„Fizyczne rozdwojenie osobowości z przemieszczeniem w czasie - nie! - to już zanadto. Jakkolwiek wychowani na Einsteinie, nie możemy tego nie uważać za humbug nawet w sferze eksperymentów myślowych. Są eksperymenty myślowe niedozwolone: są to te, które przeczą zasadniczym prawom Ogólnej Ontologii. A cóż dopiero mówić o rzeczywistości, nawet przyjąwszy wielość rzeczywistości według Leona Chwistka. Bo ta rzeczywistość nie może być zlogizowana bez zarzutu. Jestem siostra zmarłej: baronówna top von Obrock, przez *ck*.” - brzmiała ze sceny Zofia Bielewicz, kreując Józefę Baronównę Obrock w "Matce" Witkiewicza w reżyserii Bartłomieja Wyszomirskiego. Był rok 2000. Miasto wciąż suszyło się po powodzi tysiąclecia, a ona była tu, przy Placu Teatralnym, z perspektywy naszej młodości, od zawsze. Z Bielewicz, zaczął się nam wydarzać teatr żywy, pierwszy, fascynujący w poszukiwaniu swoich własnych dróg, myśli, przekonań, perspektyw. Ona była sceną, a my, oniemiałą, młodą publiką zamiatającą do białego rana podłogi w Zapadni. Jeszcze w tym samym roku, wraz z Ewą Wyszomirską, mówiły do nas Hermannem Brochem (reż. Marek Fiedor) w jego „Niewinnych” - obrazku piętnującym polityczną obojętność Niemców, która doprowadziła do przejęcia władzy przez Hitlera. Młodość „górną i durną” teoretycznie nie zajmowały takie rzeczy; a jednak - ten głos, ta dykcja, ten czar, to zło opowiedziane... Dała nam lekcje na nasz czas.

Miasto stwarzała nam Bielewicz, bo Bielewicz to teatr, a teatr to miasto. Jak bez ludzi nie ma miasta, tak bez Bielewicz nie ma teatru. Teatr to ludzie, a ludzie to opowieści. Prządka naszych emocji. Pogodna, życzliwa, zawsze uśmiechnięta. Nie wiem, czy wiedziała, jak wielki ma mir, szacunek i uznanie u publiczności. Setki scenek rodzajowych w foyer, uśmiechów, szeptów, drgań czasoprzestrzeni, która uginała się w jej obecności. Była światłem, diamentem kondensującym emocje. Cała stawała się jednym wielkim uderzeniem kreowanej postaci w stronę widowni. Zniewalała publikę sercem całym.

W moich wspomnieniach już na zawsze pozostanie chazarską księżniczką z przełomu VIII i IX wieku - Ateh Białą, pratwórczynią Słownika chazarskiego, która kochać mogła tylko we śnie, więc poświęciła się w pełni chazarskim Łowcom Snów. Była / jest / śni – dokąd my – jesteśmy / będziemy / śnimy.

APPENDIX PASSINIEGO
„Kto śpi?
Kto śpi?
Kto śpi?

Komu śni się sen?
ten sen
ten sam
w Tobie mam
dom
W Tobie chowam się
chowam się
chowam się w nią
Moją noc
noc
noc
w nocy czekam na sen
ten sen
ten sam

ten sen
ten sam
w Tobie ma
dom
swój dom
w nim sen
czeka na dzień
ten dzień
wstaje nam
kiedy tam
Ciebie mam
Twój sen
ten sam
w sobie mam

Kto śpi?
Kto śpi?
Kto śpi?”

 

Mateusz Rossa
19.09.2021

Zofia Bielewicz jako Ateh Biała; Słownik Chazarski, reż. P.Passini; Teatr Kochanowskiego w Opolu, 2012

 Zofia Bielewicz jako Ateh Biała; Słownik Chazarski, reż. P. Passini; Teatr Kochanowskiego w Opolu, 2012