Share

1. W Aforyzmach o mądrości życia Arthura Schopenhauera, książce wyjątkowej, ciągle olśniewającej czytelnika subtelnością stylu i świeżością myśli, znaleźć można takie choćby zdanie (podaję w przekładzie Jana Carewicza): „Każdy dzień jest miniaturą życia - każde przebudzenie i wstawanie miniaturą narodzin, każdy rześki poranek miniaturą młodości, a każde położenie się do łóżka i zapadnięcie w sen miniaturą śmierci”.

Te napisane przed mniej więcej stu pięćdziesięciu laty słowa (nieco przykurzone, lecz spragnione godnych siebie kontekstów) nabierają znów blasku, gdy się je zechce odczytać razem z wierszem Adama Zagajewskiego Zasypiając nad tomem Kawafisa ze zbioru Niewidzialna ręka - utworem z każdą kolejną lekturą odsłaniającym się bardziej i bardziej, lecz przy tym niezmiennie, uparcie wręcz dyskretnym.

 

2. Refleksyjny, „zmęczony”, zorientowany na to, co minione, podmiot wiersza Zagajewskiego -

Późno wieczorem, po długim, trudnym dniu,
zasypiając nad tomem Kawafisa
w fotelu dobrze znającym moje słabości
(i także nieliczne wzniosłe momenty)

- przywodzi na myśl głosy znane z utworów Konstandinosa Kawafisa, jak choćby ten z wiersza Od dziewiątej:

Dwunasta trzydzieści. Szybko upłynęły godziny
od dziewiątej, kiedy włączyłem lampkę
i usiadłem tutaj.

Jak Kawafis w Cezarionie („uroiłem sobie, że wszedłeś do mojego pokoju”), tak Zagajewski w Zasypiając nad tomem Kawafisa („widziałem tych mężczyzn, starych i młodych”) pozwala na to, aby za sprawą wyobraźni przeszłość zmaterializowała się tuż przed jego oczyma. Widzi więc wszystkich, którzy uczestniczyli w hellenistycznej wspólnocie: Mirisa, Emilianosa, Fernazisa, pewnego księcia z zachodniej Libii oraz słynnego Antoniusza i Juliana zwanego Apostatą, który „mógłby być komunistycznym agitatorem”. Wszyscy oni oczywiście są postaciami zaludniającymi ogromny świat wierszy Aleksandryjczyka, wszyscy oni - jak mówi polski poeta - „zajęci byli głównie przygotowaniami / do wiecznego snu, upiększaniem porażki”. Także i w stylu Kawafisa (choć może po prostu „w stylu” wielkich poetów) jest przejście - od obrazu wyobrażanej przeszłości historycznej, czy to faktycznej, czy fikcyjnej, do refleksji bliższej w czasie życia poety, teraźniejszej, a w efekcie: zupełnie uniwersalnej. Równocześnie tytułowe zasypianie z dosłownego zapadania się w sen w fotelu („po długim, trudnym dniu”) staje się czymś zgoła innym - „zapowiedzią większej całości”. A inaczej: staje się właśnie ową Schopenhauerowską miniaturą śmierci.
Wiersz Zasypiając nad tomem Kawafisa jest czymś znacznie więcej niż tylko hołdem złożonym greckiemu poecie. Jest równocześnie hołdem złożonym poezji refleksyjnej i refleksyjnemu życiu.

3. Myśl swoją ubiera Zagajewski w strój prosty i ponadczasowy, i każe jej krążyć wokół dwóch skupisk pojęciowych. Pierwsze sygnalizuje już sam tytuł wiersza: zasypianie, wieczny sen, drzemanie. Drugie - katastrofa, porażka, klęska - zapowiada poeta w jednym z pierwszych wersów utworu, gdy mówi o starożytnych Kawafisa, którzy znakomicie i z klasą

umieli przegrywać,
a katastrofę swoich krajów, swoich miast
(systematycznie podbijanych przez Rzym)
przyjmowali niebywale błyskotliwie...

Śmierć („wieczny sen”) i czająca się („drzemiąca”) katastrofa - razem - nadają ton historycznym (w tym też i mitologicznym) czy historyczno-politycznym wierszom Kawafisa; wierszom zawsze aktualnym.
Podczas gdy Neron zażywa rozkoszy w greckich miastach, odwiedza teatry, ogrody i sale gimnastyczne, „w Hiszpanii Galba, / w ukryciu gromadzi i szkoli wojska” (Czas Nerona); niezależnie od dzielności obrońców spod Termopil, i tak „w końcu zjawi się Efialtes / i Medowie ostatecznie się przedrą” (Termopile); wszyscy bowiem, mówi grecki poeta, jesteśmy jak Trojanie - „zguba nasza jest pewna. W górze, / na murach, już zaczął się lament” (Trojanie).
Jak z „przygotowaniami do wiecznego snu” zestawione zostało „nasze zasypianie”, tak z klęskami „tych mężczyzn, starych i młodych”, skontrastowane zostają „nasze klęski”. Czytamy w finale wiersza Zagajewskiego:

Nasze klęski jeszcze drzemią
(lub tylko tak nam się wydaje),
gdy ostatni przechodnie wracają
do swych wąskich mieszkań,
w nocy, kiedy serce bije wolniej
i szary, gęsty dym codzienności
ucieka z komina jak duch
(nasze życie płonie).

Grecy czasów po Aleksandrze Wielkim sądzili (łudzili się), że „uczestniczenie w hellenistycznej wspólnocie” - niegdyś koronie spełnienia - to coś, czego nie dadzą sobie za nic odebrać. Mylili się. Rzym - systematycznie i bezwzględnie - podbijał państwo po państwie, miasto po mieście, aż podporządkował sobie cały niegdyś grecki świat. Jak w Posłach z Aleksandrii: „Wyrocznię ogłoszono w Rzymie; tam dokonał się podział”. My z kolei łudzimy się (poeta rzuca nam to mimochodem, mówiąc: „lub tylko tak nam się wydaje”), że katastrofy sądzone nam - drzemią. Skoro się łudzimy... Czy więc owe nieszczęścia już się zdarzyły? A może właśnie się nam przytrafiają?
My - jak pisał Kawafis - „naiwne stworzenia chwili”, wyczekujemy przebudzenia się owych klęsk podobnie jak ci, co w jego Czekając na barbarzyńców oczekują nadejścia jakichś obcych, jakichś tajemniczych (złych czy dobrych?) barbarzyńców. Tymczasem „zapadła noc, a barbarzyńcy nie przyszli”. Tymczasem - gdy my spodziewamy się jakichś klęsk (jakich?), gdy jakieś katastrofy i porażki (jakie?) wiszą nad nami jak miecz Damoklesa - w zaciszu domowym i kiedy czas zwalnia swój bieg, spala się nasze życie: „gęsty dym codzienności / ucieka z komina jak duch”. Tymczasem zasypiamy - lecz snem już wiecznym. Tymczasem, tymczasem, tymczasem. Wszystko, co ważne, wydarza się właśnie wtedy. „Innego końca świata nie będzie” - czyż nie tak?
Ale wzniosłość („uczestniczenie w hellenistycznej wspólnocie”) i słabość (katastrofy krajów i miast) to przecież dwie strony jednej i tej samej monety, jednej i tej samej tetradrachmy - jak słabe były hellenistyczne monarchie, a myśli ich władców wzniosłe, tak chwile słabości i „wzniosłe momenty” znane są dobrze fotelowi, w którym zasypia nasz poeta.

4, A zasypia - i to się wydaje najważniejsze - nad tomem wierszy. Do snu kołysze go zatem literatura; to w jej ramionach znajduje otuchę i oparcie. Słowa nie są dla Zagajewskiego jedynie słowami; są bijącym stale źródłem ciepła i pogodnej światłości. A nie inaczej rzecz musiał odczuwać Kawafis, skoro pisał (Melancholia Jazona, syna Kleandra, poety w Kommagenie, 595 po Chr.):

Do ciebie się zwracam, Sztuko Poezji,
która wiesz coś o lekach;
znasz środki uśmierzające ból - Wyobraźnię i Słowo.

I o tym jest chyba - nade wszystko - wiersz Zagajewskiego: zasypiać nad tomem Kawafisa to rozstawać się ze światem, jednak nie w rozpaczy, lecz „znakomicie, z klasą”, „niebywale błyskotliwie”. Pocieszeniem, mówi poeta o bohaterach Kawafisa, „był im głównie język / niedościgniony, plastyczny język Iliady i Sofoklesa”. Język - „Wspólna Grecka Mowa” - który wraz z podbojami Aleksandra Macedońskiego dumni Grecy ponieśli „aż do Baktrii”, „aż do Indów” (W roku 200 przed Chr.).
„Każdy dzień jest miniaturą życia” - mawiał Schopenhauer. Pojedynczy wiersz, chwilowa przyjemność, jaka płynie z jego lektury - zdaje się mówić autor tomu Niewidzialna ręka - jest miniaturą języka, miniaturą mowy, która zachęca, by rozsiąść się w niej niczym w wygodnym fotelu. I zasnąć.

Zasypianie, JACEK HAJDUK
Zeszyty Literackie Nr 126, lato 2014

Na zdjęciu: Makbet w reż. M. Kleczewskiej, Teatr Kochanowskiego w Opolu (2004).
Spektakl prezentowany na deskah The Globe (2012) można zobaczyć online.