
Kiedy widzę, że jestem w towarzystwie złożonym z kilku osób, co najmniej z dwóch, czyli mnie i jeszcze kogoś, mam zawsze wrażenie, że jest to teatr. W rzeczywistości codzienne, ciągłe sytuacje nie są ani życiem, ani teatrem, z wyjątkiem tych najprostszych, najbardziej skonwencjonalizowanych. Prawda wymyka się stale z każdej strony. W rezultacie wszystko jest zawieszone między „teatrem” a „życiem”. oczywiście jest w tym nieodwracalna jednokierunkowość. „Życie” dąży w kierunku „teatru”, nigdy odwrotnie.
11.04.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek
Listopadowego dnia o zmierzchu (chciało by się rzec roku pańskiego - o ironio), na deskach teatru dramatycznego w Opolu, z mgieł wyłoniły się współczesne wampiry polskie. Istne jądro ciemności pełzające skrycie, powoli, acz systematycznie, ukazując zapaść jakichkolwiek pozytywnych wartości. Z odrazą myślę o kraju, w którym żyję. Na scenie Kochanowskiego, pośród Essenbecków, na równych prawach zagościły współczesne wampiry polskie: dzieci dzierżące ważne zabawki - elity polityczne tego kraju. Patrzmy ku przestrodze. Nie pijmy tej krwi. Teatr to życie, nie śmierć - zdaje się mówić Kleczewska w swojej interpretacji Zmierzchu bogów Viscontiego, odżegnując się zresztą od jakichkolwiek politycznych konotacji, bo tego na scenie w sposób bezpośredni nie ma. Zobaczy to tylko ten, kto spogląda trzeźwo na kończący się właśnie krwisty, polski rok życia publicznego.
Pewien brat zwrócił się do abba Pojmena: Znalazłem miejsce, w którym bracia zupełnie nie zakłócają mi spokoju: czy każesz mi tam zamieszkać?
Starzec odrzekł: Mieszkaj tam, gdzie ty nie będziesz braciom szkodził.
Pierwsza księga starców
Odwiedza nas 16 gości oraz 0 użytkowników.