Share

 

Szekspir współczesny - Jan KottZacznijmy od działania Wielkiego Mechanizmu, tak jak go ukazywał Szekspir w swoim teatrze. Na proscenium walczą ze sobą wojska; maleńka alkowa pod daszkiem zamienia się w Izbę Gmin albo komnatę królewską; na balkonie zjawia się król w otoczeniu biskupów; grają trąby, proscenium jest już dziedzińcem przed gotyckim Tower, dokąd halabardnicy prowadzą uwięzionych książąt; alkowa zamieniła się w celę; gwałtowne myśli nie pozwalają zasnąć następcy tronu, ale już uchyliły się drzwi i płatni mordercy wchodzą ze sztyletami; proscenium jest teraz londyńską ulicą w nocy, przemykają się zastraszeni mieszczanie, rozmawiają o wielkiej polityce; znowu trąby: nowy władca ukazał się na balkonie.
Zacznijmy od wielkiej sceny abdykacji z Ryszarda II, która za życia królowej Elżbiety nie ukazała się w żadnym z wydań tragedii. Odsłaniała działanie Wielkiego Mechanizmu zbyt okrutnie: w momencie zmiany władzy. Władza pochodzi albo od Boga, albo z woli ludu. Błysk miecza, kroki halabardników, oklaski zastraszonych dostojników. Krzyk spędzonego tłumu, i oto nowa władza pochodzi także od Boga albo z woli ludu.
Henryk z przydomkiem Bolingbroke, późniejszy król Henryk IV, powrócił z wygnania, wylądował z wojskiem i wziął do niewoli opuszczonego przez wasali Ryszarda II. Zamach stanu się dokonał. Teraz trzeba go uprawomocnić. Stary król jeszcze żyje.

 

Przywiedźcie tutaj
Ryszarda, by na jego abdykację
Patrzyli wszyscy, a to nas oczyści
Z wszelkich podejrzeń.

Wchodzi Ryszard pod strażą, pozbawiony szat królewskich, za nim idą dostojnicy niosący insygnia. Scena dzieje się w Izbie Lordów, proscenium wyobraża Westminster Hall, który Ryszard przebudował i dał mu słynny strop dębowy. Stanął pod nim tylko jeden raz, już jako więzień, aby abdykować.
Mówi król pozbawiony korony:

Niestety, czemuż stanąć mam przed królem,
Nim otrząsnąłem się z królewskich myśli,
Towarzyszących mi za panowania?
Nie poczyniłem jeszcze dość postępów
W nauce przymilania się, pochlebstwa,
Kłaniania się i uginania kolan. [...]
Lecz pamiętam dobrze
Tych ludzi twarze - czyliż mi nie byli
Oddani, czylim nie słuchiwał od nich
Grzmiących powitań?

Ale mu nie pozwalają mówić zbyt długo. Podadzą mu na krótką chwilę koronę, aby ją oddał Henrykowi. Sam, dobrowolnie.
Już zrzekł się władzy, czynszów i dochodów. Już unieważnił swoje edykty. Czego jeszcze mogą chcieć od niego? Szekspir wiedział.

Już nic prócz odczytania tych oskarżeń
O ciężkie zbrodnie, któreście spełnili,
I osobiście wy, i wasza klika,
Na szkodę tego kraju i królestwa,
Aby przez ich wyznanie mogli ludzie
Osądzić, żeście słusznie tron stracili.

Mówi król pozbawiony korony:

Muszęż to zrobić? Muszęż rozskubywać
Tkaninę własnych szaleństw? O mój miły
Northumberlandzie, gdyby tak win twoich
Zrobiono listę, czybyś się nie wstydził
Czytać ją głośno w tak dostojnym gronie?

Ale znowu nie pozwalają mu długo mówić. Detronizacja musi być załatwiona szybko i całkowicie. Król musi być unicestwiony w swojej królewskości. Obok czeka przecież nowy. Jeżeli stary król nie był zdrajcą, nowy jest uzurpatorem. Rozumiem dobrze cenzorów królowej Elżbiety.

NORTHUMBERLAND
Spieszcie się, panie, odczytajcie spis ten.

KRÓL RYSZARD
Ach, oczy moje, pełne łez, nie widzą.
A przecież słona woda tak zupełnie
Nie oślepiła ich, by nie dostrzegły
Dokoła zgrai zdrajców. To nie koniec,
Zwracając bowiem wzrok ku sobie, widzę
I w sobie samym zdrajcę tak jak w innych,
Bo moja własna dusza dała zgodę,
By król odarty został ze szkarłatu...

Na czym polega dramatyzacja historii przez Szekspira? Przede wszystkim na jej wielkim skrócie, na jej wściekłym zgęszczeniu. Bo od dramatu Jana, Henryków i Ryszardów dramatyczniejsza jest sama historia. Samo działanie Wielkiego Mechanizmu. Całe lata zamienia Szekspir w miesiące, miesiące w dni, w jedną wielką scenę, w trzy, cztery kwestie, w które wciśnięty jest cały miąższ historii.
Oto wielki finał każdej detronizacji:

KRÓL RYSZARD
Więc mi pozwólcie się oddalić.

BOLINGBROKE
Dokąd?

KRÓL RYSZARD
Gdzie chcecie, byłem was już nie oglądał.

BOLINGBROKE
Niech który z was zawiedzie go do Towru. [...]
W najbliższą środę nasza koronacja,
Przygotowani bądźcie więc, lordowie.

Zbliżamy się do zakończenia. Jeszcze tylko jeden akt. Ostatni. Ale ten ostatni akt będzie zarazem pierwszym aktem nowej tragedii. Będzie ona miała tylko nowy tytuł: Henryk IV. W Ryszardzie II Bolingbroke był bohaterem pozytywnym. Był mścicielem. Bronił pogwałconego prawa i sprawiedliwości. Ale w swojej własnej tragedii odegrać może tylko rolę Ryszarda II. Cykl się zamknął. Cykl rozpoczyna się na nowo. Bolingbroke przeszedł połowę wielkich schodów historii. Już jest po koronacji. Już panuje. W królewskich szatach, na zamku w Windsorze, czeka na dostojników królestwa. Przychodzą.

NORTHUMBERLAND
Od życzeń zacznę: W szczęściu i rozkwicie
Niech Bóg zachowa twój majestat święty.
A teraz wieści me: Salisbury ścięty,
Z nim Spencer, Blunt i Kent, trzej buntownicy,
A głowy ich wysłane do stolicy.

BOLINGBROKE
Dzięki ci, miły Percy, za twą pracę,
Którą nagrodzę hojnie i opłacę.

                                                                 Wchodzi Fitzwater

FITZ WATER
Wysłałem właśnie, najjaśniejszy panie,
Z Oksfordu do stolicy waszej głowy
Brocasa oraz sir Benneta Seely,
Członków niebezpiecznego sprzysiężenia,
Co ci w Oksfordzie gotowało zgubę.

BOLINGBROKE
Twych trudów, Fitzwaterze, nie zapomnę,
Wiem o tym, że zasługi masz ogromne.

W scenie tej najbardziej przerażająca jest jej zupełna naturalność. Jakby się nic nie stało. Jakby wszystko było w naturalnym porządku rzeczy. Zaczęło się nowe panowanie: sześć głów przysyłają królowi do stolicy. Ale Szekspir nie może tak skończyć tragedii. Potrzebny mu jest wstrząs. Musi wnieść w działanie Wielkiego Mechanizmu błysk świadomości. Jeden błysk, ale za to genialny. Nowy władca czeka na jeszcze jedną głowę, na najważniejszą głowę. Najwierniejszemu z zauszników polecił dokonanie morderstwa. Polecił - to zbyt proste słowo. Królowie nie polecają skrytobójstwa. Królowie na nie tylko zezwalają. Tak żeby mogli o tym sami nie wiedzieć. Ale oddajmy głos Szekspirowi. Bo to jest jedna z tych wielkich scen, które powtarzać będzie historia, które opisane zostały raz na zawsze, w których jest wszystko: mechanizm serca ludzkiego i mechanizm władzy, strach, pochlebstwo i system. W tej scenie nie ma króla i nie pada żadne nazwisko. Nic nie jest powiedziane i wszystko jest powiedziane. Jest tylko głos królewski i jego podwójne echo. To są właśnie sceny, w których Szekspir osiąga swoją nadprawdziwość.

EXTON
Zauważyłeś to, co król powiedział?
Czyż nie mam druha, co by mnie wyzwolił
Od tej żyjącej trwogi?” - Czy nie tak?

SŁUGA
Dosłownie tak.

EXTON
Czyż nie mam druha?” - mówił.
Powtórzył to dwa razy, oba razy
Z naciskiem - czy nie tak?

SŁUGA
Tak, oba razy.

I oto teraz, w ostatniej scenie Ryszarda II, wchodzi ten najwierniejszy z wiernych. Wchodzi ze sługami niosącymi trumnę:

O wielki królu, martwa jest twa trwoga,
To zwłoki twego największego wroga:
Z Bordeaux Ryszarda ci przynoszę w trumnie.

I teraz następuje ten błysk genialności. Darujmy sobie odpowiedź króla, jest płaska. Wypędzi Extona, zarządzi uroczysty pogrzeb Ryszarda i pójdzie pierwszy za zwłokami. To wszystko jest jeszcze tylko opisem Wielkiego Mechanizmu. Suchym jak średniowieczna kronika. Ale królowi wyrwie się jedno zdanie, które przenosi nas już w problematykę Hamleta. Bo Hamleta nie wolno inaczej odczytywać jak poprzez obu Ryszardów. W tym jednym zdaniu jest owo nagłe przerażenie światem z jego okrutnym mechanizmem, od którego nie ma ucieczki, ale którego nie można przyjąć. Bo nie istnieją królowie źli ani królowie dobrzy; królowie są tylko królami. Albo jeszcze inaczej i we współczesnej terminologii: istnieje tylko sytuacja króla i system. Nie ma w niej wolności wyboru. W zakończeniu. tragedii mówi król jedno zdanie. Mógłby je wypowiedzieć Hamlet:

Trucizny ludziom trzeba, a nie mogą
Jej kochać...

Między porządkiem działania i porządkiem moralnym istnieje w świecie szekspirowskim sprzeczność. Ta sprzeczność jest ludzką dolą. Nie można się z niej wyrwać.

Jan Kott, „Szekspir współczesny”
Państwowy Instytut Wydawniczy, 1965 rok

Szekspir współczesny - Jan Kott