Gdy ład pluralizmu zamiera - zamierają wraz z nim reguły i kryteria normalnej egzystencji
Powiadamy nieraz, że powinnością intelektualisty jest „dawać świadectwo wartościom”. I powiadamy też, że realizm, skuteczność, winny wyznaczać kształt wszelkich publicznych poczynań. Najpewniej oba te postulaty są słuszne. Wszelako formułując je łącznie, beztrosko zdajemy się zapominać, że ta życiowa strategia „złotego środka” pozwala na harmonijną egzystencję tam tylko, gdzie funkcjonują demokratyczne normy współżycia, gdzie pluralizm i zasada dialogu są naturalnym środowiskiem ludzkich słów i gestów. Istota totalitaryzmu polega na dewastacji tego naturalnego środowiska. Gdy ład pluralizmu zamiera - zamierają wraz z nim reguły i kryteria normalnej egzystencji. Kto żyje po staremu i nie przyjmuje - lub też udaje, że nie przyjmuje - zaistniałej zmiany do wiadomości, kto chce w totalitarnym systemie żyć według reguł uformowanych przez ład demokratycznego pluralizmu, ten jest albo świętym gotowym do męczeństwa, albo zakłamanym konformistą gotowym do zdrady. Jest świętym, gdy wypowiada głośno słowa, których naturalną konsekwencją jest obóz koncentracyjny; jest serwilistą, gdy dokonując gestów z pozoru apolitycznych, zgłasza akces do totalitarnych instytucji.
Adam Michnik w eseju „Don Kichot i wyzwiska”
[Więzienie karne, Barczewo, styczeń 1986]
Znalezione w: Polskie pytania, Adam Michnik; Wyd. Agora, Warszawa, 2009
Ulice w Bombaju
Może dlatego w nocy myśli się inaczej, może dlatego wielu pisze nocą, że wtedy ustaje ta wielka działalność ogólna i powszechna, i można spokojniej zostać ze swoją własną. Żadne oddzielenie się kotarami i sztuczne światła tu nie oszukają, wierzę w coś, co przenika, co jest obecne, chociaż tego nie widać ani nie słychać. W dzień świat jest wielką kawiarnią pełną ludzi, w nocy tą samą, tylko taką, w której tylko jeden stolik jest zajęty – mój właśnie. Jak miło jest pomyśleć, że tyle energii jest w tej chwili zablokowanej, że tyle sił jest wyłączonych, zawieszonych. Robi się wtedy trochę przestronniej, a o przestronność jest coraz trudniej. Kto wie, czy nawet ulice w Bombaju, podobno nocą pokryte dokładnie ciałami śpiących, nie są całkiem bezludne nocą, a owe ciała nie włączają się do ogólnego bezludnego krajobrazu, jako element taki jak drzewa czy skały
04.02.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek