Bezsilne siłowanie się z każdym kolejnym dniem tygodnia. Ze zlewaniem się w wielką pulpę całokształtu trywialnych błahostek. Może tak ma wyglądać owo nie zatrzymywanie się nad nieistotnościami. Lecz co istotnością w takim bądź razie pozostaje? Ile osobowości, tyle klisz i filtrów nałożonych na ten zoptymalizowany termodynamiką świat. Miejsca, rzeczy, zdarzenia, dzieją się przez pryzmat osobowości jednostki. Ów wielomian złożony ze zmiennych i stałych połączonych działaniami plus / minus, mnożeniem, podnoszeniem do potęgi o naturalnym wykładniku, zdaje się być płodozmianem. Wariacją na temat tego, że nic nie staje się jedno, nic nie jest jedno. Jest osobliwość, w znaczeniu czysto fizycznym, kultury bytu.
Znalezione w opracowaniu Chwina pojęcie marzenia o byciu nieurodzonym, przedłożone do wglądu Kainowi podczas jego lucyferycznej podróży, zatrważa istotnością znaczeniowej decyzji nieprzynależnej przecież śmiertelnej jednostce, która już jest, a stała się z woli wyższego. Zatem podróż w stronę twórczości Byrona jako kolejna ścieżka podróży nie koniecznej, ale wciąż subtelnie możliwej, zdaje się zapraszać w swoje ostępy. Oto nienasycenie...
Przy własnych gorączkach codziennej egzystencji, optymalizacja konsumowania upływającego czasu jest najistotniejszym zagadnieniem do rozważenia. Oto bogactwo myśli będących poli - symfonią losu na tle jednostki. Pytania o ważność, istotność, a zarazem nauka zgadzania się na wszystko to, co fizycznie nieuniknione – to uczy pokory oddychania. Stałe balansowanie na granicy dwóch światów wzajemnie się wykluczających. Przez jeden z nich opisane jako szaleństwo, maligna, gorączka, depresja. Drugi, będący rewersem uprzedniego, tytułuje ów stan próbą drogi niemożliwej w pięknie poznawczym znaczeniowej istotności bytu jednostkowego. Tenże zdaje się być jedynie możliwością, drobnym ziarnem, które niekoniecznie wykiełkować musi, ale może.
Próba rozbudzenia w sobie zagadnień ocierających się pytaniem o sensowność podróży, jest z góry skazana na roztrzaskanie się o wzburzone morzem klify północnych mórz. Czyżby pozostawał jedynie ów głód, nienasycenie, które gaśnie, gdy wstaje dzień, a powraca, gdy nadciąga noc? Sprawdzalnym pozostaje atawistyczne wyzbywanie się doczesności. Jej trywialnych pochopności pętających jednostkę w rzeczowe, przedmiotowe fizycznie, a nie duchowe trwanie.

In nova fert animus mutatas dicere formas/ corpora; di, coeptis (nam vos mutastis et illas)
„Przemiany pragnę śpiewać ciał w odmienne ciała. / Bogi! Wasza wszechmocność tych zmian dokonała”
Owidiusz, Przemiany (tł. Brunon Kiciński)
