Obojętność świata próbujemy także inaczej pokonać: przez żądzę posiadania rzeczy. Stosunek posiadania ma sprawić, że rzeczy - przez wyłączne, jednoznaczne przyporządkowanie do mnie - utracą swoje niezróżnicowanie, nasycą się tym samym poczuciem nieprzenośności, które wobec siebie samego żywię w chwilach, kiedy roję sobie, albo kiedy wydaje mi się, że sam jestem swoją własnością. Otoczony rzeczami, do których zbiorowość przyznaje mi prawo wyłączne, których wyłączności do mnie odniesionej podejmuję się bronić porządkiem prawnym, zanurzam się w złudzeniu, iż doświadczam intymnego porozumienia z moimi posiadłościami, iż ogarniam je sobą i przenoszę w pole osobowego istnienia, gdzie opada z nich rzeczowe okrycie i odsłania się quasii-ludzka zdolność do zażyłości ze mną.

Leszek Kołakowski Ale porażka nadziei na oswojenie rzeczy przez więź posiadania jest gorsza i stokroć bardziej mnie degraduje niż niezaspokojenie z technologicznych sukcesów. Sukces technologiczny nie pozwala mi owładnąć mową bytu, ale stwarza poczucie wartości realnej, chociaż cząstkowej, w której mogę uczestniczyć. Namiętność posiadania sprawia, że więź negatywna z innymi ludźmi - mianowicie moja legalna wyłączność w rozporządzaniu rzeczą - jawi mi się w urojeniu jako więź pozytywna z rzeczą samą, przez co czynię sobie wartość z okoliczności, które przeciwstawiają mnie innym ludziom. Moje trwanie osobowe, dobrowolnie określone przez to pozorne spoufalenie z rzeczą, traci tym samym zakorzenienie we wspólnocie ludzkiej i staje się określone przez zasób posiadany. Miast uczłowieczyć sobą rzecz, której jestem właścicielem, poddaję się wyznaczeniu ze strony rzeczy jako mojej, tj. wydartej innym. W satysfakcji posiadacza doprowadzam tedy do skutku przeciwieństwo tego, co pragnąłem osiągnąć: staję się sumą rzeczy jako posiadanych. Jest to spostrzeżenie trywialne wprawdzie i nieskończenie zużyte, jest wszakże warte powtarzania, o ile również tę pasję włącza w ogólny, jednorodny sens ludzkich zabiegów. Nie wiąże się z żadną dziecinną moralistyką opartą na pogardzie dla codziennego komfortu życiowego. Ma jednak wartość, o ile w ogólności potrzebna jest niejaka czujność czy radykalizm pamięci przechowującej wiedzę o wszystkich złudzeniach ludzkiej satysfakcji. Mogę oczywiście przesunąć się przez życie w sennym zadowoleniu z posiadanego zasobu; nie mogę tylko uczynić z tego życia próby człowieczeństwa i nie mogę się pozbyć całkiem niewygody, która czaić się będzie w poczuciu - zakrzykiwanym i zaprzeczanym - że namiętność, której pozwoliłem się osaczyć, wydziedziczyła mnie ze wspólnoty ludzkiej, a przez to wydziedziczyła z osobowego istnienia.

Leszek Kołakowski, Obecność mitu