"Nie umiałam już wrócić na ulicę, przy której stał dom dziadków, i przekroczyć furtki, którą w przeszłości przekraczałam dziesiątki tysięcy razy. Nie umiałam nawet wejść w tę uliczkę, by sprawdzić, czy sąsiedzi żyją i jak zmieniło się to miejsce. Za każdym razem, kiedy wracam do mojego miasta, robi się ono coraz mniejsze, a ja przechodzę obok tej ulicy i nie jestem w stanie wejść w głąb. Widok ulicy Rybnej sprawia mi ból. Tęsknię za babcią i dziadkiem i dlatego chciałabym zapomnieć każdy kształt, który tam znałam, drzewo za ich podwórkiem, rządki roślin, wychodek, drewnianą komórkę na narzędzia, dach oblany smołą, drewno przykryte płachtą, na które dziadek nie pozwalał nam się wspinać, choć jego kształt idealnie nadawał się na statek. Środkowy i tak na nie wchodził, bo zawsze był najodważniejszy z naszej trójki. Najmłodsza też się wdrapywała, bo chciała robić to co on. Ja zaś miałam najwięcej cierpliwości do przyglądania się światu, choć – na swoją zgubę – nie umiałam oddzielić tego, co godne zarejestrowania, od tego, co nieważne, i tego, co ciekawe, od tego, co niewarte uwagi. Przylepiało się do mnie wszystko i niczego nie umiałam się pozbyć, dlatego teraz pamiętam, co chciałabym zapomnieć, a nie pamiętam tego, co chciałabym zachować we wspomnieniach.
Pamiętam nieistotne sprawy, takie jak kształt ich domu, ich podwórka, zapach i waga mebli, materia pieca i kozy, która stała w pokoju, podomki mojej babci, wszystkie jej różańce, w tym ten, który świecił w ciemności, a ja bałam się, że to duch. Chciałabym zapomnieć ich wideo, które jeszcze działa, i ich telewizor, Agrobiznes o dwunastej, paprocie na parapetach. Zapomniałam wiele innych rzeczy, a te pamiętam z taką dokładnością: rozkładane wersalki, tak miękkie, że w dzieciństwie cała się w nie zapadałam, ciepłe kapy, wyszywane poduszki, przeszklone regały, choinkę chowaną razem z ozdobami, ubrania babci, garnitur dziadka, miski, z których jedliśmy i na których układały się całe historie z namalowanych liści i drzew, kubki, zwłaszcza ten z wierszykiem o robaku, ceratę. Pamiętam pieprzoną ceratę, dywan, kolor desek pomalowanych na żółto, ciasnotę, pierzyny, kołdry puchowe, ciepłe i miękkie, niebieską miskę, lodówkę Mińsk, a nawet to, co w niej było, beczkę do kiszenia kapusty, zegar wygrywający co godzinę melodię, ich zdjęcie ze ślubu na ścianie, franię, czarny telefon, już nie bakelitowy, tylko plastikowy, z którego babcia dzwoniła do swojej siostry w Szczecinie i rozmawiały bardzo długo, szczęśliwe, że mają ze sobą kontakt."
Olga Górska, Nie wszyscy pójdziemy do raju
Wydawnictwo Drzazgi, 2022

