Niecodziennik



Księgi JakuboweBył to czas tulenia się do porośniętych mchem macew, którego to słowa na on czas nie znałem. Znaczone abstrakcją nieznanego alfabetu, utajone pośród leśnych drzew, krzewów tarniny, dzikiego bzu, łopianów oraz pokrzyw wyższych niż moje istnienie, stały się milczącym świadkiem przebrzmiałych dni, ale i zaczątkiem dalekiej, osobistej podróży, której zarys rodził się intuicyjnie, nieświadomie. Były tajemnicą, zaczynem nieplanowanej eskapady. Jedno z pierwszych odkryć chłopca poznającego świat przyrody, czas wielkiej wyobraźni małych światów, kontakt z echem, szeptem wiatru tchnącym: byliśmy. Takoż w tej podróży przyszedł czas na monumentalną, kadyszową opowieść Olgi Tokarczuk przywracającą na chwilę czas na owe bezdroża dziejów, gdzie wyznawano Boga jedynego, w nieznanej nam już, różnorodnej wielokulturowości tych ziem.



Ostatnie rozdanie, Wiesław MyśliwskiCzyżby zatem jedynie ten notes podtrzymywał jeszcze we mnie jakie takie poczucie stałości w świecie, którego rytm wyznaczają już tylko konwulsje, co objawia się choćby w naszych ciągłych niepewnościach, nerwicach, depresjach, w obumieraniu w nas instynktu przywiązania, że uwierają nas już wszelkie związki, a jednocześnie nie umiemy sobie poradzić z naszą samotnością. Przeganiamy się więc z miejsca na miejsce w złudnej nadziei, że to nam coś pomoże, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób stajemy się coraz bardziej bezwolną cząstką konwulsyjnego świata.

Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski



Być może jesteśmy tym obszarem na ziemi, gdzie niegdysiejsze wysycenie zła tłamszącego ludzkie dobro przybrało na tyle horrendalne rozmiary, że pamięć historii jest bezwzględnie pielęgnowana jako modus vivendi. Mocno wybrzmiewa u nas, że nigdy więcej nie powinno być owej pożogi w bratobójczym szczęcie broni. Słowiańskie pandemonium bliskich krewnych zazdroszczących jeden drugiemu, gdy śmiech przeszłości przybiera na sile - zatrważa. Znowu czuć niepewność jutra spraw najzwyczajniej doczesnych w codzienności istnienia.



portret podwojny milosz iwaszkiewiczNie sposób jest przejść obojętnie obok Portretu podwójnego zawierającego korespondencję pomiędzy Czesławem Miloszem a Jarosławem Iwaszkiewiczem. Jak zwykle w przypadku Fundacji Zeszytów Literackich, całość jest na wysokim poziomie edytorskim. Bogate i obszerne przypisy przygotowane przez Roberta Papieskiego pozwalają na tkanie literackiej pajęczyny przez przestrzeń XX wieku. Wędrując przez biografię Miłosza autorstwa Franaszka, większość utworów poety oraz całą twórczość Iwaszkiewicza, ten tom korespondencji staje się miłym uzupełnieniem bogactwa twórczości obojga. Znaczącego wydźwięku całości dodaje fragment obrazu Upadek Ikara Pietera Breughela – obraz jak mało który oddający charakter korespondencji czułej, prawdziwej, a nasyconej egzystencjalizmem.

 

Giorgio Bassani, Złote okularyNajpierwszą jest świątynia słowa. Macierz niespożyta, do ołtarza której podążają cisi. Obśmiewani furkotem bezrozumnej przyczyny licznego przecież istnienia. Tumult straganów. Przypalane na ruszcie mięsiwa. Wybroczyny skwierczące jadem cholesterolu do rytmu pochłanianego kaganami piwa. Skowyt biesiadnej muzyki powracającej echem w sezonie burz, niesie się sponad tafli jeziora pod same góry po czeskiej stronie. Drga cały tłum w fecie wielkiej, a niespożytej radości istnienia. Każden zachłanny, każden chce do syta. Świątynie hojnie zaopatrzone, pełne wyznawców, którzy w pradawnym obyczaju, zapewne nieświadomie, dzielą się wódką rozcieńczoną, chlebem, mięsiwem – rzucając owe dary na szczerą ziemię. Ta, wdzięczna, chłonie do syta. Rosną w siłę dotąd niepamiętani bogowie.



Aleksander Wielki przed Diogenesemkamień, orzech, motyl, błysk światła na szybie
rzeczy i słowa; i słowa, i światy
i wszystko, co jest zakryte celowo
ślepota jak dar, nauka pełzania


kamień, orzech, motyl, drobina czułości
(nawet dla ślepca noc może być czuła)
chwila namysłu, ocean entropii
kropelka potu - to wszystko, co trwałe


pragnąłem istnieć najmniej; albo wcale
a potem znowu: błysk wielkich wybuchów
rozkwitający - jak światy - na nowo
kamień, orzech, larwa, donośny śmiech bogów

Istnieć najmniej, Krzysztof Cieślik
Zeszyty Literackie Nr 124



Bartosz Staszczyszyn: Pisanie daje schronienie przed tą rzeczywistością? Śpiewasz o słowie jako "tekturowej tarczy".  

Pablopavo: Kultura bywa schronieniem, ale nie wiem, na ile skutecznym. Słowo to jest tarcza, ale właśnie tekturowa. Kiedy ktoś naprawdę uderzy, okazuje się słabą ochroną. Pablopavo i Ludziki "Polor", wyd. Karrot Komando, 2014, Tygodnik Powszechny Nr 7/2014


baltyk2013

Tego zimowego poranka
obudził mnie zapach morza
i zanuciłem pieśń dla nicości
bo nicość przyszła po mnie

Śniłem, że jadę konno
pędzę wzdłuż pustej plaży
galopowaliśmy bez końca
aż nikt nas nie mógł zobaczyć.

Minęliśmy latarnię morską
porzuconą w wydmach
i zatrzymaliśmy się przy stajni
przy małej stajence w ruinie.

Tego zimowego poranka
obudził mnie zapach morza
wtedy powstała pieśń dla nicości
bo nicość przyszła do mnie.

Dotarliśmy do kresu, do krawędzi
nigdzie, nad brzegiem morza
z wszystkiego czym kiedyś chciałem być
tylko koń mi pozostał.

Do zobaczenia nic więcej już nie było
chcieliśmy odpocząć, gdzieś głęboko
dlatego na cmentarz
zawiodły nas nasze kroki.

Tego zimowego poranka
obudził mnie zapach morza
i zaśpiewałem pieśń dla nicości
bo nicość przyszła do mnie.


Pieśń trubadura, Edward Hirsch
Zeszyty Literackie Nr 123

Tablice

W ciemności naszej głębi jest wszystko, również wiązka mętnych i groźnych popędów zaprzeczających tablicom wyznawanego przez nas Prawa.

Pochwała nieprzejrzystości, Claudio Magris
w: Zeszyty Literackie Nr 119

Milan Kundera - szkic bez obrazu

Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.


Nieznośna lekkość bytu Milana Kundery

Do zajazdu przybyli...

01729353
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
1249
1393
2642
1715381
19655
46744
1729353

Your IP: 3.236.122.9
2021-05-11 23:03

Odwiedza nas 24 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony