miałbym dawać im wszystko, skoro oni nie dają mi niczego?

Stan łaski, Harold Brodkey
Zeszyty Literackie Nr 119

Kilka stron...

Ksiądz dziekan Chmielowski zna świat tylko z książek. Za każdym razem, kiedy zasiada w swojej firlejowskiej bibliotece i sięga czy to po pokaźny foliant, czy drobny elzewir, zawsze jest tak, jakby wyruszał w podróż do nieznanego kraju. Ta metafora mu się podoba, uśmiecha się do siebie i już próbuje ją ułożyć w zgrabne zdanie... Łatwiej mu jest pisać o całym świecie niż o sobie samym. Ciągle czymś zaabsorbowany, sobą się nie zajmował, wydarzeń z życia nie spisywał i teraz zdaje mu się, że nie ma żadnej biografii. Gdyby go zapytała ta dama, która pisze tak ponure wiersze, kim on jest, jakże przeżył swoje lata, to co by odpowiedział? I gdyby chciał to spisać, nie byłoby tego wiele więcej niż kilka stron, więc nawet nie książeczka, nawet nie taki mały elzewir, zaledwie tylko broszura, świstek, żywocik nieświętego z obrazkiem. Ani peregrynant, ani lustrator obcych krain.

Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk

Do zajazdu przybyli...

02397401
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
1009
453
4334
2389806
23683
36681
2397401

Your IP: 18.232.56.9
2022-11-26 20:21

Odwiedza nas 14 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony