Teatr

Kiedy widzę, że jestem w towarzystwie złożonym z kilku osób, co najmniej z dwóch, czyli mnie i jeszcze kogoś, mam zawsze wrażenie, że jest to teatr. W rzeczywistości codzienne, ciągłe sytuacje nie są ani życiem, ani teatrem, z wyjątkiem tych najprostszych, najbardziej skonwencjonalizowanych. Prawda wymyka się stale z każdej strony. W rezultacie wszystko jest zawieszone między „teatrem” a „życiem”. oczywiście jest w tym nieodwracalna jednokierunkowość. „Życie” dąży w kierunku „teatru”, nigdy odwrotnie.

11.04.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek


 

 

Share

Boże, ile w tym kraju dyletanctwa. Ile rozproszenia na głupstwa i wódkę, mielenia ozorami. Wiesz, w Polsce strasznie dużo się gada. Koncepcje, natchnienia, wizje, o, tego nam nie brakowało. Parskaliśmy zwycięsko na starcie i w rezultacie przeganiali nas Czesi czy jakaś Finlandia. Piłsudski także miał wizję. Romantyczną, jagiellońską. O czym on myślał nocą przy swoim kominku w Belwederze? O wojsku na koniach, o Kijowie. O duchach. A chłopskie farmy, przemysł i maszyny rolnicze były gdzie indziej. O czym w ogóle się myślało? O wielkości i szabli. I że inni są gorsi. Czesi, Żydzi, Litwini, Ukraińcy, wszyscy byli gorsi. Kończyło się na krzesaniu iskier kopytami, a wygrywały motory i organizacja. Mówię ci: Pernambuco. W tym kraju tylko teatr był dobry. I może dlatego bunt młodzieży, a właściwie cały polityczny ruch opozycyjny zaczął się u nas od przedstawienia „Dziadów”. Gdzie odłożyłaś mój notes? Niezwykle ciekawa koncepcja. Uśmiechasz się, bo nie ogarniasz. Teatr w Polsce jest miejscem, jedynym miejscem, gdzie wielosłowie, złudzenie, cud i naśladowanie, cała ta polska kreacja z gadaniny dzieje się odpowiedzialnie i fachowo. W życiu jesteśmy nieudanym teatrem, a w teatrze pełnym życiem. Mówiłaś coś?

Pernambuco, Kazimierz Brandys
Zeszyty Literackie Nr 28

Share

Według Brunona Jasieńskiego, avant garde Teatru Śląskiego w Katowicach, na deskach modelatorni u Kochanowskiego, odprawiła nam obrzęd „Krwawych godów” w stylu polskim, gdzie: „tańcowała izba, sień / cztery noce, piąty dzień”, „tańcowali wtył i wprost, / kto po lodzie, kto przez most”, „Była noc, jak biały dzień”, „Tańcowali - z panem pień”.

Share

Żyjemy w czasach, w których trudno jest widzieć klarownie. Otacza nas więcej fikcji niż w jakimkolwiek innym momencie dziejów. Każdy „fakt" może zostać zakwestionowany, każda pogłoska może postawić nas na baczność i rościć sobie prawo do bycia „prawdą”. Jedna fikcja w szczególności otacza nas nieustannie. Ta, która chce nas odizolować. Od prawdy. I od siebie nawzajem. Ta, która twierdzi, że jesteśmy rozdzieleni. Narody od ludzkości. Kobiety od mężczyzn. Istoty ludzkie od natury.
Simon McBurney


Niech teatr będzie dla nas przestrzenią
spotkania,
zaufania,
wolnego myślenia,
i wolności słowa.
Niech teatr zawsze stoi po stronie tych, którym odebrano głos,
których zdradzono,
którym odmawia się współczucia,
których wyklucza się ze wspólnoty.
Niech teatr zawsze stoi po stronie empatii.
Nie pozostawajmy w letargu.
Nie przestawajmy myśleć krytycznie.
Nie udawajmy, że nie widzimy, nie czujemy i nie słyszymy.
Miejmy odwagę podejmowania ryzyka.
Teatr nie rodzi się z komfortu, ale z dyskomfortu.
Nie bądźmy apatyczni, ani pyszni".

Maja Kleczewska

Treść całego orędzia >>>

Share

Poezja jako paideia

Poezja jest matką Nauk w znaczeniu, że ich konieczna przesłanka głosząca, iż natura jest światem, w którym zdarzenia występują wedle możliwych do odkrycia praw, najprawdopodobniej nie objawiłaby się ludziom, jeśli nie znaliby oni wcześniej światów, w których prawo i porządek są jawne. Zmysłom naszym dane są pewne zjawiska naturalne, jak przemiana nocy w dzień albo ruchy ciał niebieskich odsłaniające regularność zachowań lub własności pewnych rzeczy, które są stałe - ogień pnie się do góry, strumyki płyną w dół - ale takie cechy ładu przejawiają się rzadko: dla naiwnego obserwatora przeważająca większość zjawisk naturalnych wydaje się czymś arbitralnym. Aby uwierzyć, że arbitralność ta jest pozorna, a nie rzeczywista, ludzie muszą naprzód nauczyć się, że porządek może w ogóle istnieć. Poeci, którzy obierając za swoje tworzywo bezład zmysłowego doświadczenia, tworząc z niego wyobrażone światy, gdzie ten bezład zostaje przekształcony w coś o wiele bardziej systematycznego od tego, czym natura czy ludzka zbiorowość mogłyby się wykazać, dowodzą, że taki ład jest możliwy.

Share

Mówię o moim mistrzu i nauczycielu Tadeuszu Łomnickim, który potrafił mnie czasami okrutnie przeczołgać. W siedemdziesiątym ósmym roku trwały próby Przedstawienia Hamleta we wsi Głucha Dolna w Teatrze na Woli w reżyserii Kazia Kutza. Grałem w nim Hamleta, to była moja pierwsza taka duża rola. Mój dyrektor i nauczyciel Tadeusz Łomnicki grał sekretarza partii Klaudiusza - Bukarę. Było już blisko premiery, a jednocześnie zbliżał się też jakiś zjazd partyjny i Łomnicki, członek KC, był bardzo napięty. Pewnie domyślał się, że będzie miał kłopoty z tą niecenzuralną sztuką. Któregoś dnia przyszedłem rano na próbę kostiumową z postanowieniem, że tego dnia pokażę Kaziowi, na co mnie stać. Miałem wpaść na scenę, krzycząc: „Gdzie jest Bukara?”, a Łomnicki siedzący na krześle, które stało na stole, miał odpowiedzieć: „Tu jestem, czego chcesz?”. Stałem w kulisach i rozgrzewałem w sobie palenisko, myśląc, jak wstrząsająco zaraz zagram. Kiedy wbiegłem na scenę i zaryczałem: „Gdzie jest Bukara?!” - zapadła cisza, Łomnicki siedział na krześle, patrzył na mnie i milczał. Pomyślałem, że może za wcześnie wbiegłem, ale nie, to był odpowiedni moment. Łomnicki wciąż patrzył mi w oczy, a wokół cisza jak makiem zasiał. Wyciągnął palec i skinął na mnie. Jak zahipnotyzowany poszedłem w jego kierunku... Szedłem wieczność. Kiedy byłem już tak blisko, że bliżej podejść się nie dało, Łomnicki schował rękę, nachylił się do mnie i szeptem, który słychać było w całym teatrze, powiedział: „Kto ci, chuju, dał dyplom?”.
I nagle zaczął mnie opierdalać, ostrymi słowami bijąc w najdelikatniejsze miejsca.

Kazio z góry widowni krzyczał: „Odpierdol się od niego, chuju!”. A Łomnicki nadal rugał mnie jak psa. I nagle zapadła ciemność. Po jakimś czasie zorientowałem się, że siedzę w swoim małym fiacie, w kostiumie scenicznym, a przed sobą mam tablicę z napisem „Sochaczew”.

Dualizm rozgrzeszenia

No tak, ale przed bogami ani się ukryć, ani im gwałtu zadać nie można. Zapewne,  ale jeśli  ich w ogóle nie ma albo się nie troszczą  o  ludzkie  sprawy,  to i my  się nie mamy  co  troszczyć o to, żeby się kryć. A jeżeli  są i nami  się  interesują , to przecież my znikąd  o nich nie wiemy,  aniśmy o nich  nie słyszeli, jak  tylko  z podań i z genealogii  u poetów. A poeci sami mówią, że można z pomocą ofiar  i błagalnych modłów i wotów na bogów wpływać i przeciągać ich na swoją stronę. Poetom  albo trzeba wierzyć  w  jedno  i w drugie, albo nie wierzyć ani w  jedno,  ani w drugie. Więc  jeżeli wierzyć, to  zarabiać  nieuczciwie, a z  tego,  co się zarobi, opłacać  ofiary. Jeśli będziemy uczciwi, unikniemy kary boskiej, ale odepchniemy zyski z nieuczciwości. A jeśli nieuczciwi, to zarobimy grubo, a modląc się i grzesząc potrafimy jakoś bogów ubłagać i ujść bezkarnie. Ale jednak w Hadesie będziemy karani za to, cośmy tutaj nabroili – my sami, albo nasze wnuki! Ależ mój kochany, powie ten, co wnioskuje; przecież znowu wtajemniczenia i nabożeństwa żałobne wiele mogą zrobić i ci bogowie, którzy rozgrzeszenia przynoszą – jak mówią największe państwa i potomkowie bogów, poeci i prorocy, który objawiają, że to tak jest.
Platon, Państwo

Tęsknoty człowieka

Jeżeli bramy ciemności tyle zapału i energii wkładają w tępienie wszystkiego co boskie, można w tym widzieć opatrznościowy odwet historii. Bo gdyby nie one, któż zdobyłby się na równie czynne potwierdzenie największej tęsknoty człowieka?

Z tomu „Nieobjęta ziemia” Czesława Miłosza

Do zajazdu przybyli...

01021485
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
63
1008
1071
1012290
11979
40296
1021485

Your IP: 3.233.226.151
2019-11-12 01:01

Odwiedza nas 31 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony