Share

 

Czesław Miłosz
Dziewięćdziesięcioletni poeta podpisuje swoje książki

Więc jednak przetrzymałem was, moi wrogowie!
Wasze nazwiska mech teraz porasta.
A gorliwie braliście udział w obławie
Na zdrajcę i wyrodka. Moralitet uczy,
Że zawsze w końcu wygra sprawiedliwość.
No, niekoniecznie. Trochę słabsze serce,
Trochę mniejsza wytrwałość, a już trąbki grają
Nad biednym zajączkiem albo i niedźwiedziem.
Ten triumf nie jest dla mnie powodem do dumy.
Po prostu jedno z cudownych wydarzeń,
Jak tamte, które kiedyś ocaliły mnie
Od Oświęcimia, jak też (a są dane)
Od łagierniczej doli gdzieś w Workucie.
Nie widzę żadnej w tym mojej zasługi.
Opatrzność chroni głupków i artystów,
Jak ktoś powiedział. Jakby kompensata,
Za to, że my jesteśmy zaledwie igraszką
Sił tajemniczych, nieznanych nikomu,
I za zmniejszoną naszą poczytalność.

Wiernie służyłem polskiemu językowi.
Pośród wielu języków jest dla mnie jedyny,
I wzywa, nakazuje, żeby go uświetniać,
Bo mówi nim za dużo małpoludów,
Do których, nie ukrywam, mam odrazę,
Ale też wiele istot tak dobrych i czystych,
Że ich modlitwy powinny świat zmienić.
Toteż polszczyzna jest zobowiązaniem,
A dla niektórych pasją. Nie oddałbym jej
Za arcydzieła najmądrzejszych krajów.

Mieliście sporo racji, moi wrogowie
Zgadując sobiepańskie urojenia drania:
Zadzierał nosa, wszystkich krytykował,
Zamiast żyć z nami, szedł prosto do celu,
Tej swojej sławy, odgrodzony pychą.

Tak, rzeczywiście napisałem dzieło.
To znaczy tyle, że jestem świadomy,
Jak niebezpieczna to sprawa dla duszy.
Wystarczy zbadać parę życiorysów.
Moi rówieśni: Andrzejewski Jerzy
Albo mój krajan znad rzeki Niewiaży,
Pan Witold Gombrys, nie byli świetlani.
I nawet, myśląc o nich, ich osobach,
O ich obsesjach i nędznych wybiegach
Spotworniałego ego, o nieszczęściu,
Odczuwam litość i razem obawę,
Że może jestem taki sam jak oni,
Że udawałem dąb, a byłem próchno.
Jaka mizeria. Ale wybaczona.
Bo starali się zostać większymi od siebie,
Na próżno tęskniąc do miary proroków.

Teraz, w starości, jestem przed świadkami,
Którzy dla żywych są już niewidzialni,
Rozmawiam z nimi, wołam po imieniu,
Podczas gdy moja ręka podpisuje książki.

(Wiersze ostatnie, Kraków: Znak 2006)
Czesław Miłosz

 


 

Mit wampiryczny doczekał się w Anglii, Francji i Niemczech wielu opracowań. Ukazano w nich rozmaite aspekty wampiryzmu uznanego za najpotężniejszy mit literacki XX wieku. Aleksander Dumas napisał w swoim Wampirze prorocze słowa: "Dokądkolwiek pójdziemy, będzie szedł za nami". Książka Marii Janion przedstawia drogi, którymi poruszał się wampir w kulturze europejskiej XIX i XX wieku oraz odpowiada na pytanie, jakie elementy mitu wampirycznego najsilniej oddziałały na wyobraźnię mieszkańców Europy. Podjęta przez autorkę próba scalenia rozproszonych wątków kulturowych ujmuje przy tym temat w rozległych rejestrach: od aspektu antropologicznego po historyczny, od folklorystycznego po literacki i filmowy, a także psychologiczny czy - zwłaszcza - psychoanalityczny.
 

Fragment:

Mit wampira uchodzi za jeden z najbardziej uniwersalnych i wiecznotrwałych. Romantycy nie mieli co do tego wątpliwości. Charles Nodier nazywał go "najbardziej uniwersalnym spośród naszych przesądów". Aleksander Dumas wskazywał wręcz na prześladowczy charakter wampira: "Dokądkolwiek pójdziemy, będzie zawsze szedł za nami".

