Niecodziennik

Z medytacji VII pt.: BLUES DLA BOLIVARA

PALCE
drzew
niebawem
będą

robić
się

mniej
wyraźne

o zmroku. Wówczas nie widać
protestów. Wówczas nie słychać narzekań. Tylko
pomruk
spoza papy.

***

PIECZĘĆ SŁOŃCA
świeci
pod jego
nieobecność. Prawda

jest po drugiej
stronie.
Fale uderzają
o brzeg, białe i niebieskie, białe

i niebieskie, białe – i
niebieskie. Potem
wszystko jest
podobne.

***

Źródło: Zeszyty Literackie lub Topos (chyba)

 

A jednak nie traćcie nadziei. W tej walce o głębszy sens życia i jego piękność nie jesteście osamotnieni. Na szczęście macie przy boku sztukę polską, która dziś stała się czymś ważniejszym i prawdziwszym niż bezdomne ministerstwa i urzędy wyzute z władzy - i ona to, sztuka, nauczy was głębi, jej bicz, surowy i dobrotliwy zarazem, spadnie na was ze świstem ilekroć zaczniecie się rozklejać, ślimaczyć i mazgaić. Ona, sztuka, otworzy wam oczy na ostrą piękność współczesności, na wielkość waszego zadania, a zbyt prowincjonalne uczucie zastąpi uczuciem nowym, na miarę świata, na miarę tych horyzontów, które dziś się przed wami otwierają. Przywróci wam zdolność lotu i mocy aby nie powiedziano o was słowami Szekspira:

Biada podrzędnym istotom, gdy wchodzą
Pomiędzy ostrza potężnych szermierzy!

Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz

Pietro Fabris - malarz i grafik włoski aktywny w Anglii i Neapolu w latach 1740 – 1792, autor ilustracji do "Campi Phlegraei. Observations on the Volcanoes of the Two Sicilies" Williama Hamiltona, którego biografia zainspirowała Susan Sontag do napisania powieści "Miłośnik wulkanów".Nie wiem jak to się stało, że jestem w KODzie. To była naturalna potrzeba, powiew świeżego powietrza, który pochłonął mnie w jednej chwili. Zupełny przypadek zechciał, że znalazłem się w samym centrum wydarzeń. To w skutek mojej niezgody wobec zaobserwowanej próby odkuwania od polskiego godła korony, którą z takim trudem, wspólnie, jako społeczeństwo, osadziliśmy na jego skroniach w 1989 roku. Pełnoletniość osiągnąłem na chwilę przed referendum dotyczącym polskiej konstytucji. To było moje pierwsze głosowanie jako obywatela z pełnią praw wyborczych. Nie mogę patrzeć bezczynnie na próbę podważania suwerenności polskich sądów, w tym Trybunału Konstytucyjnego; nie ma mojej zgody na łamanie prawa przez najważniejsze osoby w państwie. Na miarę swoich skromnych sił, z uśmiechem na twarzy, będę stał na straży konstytucji. W tej chwili nie ma nic ważniejszego, nie ma nic pilniejszego.
Każdego dnia stoję pod godłem polskim przy nauczycielskiej tablicy. Nie wybaczyłbym sobie, nie mógłbym szczerze spojrzeć swoim uczniom w oczy, gdybym nie zrobił wszystkiego, co tylko jest w mojej mocy, by bronić polskiej demokracji, która w tych dniach została zagrożona. Wezwany do tej większej tablicy, której na imię wolna i demokratyczna Polska, będę przy niej stał – długo, wytrwale i cierpliwie. To z szacunku do wszystkich tych, którzy nam ją wywalczyli, to w trosce o powierzoną mojej opiece młodzież, o jej przyszłość.

MR
18/19.12.2015

 

 

Oto nasze doroczne Dziady. Kończąc te kilkadziesiąt lat, już za- półmetkowe, pośród pamięci o duszy ledwie kilka godzin temu zgasłej, a z którą wiele było bycia w codzienności, pozostaje rozdźwięk pomiędzy potrzebą oddychania, a poddania się prawidłom losu. Ten, nie wyznając nijakich uczuć, co zostaje zarezerwowane dla jestestwa człowieczego bytu, może i wyznacza gwiezdne szlaki, może jest stworzycielem dnia, nocy; może prorokuje w zakryciu siebie samego, a może go nie ma, będąc ułudy rojeniem. Oto obchodzimy Dziady. Pośród letniej altany, rozmów zwyczajności codziennej, istotnej, a znaczącej, uczuciowej, prostej, przyziemnej – najważniejszej. Liście jeszcze nie myślą o opadaniu, gdy dojrzewa wino. Sfermentowało nie jeden raz zboże, a rozmowa nie znała granic nocy, płonącego żarem drzewnego węgla, przypalonej potrawy na nim, smakowanej, ziemnej, kociej muzyki miauków niepozbawionej pulsu ciepłej, letniej nocy. I przeminęło. Wino dojrzało. Wypił, kto potrafił. Oto obchodzimy Dziady.

