Niecodziennik

Pietro Fabris - malarz i grafik włoski aktywny w Anglii i Neapolu w latach 1740 – 1792, autor ilustracji do "Campi Phlegraei. Observations on the Volcanoes of the Two Sicilies" Williama Hamiltona, którego biografia zainspirowała Susan Sontag do napisania powieści "Miłośnik wulkanów".Nie wiem jak to się stało, że jestem w KODzie. To była naturalna potrzeba, powiew świeżego powietrza, który pochłonął mnie w jednej chwili. Zupełny przypadek zechciał, że znalazłem się w samym centrum wydarzeń. To w skutek mojej niezgody wobec zaobserwowanej próby odkuwania od polskiego godła korony, którą z takim trudem, wspólnie, jako społeczeństwo, osadziliśmy na jego skroniach w 1989 roku. Pełnoletniość osiągnąłem na chwilę przed referendum dotyczącym polskiej konstytucji. To było moje pierwsze głosowanie jako obywatela z pełnią praw wyborczych. Nie mogę patrzeć bezczynnie na próbę podważania suwerenności polskich sądów, w tym Trybunału Konstytucyjnego; nie ma mojej zgody na łamanie prawa przez najważniejsze osoby w państwie. Na miarę swoich skromnych sił, z uśmiechem na twarzy, będę stał na straży konstytucji. W tej chwili nie ma nic ważniejszego, nie ma nic pilniejszego.
Każdego dnia stoję pod godłem polskim przy nauczycielskiej tablicy. Nie wybaczyłbym sobie, nie mógłbym szczerze spojrzeć swoim uczniom w oczy, gdybym nie zrobił wszystkiego, co tylko jest w mojej mocy, by bronić polskiej demokracji, która w tych dniach została zagrożona. Wezwany do tej większej tablicy, której na imię wolna i demokratyczna Polska, będę przy niej stał – długo, wytrwale i cierpliwie. To z szacunku do wszystkich tych, którzy nam ją wywalczyli, to w trosce o powierzoną mojej opiece młodzież, o jej przyszłość.

MR
18/19.12.2015

 

 

Oto nasze doroczne Dziady. Kończąc te kilkadziesiąt lat, już za- półmetkowe, pośród pamięci o duszy ledwie kilka godzin temu zgasłej, a z którą wiele było bycia w codzienności, pozostaje rozdźwięk pomiędzy potrzebą oddychania, a poddania się prawidłom losu. Ten, nie wyznając nijakich uczuć, co zostaje zarezerwowane dla jestestwa człowieczego bytu, może i wyznacza gwiezdne szlaki, może jest stworzycielem dnia, nocy; może prorokuje w zakryciu siebie samego, a może go nie ma, będąc ułudy rojeniem. Oto obchodzimy Dziady. Pośród letniej altany, rozmów zwyczajności codziennej, istotnej, a znaczącej, uczuciowej, prostej, przyziemnej – najważniejszej. Liście jeszcze nie myślą o opadaniu, gdy dojrzewa wino. Sfermentowało nie jeden raz zboże, a rozmowa nie znała granic nocy, płonącego żarem drzewnego węgla, przypalonej potrawy na nim, smakowanej, ziemnej, kociej muzyki miauków niepozbawionej pulsu ciepłej, letniej nocy. I przeminęło. Wino dojrzało. Wypił, kto potrafił. Oto obchodzimy Dziady.

 

A skąd pochodzi mądrość i gdzie jest siedziba wiedzy? Człowiek nie zna tam drogi, nie ma jej w ziemi żyjących... nie płaci się za nią złotem.

Księga Hioba
rozdz. 28, 12-13 oraz 16

 



Bezsilne siłowanie się z każdym kolejnym dniem tygodnia. Ze zlewaniem się w wielką pulpę całokształtu trywialnych błahostek. Może tak ma wyglądać owo nie zatrzymywanie się nad nieistotnościami. Lecz co istotnością w takim bądź razie pozostaje? Ile osobowości, tyle klisz i filtrów nałożonych na ten zoptymalizowany termodynamiką świat. Miejsca, rzeczy, zdarzenia, dzieją się przez pryzmat osobowości jednostki. Ów wielomian złożony ze zmiennych i stałych połączonych działaniami plus / minus, mnożeniem, podnoszeniem do potęgi o naturalnym wykładniku, zdaje się być płodozmianem. Wariacją na temat tego, że nic nie staje się jedno, nic nie jest jedno.  Jest osobliwość, w znaczeniu czysto fizycznym, kultury bytu.
Znalezione w opracowaniu Chwina pojęcie marzenia o byciu nieurodzonym, przedłożone do wglądu Kainowi podczas jego lucyferycznej podróży, zatrważa istotnością znaczeniowej decyzji nieprzynależnej przecież śmiertelnej jednostce, która już jest, a stała się z woli wyższego. Zatem podróż w stronę twórczości Byrona jako kolejna ścieżka podróży nie koniecznej, ale wciąż subtelnie możliwej, zdaje się zapraszać w swoje ostępy. Oto nienasycenie...

