Teatr

Kiedy widzę, że jestem w towarzystwie złożonym z kilku osób, co najmniej z dwóch, czyli mnie i jeszcze kogoś, mam zawsze wrażenie, że jest to teatr. W rzeczywistości codzienne, ciągłe sytuacje nie są ani życiem, ani teatrem, z wyjątkiem tych najprostszych, najbardziej skonwencjonalizowanych. Prawda wymyka się stale z każdej strony. W rezultacie wszystko jest zawieszone między „teatrem” a „życiem”. oczywiście jest w tym nieodwracalna jednokierunkowość. „Życie” dąży w kierunku „teatru”, nigdy odwrotnie.

11.04.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek


 

 


„Fizyczne rozdwojenie osobowości z przemieszczeniem w czasie - nie! - to już zanadto. Jakkolwiek wychowani na Einsteinie, nie możemy tego nie uważać za humbug nawet w sferze eksperymentów myślowych. Są eksperymenty myślowe niedozwolone: są to te, które przeczą zasadniczym prawom Ogólnej Ontologii. A cóż dopiero mówić o rzeczywistości, nawet przyjąwszy wielość rzeczywistości według Leona Chwistka. Bo ta rzeczywistość nie może być zlogizowana bez zarzutu. Jestem siostra zmarłej: baronówna top von Obrock, przez *ck*.” - brzmiała ze sceny Zofia Bielewicz, kreując Józefę Baronównę Obrock w "Matce" Witkiewicza w reżyserii Bartłomieja Wyszomirskiego. Był rok 2000. Miasto wciąż suszyło się po powodzi tysiąclecia, a ona była tu, przy Placu Teatralnym, z perspektywy naszej młodości, od zawsze. Z Bielewicz, zaczął się nam wydarzać teatr żywy, pierwszy, fascynujący w poszukiwaniu swoich własnych dróg, myśli, przekonań, perspektyw. Ona była sceną, a my, oniemiałą, młodą publiką zamiatającą do białego rana podłogi w Zapadni. Jeszcze w tym samym roku, wraz z Ewą Wyszomirską, mówiły do nas Hermannem Brochem (reż. Marek Fiedor) w jego „Niewinnych” - obrazku piętnującym polityczną obojętność Niemców, która doprowadziła do przejęcia władzy przez Hitlera. Młodość „górną i durną” teoretycznie nie zajmowały takie rzeczy; a jednak - ten głos, ta dykcja, ten czar, to zło opowiedziane... Dała nam lekcje na nasz czas.


"Idea wznowienia – oddania Wrocławiowi fenomenalnych, bezprecedensowych, 14-godzinnych Dziadów stanowiła punkt wyjścia czteroletniej walki o pozyskanie środków i partnerów. Plany wznowienia 14-godzinnego spektaklu, jako wspólnotowego, ponadinstytucjonalnego zdarzenia artystyczno-społecznego, które w swojej idei miały z gigantyczną mocą egzorcyzmować wrocławską, teatralną rzeczywistość – ze względów pandemicznych musiały jednak zostać zweryfikowane – dlatego na dobry początek wznawiamy Dziadów części III Ustęp, najrzadziej dotąd wystawianą część Mickiewiczowskiego utworu, a przez Michała Zadarę zrealizowaną w formie muzycznego koncertu. Spektakl zostanie zrealizowany za pomocą technologii live streaming na fanpage’u Publiczność Teatru Polskiego we Wrocławiu."


Kto tego nie widział na żywo, to rzecz jest fantastycznie obowiązkowa. Teraz dostępne online. Raj istnieje, żaden reżim ich nie pokonał i nie pokona. Zdjęte z afisza wracają online. Jeszcze nie w dwunastogodzinnej całości, ale zawsze coś. Już za samo zniszczenie tego arcydzieła i zdjęcie go z afisza wszyscy politycy bez wyjątku powinni smażyć się w piekle.
https://www.facebook.com/events/402570180865556


1. W Aforyzmach o mądrości życia Arthura Schopenhauera, książce wyjątkowej, ciągle olśniewającej czytelnika subtelnością stylu i świeżością myśli, znaleźć można takie choćby zdanie (podaję w przekładzie Jana Carewicza): „Każdy dzień jest miniaturą życia - każde przebudzenie i wstawanie miniaturą narodzin, każdy rześki poranek miniaturą młodości, a każde położenie się do łóżka i zapadnięcie w sen miniaturą śmierci”.

