" [...]  Jesteś w Warszawie, wróciłeś z tych podróży do twojej strefy cienia. Tym usilniej trzy-masz się codziennych rytuałów, od wczesnego ranka. Zawsze takie samo śniadanie, za-wsze kawa, fajka, herbata, fajka. Zawsze sprawdzasz wiadomości, wychodzisz z psem, pracujesz do południa. Chciałbyś, by styl życia uzbroił cię do kontaktu z rzeczywistością. 
Jednak cień gęstnieje. Twój pancerz nie wystarcza, cień wchodzi ci w głowę i ciało. Je-steś, od kiedy pamiętasz, osobą zaangażowaną w zmienianie świata; czasem mądrzej, czasem głupiej wiodło cię tam, gdzie stały barykady, więc stawałeś na niektórych, gdy byłeś młodszy, a potem, gdy się starzałeś, częściej tylko wspierałeś walki we wspólnych sprawach. Zauważasz jednak, że w młodości nie potrzebowałeś stylu życia, pancerza ułatwiającego poruszanie się w świecie. Bo twoim stylem życia – ba, nałogiem – było sta-nie na barykadzie, co chroniło cię przed dolegliwościami zwykłej żmudnej egzystencji. 
Ale wciąż uważasz się za człowieka zaangażowanego, więc piszesz, gadasz publicznie, chodzisz na jakieś demonstracje, piszesz, gadasz. Jednak czujesz się coraz bardziej bez-radny; jak chłodno konstatujesz, nie wpływasz na zmianę postaw. Już nie uważasz się za jeden z tych kamieni, by posłużyć się Miłoszem, od których lawina bieg zmienia. Może, myślisz sobie, piszesz i gadasz po to, by nie odpuścić? I  utrzymać tożsamość osoby za-angażowanej? Ale czy to złe motywacje? W każdym razie jakieś, lepsze niż żadne. Więc nie ustajesz, choć czasem mamroczesz: jak długo jeszcze? Tyle że nie ma w tym pytaniu gniewu i ognia Cycerona stającego przeciw Katylinie. Chodzi o to, ile energii oraz woli jeszcze z siebie wydobędziesz? Owszem, są chwile, gdy marzy ci się, że znajdziesz myśli i słowa, które przyczynią się do odmiany świata, choćby minimalnie. Ale starasz się tak od dawna, a dziś, gdy cień mrocznieje, coraz o to trudniej. Zatem już nie poszalejesz, będziesz jedynie dreptał. To twój obecny etos.
W tym wszystkim wspomaga cię styl życia, twierdza chwiejna, lecz chroniąca twoją au-tonomię przed cieniem. Może więc, myślisz dalej, doceń drinki w Baratti, zwłaszcza że piłeś je z bliskimi osobami. Doceń także pancerny obyczaj Jean-Paula oraz Simone. Do zachowania wolności prowadzą kręte ścieżki, zaś moralizowanie w tej sprawie – zresztą, w innych też – nikomu nie przynosi pożytku. Uznaj więc sens budowania własnego stylu życia, zaakceptuj też twoje etosowe dreptanie. Kto wie, dokąd dodrepczesz?"

Marek Beylin
Dialog nr 10/2025

dialog10 2025