Przeżyłam dzieje wszystkich kamieni Od prapoczątku, gdy jeszcze byłam Płonącym odpryskiem słońca, Aż po dzień, gdy wyżłobiona oskardem Sprawiedliwego męża, Józefa z Arymatei, Zamieniłam się w jaskinię, W której legło martwe Ciało Jezusa – Ja, Maria wykuta w złotym piaskowcu, Maria skalista, Maria kamienna.
Ciało Jezusa leżało we mnie martwe, Wśród czterech ścian mojego ciała, Owinięte w płótno, Nasycone mirrą i aloesem, które Nikodem nabył u aptekarza Na chwilę przed zapaleniem Mosiężnych lichtarzy. Potem przywalili mnie głazem Jak nieskończonością I postawili przede mną strażników, Którzy mieli strzec Mojej samotności I mojego łona. I byłam jak matka, Byłam żywotem, W którym rosło i dojrzewało Brzemię wieczności, Ja, Maria wykuta w złotym piaskowcu, Maria skalista, Maria kamienna.
I tak przez trzy dni dojrzewało we mnie Zmartwychwstanie Ciała, które się napełniało Treścią nieśmiertelności. A działo się to w porę, Gdy pobożne niewiasty, Wróciwszy do swoich domowych zajęć, Piekły placki na gorącym kamieniu, A smutni i przerażeni uczniowie Pochowali się po obcych domach, Po strychach i piwnicach, I milczący czekali, Chociaż nie wiedzieli, na co czekają.
Aż dnia trzeciego, a było już późno Po szabacie, zaczęłam drżeć Na całym ciele. Moje łono wstrząsane konwulsjami porodu Napełniło się niebiosami i psalmami. Pękły pieczęcie na moim ciele. I wyszedł ze mnie, jak z dojrzałego owocu, Zmartwychwstały i śpiewający Bóg.
A wieczorem, gdy przybyły do mnie Pobożne niewiasty, Zgarbione, pod ciężarem wonności, Byłam już pusta, Ja, Która przeżyłam dzieje wszystkich kamieni, Maria wykuta w złotym piaskowcu, Maria skalista, Maria kamienna.
Oto w produkcji przemysłowej zrobiliśmy olbrzymie kroki naprzód. Produkcja nasza wyprzedziła już przedwojenną, ale oto transport jeszcze nie dopisuje. Transport nie dotrzymuje tempa naszej młodej, wspaniałej produkcji socjalistycznej, transport się opóźnia, powodując opóźnienia w wykonywaniu planu! Z tym musimy walczyć i transport, towarzysze, transport musimy podciągnąć. Transport nam bruździ! Transport nie nadrobił jeszcze zaniedbań okresu przedwojennego.
Stanisław Lem: Kto ryczy najgłośniej, a kto powinien?
Piśmiennictwo, od swoich narodzin, miało jednego jakoby wroga, którym jest ograniczenie myśli wypowiadanej. Okazuje się jednak, że wolność słowa bywa dla myśli środkiem bardziej zabójczym; zakazane myśli mogą krążyć potajemnie, ale co zrobić tam, gdzie doniosły fakt ginie w powodzi falsyfikatów, a głos prawdy zagłuszony zostaje niesamowitą wrzawą i chociaż swobodnie się rozlega, nie może być dosłyszany, albowiem techniki informacyjne doprowadziły, jak dotąd, jedynie do sytuacji, w której najlepiej odbierać można tego, kto ryczy najgłośniej, choćby i najnieprawdziwiej?