 

Współcześni badacze podzielają to przekonanie. Jean-Paul Roux, autor książki o mitach i symbolach krwi, utrzymuje z mocą: "Nie ulega wątpliwości, że powrót umarłych, którzy łakną krwi i przychodzą po nią na ziemię był i pozostanie ideą uniwersalną". Michel Maslin, pisząc o wyobrażeniach fantastycznych, podkreśla głębokość wierzenia zakorzenionego w psychologii zbiorowej, że istnieją duchy utrzymujące stosunki z uśpionymi śmiertelnikami, ssące ich krew, a nieraz pożerające ciało. Clive Leatherdale w książce o Draculi Brama Stokera dowodzi, że "uniwersalność wiary w regeneracyjną moc krwi i w życie po śmierci powoduje w konsekwencji, że ich kombinacja - czyli wampiryzm - objawia się jako także uniwersalna". Tenże badacz, utrzymując, że legendy o umarłych, przychodzących pić krew ludzką, znajdują się w prawie każdej kulturze, która zostawiła ślady, cytuje Leonarda Wolfa, również z książki o Draculi: "Wampiry ukazały są wszędzie tam, gdzie ludzie krwawili".

Są to przeświadczenia zbliżone do przekonań Stokera. W swej słynnej powieści z 1897 roku, nazwanej jednym z najważniejszych tekstów kultury popularnej ostatnich stu lat, skompilował on pracowicie krążące w podaniach ludowych oraz w literaturze pięknej i naukowej wyobrażenia o wampirze. Postać powieściowa, uczony profesor i przewodnik wyprawy przeciwko Draculi, Van Helsing, mówi w wykładzie dla pogromców wampirów o trudnościach i niebezpieczeństwach ich pokonania: "Wampir znany jest wszędzie, gdzie żyją ludzie [...]. Wampir nie może umrzeć tylko dlatego, że czas upływa; żyje, jak długo może żywić się krwią żywych istot. Więcej! Wiemy też, że może się odmładzać, że jego siły witalne stają się coraz większe i zdają się wciąż odnawiać, gdy ma dosyć pożywienia"5. Wampir zatem posiadł tajemnicę nieśmiertelności. Jednocześnie jego władanie tą tajemnicą zagraża rodzajowi ludzkiemu, gdyż wampir na ogół śmiertelnie wyczerpuje swe ofiary. (...)

 


 

ŻEGLUJĄC DO BIZANCJUM

W. B. Yeats

I

To nie jest kraj dla starców, ci, co wiosnę czują
Młodzi czule objęci, ptaki w drzew koronach
Ci, którym czas odchodzić - w pieśniach swoich snują
Obraz mórz pełnych skumbrii i łososi grona.
Lato całe u ryb, zwierząt i ptaków trwa okres zwany rują
Cokolwiek jest poczęte, rodzi się i kona,
w pieśni zmysłów zatraca i już nie pamięta
o intelektu mrocznych, wielkich monumentach.

II

Człek stary, marność przecie, słowa to złowieszcze,
Łachman zdarty na kiju, chyba że się stanie
I dusza klaśnie w ręce, zaśpiewa raz jeszcze,
By ożywić te strzępy, śmiertelne przebranie.
Śpiewu uczyć się nie da, więc w nauki kleszcze
Bierze się własną wielkość i jej dalsze trwanie,
Przeto długom nie zwlekał, przez morza popłynął
I do miasta świętego Bizancjum zawinął.

III

O mędrcy, co się w boskich pławicie płomieniach,
Jak na mozaice ściennej, od złota błyszczącej,
Przybądźcie z wiru głębin, ze świętego tchnienia,
By śpiewu uczyć duszę, tak pieśni łaknącej.
Niech serce moje sczeźnie w ogniu zapomnienia,
a wy umieśćcie je w ciele istoty ginącej.
Wszak me wie, czym jest ono, w całej rozciągłości,
Dla mnie zaś się rozpocznie czas sztucznej wieczności.

IV

Gdy powłokę mą stracę, nie będzie mi dane
Innej istoty ciała na siebie przywdziewać
Prócz tego co przez greckich złotników skowane,
Ich kunszt w złocie i drogich kamieniach opiewać,
By Cesarzowi nie dać usnąć, tuż nad ranem,
Lub na złotej gałęzi siedząc, głośno śpiewać
Mężom i damom z Bizancjum, stojącym tu w rzędzie,
O tym, co było, co mija i co będzie.

przełożył Robert Lipski

 

Jakże wieli kontrast stanowi ten wiersz wobec utworu Alba autorstwa Larkina, który jest ludzkim spojrzeniem na egzystencję i jej celowość.
Zaś Żeglując do Bizancjum, traktuje o wampirzej wieczności...