Do dna!
[…] choćbym zwątpił w porządek rzeczy, a nawet przeciwnie, choćbym odkrył we wszystkim tylko nieuporządkowany, przeklęty, a może i piekielny chaos, choćby mnie zmogły wszystkie okropności ludzkiego rozczarowania – i tak będę chciał żyć, a skoro już podniosłem ten kielich do ust, to nie odsunę go, aż osuszę do dna!
Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
Kiedy człowiek wie, że nie może być całym światem
Wszedłem w ów wiek psychiczny, kiedy człowiek wie, że nie może być całym światem, każdym ździebełkiem i każdą duszą, kamyczkiem jego każdym i istnieniem, przynajmniej nie może w taki sposób, w jaki to sobie wyobrażał jako chłopczyk. Tak bardzo zresztą tym się nie chełpię, bo wielu, na kartach różnych książek, a także ustnie nazywa się to właściwą śmiercią wyprzedzającą śmierć biologiczną, jak dobrze pójdzie, nawet o kilkadziesiąt lat. Ja też to zresztą tak przeżyłem, przeżyłem taką śmierć. Ale w tym rzecz, że nie mogę się z nią pogodzić, nie mogłem, i już od pewnego czasu opracowuję zmartwychwstanie. Nie chwilowe powroty zza grobu upiora, ale klasyczne zmartwychwstanie. Oczywiście też to nie oznacza takiej bzdury jak powtórne narodziny. A jest rzeczą jasną, że człowiek, który zmartwychwstał, czuje się znowu żyjącym, to znaczy mającym przed sobą przyszłość, czującym ją, czującym, że znowu ma coś do roboty jutro i pojutrze, ale już inaczej, bo był raz zdechły, inaczej patrzy na wiele spraw tego samego świata.
Fragment z listu Sławomira Mrożka do Stanisława Lema
14.04.1962