Te napisane przed mniej więcej stu pięćdziesięciu laty słowa (nieco przykurzone, lecz spragnione godnych siebie kontekstów) nabierają znów blasku, gdy się je zechce odczytać razem z wierszem Adama Zagajewskiego Zasypiając nad tomem Kawafisa ze zbioru Niewidzialna ręka - utworem z każdą kolejną lekturą odsłaniającym się bardziej i bardziej, lecz przy tym niezmiennie, uparcie wręcz dyskretnym.


Boże, ile w tym kraju dyletanctwa. Ile rozproszenia na głupstwa i wódkę, mielenia ozorami. Wiesz, w Polsce strasznie dużo się gada. Koncepcje, natchnienia, wizje, o, tego nam nie brakowało. Parskaliśmy zwycięsko na starcie i w rezultacie przeganiali nas Czesi czy jakaś Finlandia. Piłsudski także miał wizję. Romantyczną, jagiellońską. O czym on myślał nocą przy swoim kominku w Belwederze? O wojsku na koniach, o Kijowie. O duchach. A chłopskie farmy, przemysł i maszyny rolnicze były gdzie indziej. O czym w ogóle się myślało? O wielkości i szabli. I że inni są gorsi. Czesi, Żydzi, Litwini, Ukraińcy, wszyscy byli gorsi. Kończyło się na krzesaniu iskier kopytami, a wygrywały motory i organizacja. Mówię ci: Pernambuco. W tym kraju tylko teatr był dobry. I może dlatego bunt młodzieży, a właściwie cały polityczny ruch opozycyjny zaczął się u nas od przedstawienia „Dziadów”. Gdzie odłożyłaś mój notes? Niezwykle ciekawa koncepcja. Uśmiechasz się, bo nie ogarniasz. Teatr w Polsce jest miejscem, jedynym miejscem, gdzie wielosłowie, złudzenie, cud i naśladowanie, cała ta polska kreacja z gadaniny dzieje się odpowiedzialnie i fachowo. W życiu jesteśmy nieudanym teatrem, a w teatrze pełnym życiem. Mówiłaś coś?

Pernambuco, Kazimierz Brandys
Zeszyty Literackie Nr 28

Milczenie


Trzeba milczeć nie tylko na zewnątrz. Trzeba również milczeć do środka o naszych uczuciach. A to niełatwe.

Dziennik 1943-1948, Sándor Márai

Ptasi dyktator

Codziennie zimą, kiedy zapada zmierzch, widzę przelatujące nad naszymi domami chmary wron. Stado jest duże, leci i leci długo - to kilkaset ptaków, może tysiące. Gna w jedną stronę, ale czasem
nagle zmienia kierunek, zaczyna lecieć gdzie indziej albo kołuje i kołuje, zanim zniknie zupełnie. Mimo że często wpatruję się w to stado, nie umiem sobie odpowiedzieć na wiele pytań:
- Kto jest przywódcą stada? Czy jest jakiś jeden ptak? Czy kilka, jakaś grupa? Jaka jest zasada wyboru lidera? Kto wybiera? Nie widać, aby na czele leciał jakiś ptak szczególnie duży, więc, jeżeli nie wielkość decyduje - to co? Kolor upierzenia? Ułożenie piór? Jak lider wydaje rozkazy i na podstawie jakich danych? Czym się kieruje? Jak je przekazuje? W stadzie obserwuje się ślepe posłuszeństwo, widać chęć bycia w stadzie. Jeżeli na końcu jakiś ptak zaczyna odstawać, można obserwować jego rozpaczliwe wysiłki, aby nie zostać w tyle, nie zgubić się, nie znaleźć się poza stadem.
Pytania, pytania. Bo kto podrywa stado do lotu? Z jakiego powodu? I dlaczego leci ono na północ, a potem, raptem, zbacza na wschód? A jeżeli stado przerywa lot i siada, to dlaczego właśnie w tym miejscu? Jakże w tym stadzie silny jest instynkt stadny! Jak zawsze w tych ptakach jest on obecny, żywy i czujny, dyktatorsko nimi rządzący.
Lapidaria IV-VI, Ryszard Kapuściński

Odwiedza nas 117 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony