O tym, jak ze zmęczenia Boga powstaje świat
Bywa, że Bóg męczy się swoją światłością i ciszą, mdli go od nieskończoności. Wtedy, jak ogromna, wszechwrażliwa ostryga, której ciało, tak nagie i delikatne, czuje najmniejsze drganie cząsteczek światła, kurczy się w sobie i zostaje po nim trochę miejsca, gdzie od razu z zupełnie niczego pojawia się świat. Najpierw świat przypomina pleśń, jest delikatny i biały, ale rośnie szybko, pojedyncze nitki łączą się ze sobą, tworząc mocne poszycie. W końcu twardnieje i odtąd zaczyna nabierać kolorów. Towarzyszy temu niski, ledwie słyszalny dźwięk, ponura wibracja, która wprawia atomy w niespokojne drżenie. Z tego właśnie ruchu powstają cząsteczki, a potem ziarnka piasku i krople wody, które dzielą świat na pól.
Teraz jesteśmy po stronie piasku.
Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe
Antidotum na obojętność
Każda władza, szczególnie, choć nie tylko, totalitarna, każda cywilizacja, każdy system wartości i obyczajów uważają się za ostateczne; skłonni jesteśmy brać czas teraźniejszy, porządek otaczającej nas rzeczywistości za wieczność, coś, czego nie można zmienić. W tym sensie wszyscy jesteśmy ślepymi konserwatystami, niedopuszczającymi do siebie myśli, że nasz świat – polityka, społeczne hierarchie, zwyczaje, zasady – może ulec zmianie.
Antidotum na obojętność, Claudio Margis
Zeszyty Literackie Nr 125