Urk - Lemmer (fot. R.P.)

fot. R.P. - Gdzieś pomiędzy Urk a Lemmer...

STANISŁAW BARAŃCZAK
Płynąc na Sutton Island

Jak co roku, wydaje mi się niemożliwe,
żeby czas mnie przekręcił
naprawdę przez maszynkę dwunastu miesięcy,
odkąd tu byłem ostatnio. Na szkliwie
zatoki wzrok nie naciął na pamiątkę karbu,
a jednak Northeast Harbor
trwa w jeżących się jachtach i jarzących szybach
zaparkowanych wozów. Łopot, sól, igliwie -
bez zmian. Więc albo byłem tu wciąż, albo
jakiś miejscowy rybak
dorabia sobie tym, że specjalnie na nasz
przyjazd, w przeddzień, pociąga każdy dach i maszt
świeżą olejną farbą,

albo sęk w tym, że coraz szybciej się starzeję.
Tak, pewnie w tym - po prostu -
jak sęk w desce siwego od słońca pomostu,
przy którym stoi ten sam jacht "MARZENIE"
co przed rokiem. Poznaję inne łodzie; każda
"GRACJA", "PIĘKNOŚĆ" czy "GWIAZDA"
wypina zeszłoroczną rufę - na mnie? ku mnie? -
nie, nie z pogardą, raczej chcąc zrobić wrażenie
szykiem nowego bocianiego gniazda.
(Znów wspominam rysunek
z "New Yorkera": jegomość, przechylony ufnie
przez reling, precyzyjnie maluje na rufie
"MÓJ PIERWSZY JACHT". Żelazna

konsekwencja kotwicy pamięci, co roku
wznoszącej się znajomą
rdzą żartu, na złość lśniącym mosiądzom i chromom,
z demokratycznie słonego półmroku
wód zatoki!) Dopływa właśnie do przystani
z kilkoma turystami
znajomy tramwaj wodny, łódź KRÓLOWA MÓRZ,
wbrew nazwie bliższa raczej typowi uroku,
jaki roztacza brzuchaty i stary
bosman, od dawna już
widziany tylko w knajpach w swej koszulce w paski.
Wrzucając, jak co roku, bagaże na płaski
dach kutra, korzystamy

może więcej z pomocy dwóch młodych drągali
z obsługi, ale wszystko
inne jest, jakie było: nie zdążyły wyschnąć
na drewnie ławki ślady tamtej fali
(pamiętasz, jak rok temu zbryzgała nas pianą?);
tę samą nakrapianą
parę dalmatyńczyków wprowadza na pokład
(lub jest przez nie wciągana) podobna do Ali
McGraw starszawa brunetka; z tą samą
mocą uderza mokra
bryza i to, że wszyscy się mylą: że można
samą siłą kochania, jak wyspę wśród morza,
uchować coś przed zmianą.

Płynąc na Sutton Island, Stanisław Barańczak, z tomu Chirurgiczna precyzja

 

Burza; Teatr Polski we Wroclawiu

Szczątki upadłych Bogów

Świat współczesny roi się od szczątków upadłych Bogów i zwyrodniałych tworów mitologicznych – odnajdujemy je w sztuce i obyczajowości codziennej, nieraz nie do poznania przebrane, a przecież przy wnikliwym badaniu odsłaniające swój rodowód sakralny, swoje pokrewieństwo ze schematami, które w postaciach autentycznych zapewniały ludziom stałą możliwość powrotu w bezczasową rzeczywistość niewarunkową

Leszek Kołakowski, Mircea Eliade – religia jako paraliż czasu

Zamknięte obszary duszy

Nie chcemy, na przykład, mówić rzeczy, które brzmiałyby dla ludzi jak krzyk rozpaczy. Oczywiście, są pisarze, których twórczość odbierana jest przez czytelników jak krzyk rozpaczy, ale nie jest dobrze pisać w ten sposób - nie należy rozprzestrzeniać postaw niszczycielskich i samoniszczycielskich. Są też inne względy - w zamkniętych obszarach duszy znajdują się rzeczy, których człowiek nie chce, nie potrafi czy nie może odsłonić, bo byłoby to zbyt podobne do rozbierania się do naga publicznie.

Leszek Kołakowski

Czas ciekawy, czas niespokojny, cz. II.
Z Leszkiem Kołakowskim rozmawiał Zbigniew Mentzel

Do zajazdu przybyli...

01729334
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
1230
1393
2623
1715381
19636
46744
1729334

Your IP: 3.236.122.9
2021-05-11 22:50

Odwiedza nas 48 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony