Wie Pani, odczuwam, mimo tych uspokajających tonów, że jest w Pani taka tendencja, aby ukazać mnie jako malownicze monstrum, podobne do Marshalla Bermana. Wcale mi to nie przeszkadza, właściwie odpowiada. Skoro on sam podobny miał być do kloszarda, jak Pani mówi, rozumiem, że był to jego egzystencjalny wybór. Może taki jak u postaci Becketta. Kloszard metafizyczny to ktoś ogołocony ze złudzeń, oderwany od korzeni i fundamentów, wydziedziczony na własne życzenie ze wszystkiego, prócz zdolności do współczucia. Nawet jest taki fragment u Bermana, w tej ważnej rozprawie Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu..., kiedy interpretując Marksa, formułuje diagnozę kondycji współczesności: „Musimy zacząć tam, gdzie się znajdujemy: psychicznie ogołoceni, odarci ze wszystkich religijnych, estetycznych, moralnych aureol i sentymentalnych zasłon, ale gotowi stworzyć tożsamości i wzajemne więzi, które mogą nam pomóc trzymać się razem”. To jest bliskie i tym ideom feministycznego nomadyzmu, które formułowały filozofki, i tej właśnie bardzo mi bliskiej figurze całkiem już skrajnej, beckettowskiej.
Maria Janion
znalezione w: Transe - traumy - transgresje. T. 2: Prof Misia