 

A skąd pochodzi mądrość i gdzie jest siedziba wiedzy? Człowiek nie zna tam drogi, nie ma jej w ziemi żyjących... nie płaci się za nią złotem.

Księga Hioba
rozdz. 28, 12-13 oraz 16

 



Bezsilne siłowanie się z każdym kolejnym dniem tygodnia. Ze zlewaniem się w wielką pulpę całokształtu trywialnych błahostek. Może tak ma wyglądać owo nie zatrzymywanie się nad nieistotnościami. Lecz co istotnością w takim bądź razie pozostaje? Ile osobowości, tyle klisz i filtrów nałożonych na ten zoptymalizowany termodynamiką świat. Miejsca, rzeczy, zdarzenia, dzieją się przez pryzmat osobowości jednostki. Ów wielomian złożony ze zmiennych i stałych połączonych działaniami plus / minus, mnożeniem, podnoszeniem do potęgi o naturalnym wykładniku, zdaje się być płodozmianem. Wariacją na temat tego, że nic nie staje się jedno, nic nie jest jedno.  Jest osobliwość, w znaczeniu czysto fizycznym, kultury bytu.
Znalezione w opracowaniu Chwina pojęcie marzenia o byciu nieurodzonym, przedłożone do wglądu Kainowi podczas jego lucyferycznej podróży, zatrważa istotnością znaczeniowej decyzji nieprzynależnej przecież śmiertelnej jednostce, która już jest, a stała się z woli wyższego. Zatem podróż w stronę twórczości Byrona jako kolejna ścieżka podróży nie koniecznej, ale wciąż subtelnie możliwej, zdaje się zapraszać w swoje ostępy. Oto nienasycenie...

Nienasyceni

O, są i w piekle ci, co pozostali pyszni i okrutni, mimo bezspornej już wiedzy i widoku nieodpartej prawdy; są i tacy straszni, co bez reszty pojednali się z szatanem i z jego pysznym duchem. W nich piekło jest już dobrowolne i nienasycone; to już męczennicy z własnej woli. Sami bowiem rzucili na siebie przekleństwo, przeklinając Boga i życie. Karmią się swoją zatwardziałą pychą, jakby kto głodny na puszczy własną swą krew jął wysysać ze swego własnego ciała. Na wieki wieków są jednak nienasyceni, a odrzucają przebaczenie, przeklinają Boga, który ich woła. Boga żywego bez nienawiści nie mogą oglądać, domagają się więc, żeby nie było Boga życia, żeby Bóg unicestwił Siebie i całe Swoje stworzenie. Wiecznie tak będą płonąć w ogniu gniewu swego, pragnąc śmierci i niebytu. Lecz nie zaznają śmierci…

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow

Bo chyba mogłem mówić otwarcie

Przedwczoraj spotkanie, a potem rozmowa w szczupłym gronie z młodzieżą socjalistyczną. Wrażenie na razie bardzo dobre, po zastanowieniu się znacznie gorsze. Kiedy się jest z młodzieżą wiejską (ZMW), ma się tę pewność, że oni wiedzą, czego chcą i po co pracują. Tutaj uczucie niedowiarstwa i braku jasnych celów, ten cały ich socjalizm powierzchowny i, jak Rosjanie mówią, napyszczennyj. Zresztą to wcale nie znaczy ani o braku inteligencji, ani o braku patriotyzmu. Ostatnia mowa Gomułki zrobiła na nich ogromne wrażenie – ale także sprawa Modzelewskiego. Myślę, że nikt z góry tak głęboko nie schodzi, nie bardzo wiedzą, co ta młodzież myśli i jak reaguje. Reaguje normalnie, jak wszyscy Polacy i chyba ciągłość tradycji będzie tu zachowana. Mili oni są, ale trochę zagubieni. Przykro mi było, że się trochę wymigiwałem od mówienia im prosto z mostu. Nie wiem dlaczego, bo chyba mogłem mówić otwarcie, ale człowiek się już przyzwyczaił do migania.

22.01.1966
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III

Do zajazdu przybyli...

02397334
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
942
453
4267
2389806
23616
36681
2397334

Your IP: 18.232.56.9
2022-11-26 19:17

Odwiedza nas 40 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony