Mickiewicz zwlekał z wprowadzeniem upiora jako romantycznego bohatera, miał zapewne świadomość, że może to wzbudzić duże kontrowersje. W jego debiutanckim tomie z 1822 roku, który symbolicznie otworzył polski romantyzm, pojawiają się już liczne, zapożyczone zarówno od zachodnich romantyków, jak i zaczerpnięte z motywów ludowych, elementy nadprzyrodzone - w tym, oczywiście, duchy i powracający zza grobu zmarli. Wyraz „upiór” przewija się tam parokrotnie, ale raczej mimochodem. Poeta świadomie wykreślił go nawet z wiersza-manifestu Romantyczność. Rok później nastąpiło jednak mocne uderzenie. Wydane wówczas Dziady uczyniły z ludowego obrzędu przywoływania zmarłych tło długo wyczekiwanego „narodowego dramatu”, a z żywego trupa samobójcy - jego główną postać. Dla uformowanych w oświeceniu nestorów polskiej inteligencji - ultrakonserwatywnych zwolenników klasycyzmu - nie mogło stać się nic gorszego. Na ich szczęście, Dziadów nie wystawiono jeszcze przez dziesięciolecia (nigdy za życia Mickiewicza!), tym bardziej w Teatrze Narodowym (pochodzący z Litwy autor uchodził za zbytniego prowincjusza), przez co niskonakładowa publikacja nie wzbudziła powszechnej sensacji. Dopiero wydany w 1826 roku tom sonetów, dzięki nakładowi i sprawnej dystrybucji, zwrócił uwagę na cały wcześniejszy dorobek poety i wywołał najbardziej zażartą dyskusję w dziejach polskiej krytyki literackiej. Zgryźliwy klasycysta Kajetan Koźmian, z trudem usiłujący przez kilkadziesiąt lat stworzyć narodowy poemat georgiczny (opiewający szczęśliwe życie nie tyle chłopów, co ich panów) w jednym z listów wyraził bardzo osobistą opinię, która streszcza poglądy apologetów dobrego literackiego smaku: „Mickiewicz to półgłówek wypuszczony ze szpitala dla szalonych. [...] Mickiewicz myśleć nie umie. [...] Mickiewicz brudny, karczemny. [...] Mickiewicza niesforny zapał rozdmuchały brudne litewskie pomywaczki”. W tej serii inwektyw wyczuwalna jest obawa przed naruszeniem nie tylko literackiego, ale i politycznego status quo. Romantyzm wziął w zdecydowaną obronę młody krytyk Maurycy Mochnacki. 21 marca 1827 roku w „Gazecie Polskiej”, recenzując Mickiewiczowskie sonety, napisał: „Tenże sam zapał, ta sama tęsknota głębokiej melancholii, ta sama czułość rozrzewniająca, przypominają nam bohatera czwartej części Dziadów, a w czarującej harmonii rymów, w wezbraniu uczuć, w wylewie myśli poważnych i śmiałych poznajemy natchnionego wieszcza”. Określenie „wieszcz” przylgnęło odtąd do Mickiewicza i promieniowało na innych polskich romantyków. Kilkanaście lat później, na emigracji w Paryżu, będący pod wpływem mistycznych środowisk Mickiewicz, w trakcie egzaltowanej przemowy o perspektywach odzyskania przez Polskę wolności, sam stwierdził: „Nie nazywajcie mnie krytykiem [wydarzeń historyczno-politycznych – przyp. Ł.K.], ale wieszczem, przyznaję się do tego charakteru [...]. Ale któż z nas nie jest wieszczem? Każdy, kto słowem, piórem, czynem, służył świętej sprawie, był wieszczem [...]”.

