Był to Prospero fortepianu, zaczarował go i odmienił, a przez dotknięcie klawiszów dawnego instrumentu perkusyjnego zaczął wywoływać cuda. Jak to się stało? W tym właśnie jest sekret chopinowski.
Przede wszystkim kazał fortepianowi śpiewać. Idea ta nie była intelektualnym wymysłem ani nie narodziła się w nim przypadkowo. Od dzieciństwa pasjonował się operą, zwłaszcza włoską, znał się świetnie na głosie i mógłby być znakomitym nauczycielem śpiewu. Instynktem wyczuł, że aby melodia nie brzmiała mechanicznie, potrzebuje oddechu, jak głos ludzki, i kazał fortepianowi oddychać. Tak powstało słynne tempo rubato. Używał go wyczuwając w nieodgadniony sposób gdzie ten oddech jest potrzebny, nie tracąc poszanowania dla zasad utworu i nie wychodząc z jego ram. Przekazał nam w spadku, że istnieje tylko jeden warunek, by stosować tempo rubato trafnie: trzeba mieć do tego nieomylne wyczucie.
Chopin posiadał też sekret pedału i jakby kluczem czarodziejskim otworzył istny sezam nowych brzmień i wibracji. Mieszał dźwięki ze sobą, jak farby na palecie, i wywoływał kolory coraz delikatniejsze, dotychczas nieprzeczuwane. Rozwinął własną alchemię tonów, których nie spodziewane związki dawały harmoniom niezwykłą świeżość, a poetyczności otwierały nieznane przestrzenie. Potomnym pozwoliło to na nowe odkrycia, w czym celował szczególnie Debussy, choć używał ich raczej dla samej magii niż dla treści muzycznej.
Chopin był geniuszem żyjącym dla muzyki i działającym przez muzykę. Bez jednego słowa, nie przez wykład jakiejś teorii, lecz przez swoje dzieła obalił scholastykę dawnych szkół, według których techniczną biegłość zapewniał tylko taki a nie inny układ ręki, palców, łokcia itp. Uwolnił on pianistę z niewoli pedantycznych kanonów i przyspieszył rozwój swobody indywidualnej w pianistyce.
Artur Rubinstein
Znalezione w: Zeszyty Literackie Nr 109
