Share

Boże, ile w tym kraju dyletanctwa. Ile rozproszenia na głupstwa i wódkę, mielenia ozorami. Wiesz, w Polsce strasznie dużo się gada. Koncepcje, natchnienia, wizje, o, tego nam nie brakowało. Parskaliśmy zwycięsko na starcie i w rezultacie przeganiali nas Czesi czy jakaś Finlandia. Piłsudski także miał wizję. Romantyczną, jagiellońską. O czym on myślał nocą przy swoim kominku w Belwederze? O wojsku na koniach, o Kijowie. O duchach. A chłopskie farmy, przemysł i maszyny rolnicze były gdzie indziej. O czym w ogóle się myślało? O wielkości i szabli. I że inni są gorsi. Czesi, Żydzi, Litwini, Ukraińcy, wszyscy byli gorsi. Kończyło się na krzesaniu iskier kopytami, a wygrywały motory i organizacja. Mówię ci: Pernambuco. W tym kraju tylko teatr był dobry. I może dlatego bunt młodzieży, a właściwie cały polityczny ruch opozycyjny zaczął się u nas od przedstawienia „Dziadów”. Gdzie odłożyłaś mój notes? Niezwykle ciekawa koncepcja. Uśmiechasz się, bo nie ogarniasz. Teatr w Polsce jest miejscem, jedynym miejscem, gdzie wielosłowie, złudzenie, cud i naśladowanie, cała ta polska kreacja z gadaniny dzieje się odpowiedzialnie i fachowo. W życiu jesteśmy nieudanym teatrem, a w teatrze pełnym życiem. Mówiłaś coś?

Pernambuco, Kazimierz Brandys
Zeszyty Literackie Nr 28