Wszedłem w ów wiek psychiczny, kiedy człowiek wie, że nie może być całym światem, każdym ździebełkiem i każdą duszą, kamyczkiem jego każdym i istnieniem, przynajmniej nie może w taki sposób, w jaki to sobie wyobrażał jako chłopczyk. Tak bardzo zresztą tym się nie chełpię, bo wielu, na kartach różnych książek, a także ustnie nazywa się to właściwą śmiercią wyprzedzającą śmierć biologiczną, jak dobrze pójdzie, nawet o kilkadziesiąt lat. Ja też to zresztą tak przeżyłem, przeżyłem taką śmierć. Ale w tym rzecz, że nie mogę się z nią pogodzić, nie mogłem, i już od pewnego czasu opracowuję zmartwychwstanie. Nie chwilowe powroty zza grobu upiora, ale klasyczne zmartwychwstanie. Oczywiście też to nie oznacza takiej bzdury jak powtórne narodziny. A jest rzeczą jasną, że człowiek, który zmartwychwstał, czuje się znowu żyjącym, to znaczy mającym przed sobą przyszłość, czującym ją, czującym, że znowu ma coś do roboty jutro i pojutrze, ale już inaczej, bo był raz zdechły, inaczej patrzy na wiele spraw tego samego świata.

Fragment z listu Sławomira Mrożka do Stanisława Lema
14.04.1962