Skupmy się na tym kluczowym słowie. Obecnie spowszechniało ono przez szkolne formułki, wpajające kult Mickiewicza jako narodowego poety. Od początku XIX wieku stosowano je zaś jako polski odpowiednik macphersonowskiego „barda”, natchnionego poety-proroka w typie Osjana. W Słowniku języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego, wydawanym w latach 1807-1814, czytamy, że „wieszcz” to przede wszystkim „wieści roznoszący”, „ogłosiciel nowin”, ale też „przepowiadacz przyszłości”, a wreszcie „czarownik”. I nie tylko, ponieważ jako jeden z odpowiedników „wieszcza”, Linde podaje chorwackie słowo vukodlak oznaczające upiora-wilkołaka, źródłosłów greckiego vrykolakas, znanego z Tourneforta i Byrona!

Mickiewicz zmarł na cholerę w 1855 roku, szykując w Stambule polskie oddziały, które miały walczyć przeciw Rosji w wojnie krymskiej. W wydanym ponad pół wieku później Słowniku gwar polskich Jana Karłowicza zapisane jest regionalne znaczenie słowa „wieszcz”. To „człowiek, który po śmierci ma zostać upiorem”.

[...]

Wspomniany już Seweryn Udziela u schyłku XIX wieku zbierał materiały na temat wierzeń chłopów z okolic Krakowa. Efekty jego pracy są bezcenne, a relacje o płanetnikach oscylują między bajkowością a wciąż żywym wierzeniem w ludzi, którzy naprawdę potrafią wpływać na zjawiska atmosferyczne. Czytamy między innymi, że płanetnicy zaczynają swoją działalność w dwudziestym roku życia (jak benandanti), że zdarzają się wśród nich również złośliwi „czarni” płanetnicy, a tych dobrych można poznać po tym, że mają książkę (jak Rachwał) i witają się, chwaląc Boga. Żywią się tylko chlebem i mlekiem, a choć starzeją się, to nikt nie słyszał, by jakiś płanetnik kiedykolwiek umarł. Wreszcie Udziela cytuje wypowiedź członka rady gminnej w Tyńcu, Marcina Widuraka. Gospodarz narzekał na zbyt duże opady w 1897 roku, mówiąc: „Downiej, to nie były u nos takie mokre lata, jak teroz. Mokre lata rozpoczęły sie dopiero od czasu, jak Mićkiewicza z Francyje do nos sprowadzili. Dopóki był we Francyji, to we Francyji były lata mokre, a teroz we Francyji są suche, a u nos mokre, bo Mićkiewicz był płanetnikiem”.

Upór galicyjskich chłopów, podejrzliwie patrzących na Mickiewicza, trwał więc już kilka dobrych lat. Badania terenowe Udzieli podchwyciła codzienna prasa. Krakowski „Czas” podsumował 13 maja 1899 roku: „To czego Mickiewicz pragnął tak gorąco, by mógł «zajrzeć pod strzechy», spełniło się, ale w jakże dziwnej formie: płanetnika sprowadzającego deszcze i burze!”. Na to zareagował sam etnograf, wysyłając do gazety zanotowaną cztery lata wcześniej wypowiedź starej wójtowej z podkrakowskiej wsi Przewóz:

Myśli pon, ze Mićkiewic leży na zomku? Aha, lezy! Tak wszyścy mówią i panowie świécą mu lampki. Ale jego tam nima. Jak go pochowali na zomku, tak wstajoł w nocy i łomoł świce na ontorzach, tłuk sie, psuł wszyćko. Jedne noc i drugą tak było. Księza, cóz nie robić, roz w nocy wyjęni go z trumny i puścili Wisłą. Tak, tak, panie, onego tam nima w trumnie. A locego on sie tak tłuk po nocy, tak despeciuł? Bo mioł w sobie złego ducha. Przecie to on pono wiersami godoł. A może to taki cłowiek być dobry? Cy to jo godom wiersami, abo chto we wsi? To juz taki zły duch godoł bez niego...

Zapisane przez Jana Karłowicza znaczenie słowa „wieszcz”: „człowiek, który po śmierci ma zostać upiorem”, wypełniło się - przynajmniej w wierzeniach galicyjskich chłopów.

Upiór. Historia naturalna, Łukasz Kozak, Wyd. Fundacja Evviva L'arte, 2020