• Strona startowa
  • Konteksty
  • Teatr
  • Kontynent Miłosz
  • Biografia symboliczna
  • Radio Nowy Świat
  • O mnie

Wieki mojego zapomnienia

Szczegóły
Utworzono: 01 listopad 2013

Najnowsze wpisy

  • Do Leukonoe
  • Dreptanie w cieniu
  • Rauha
  • A jeżeli znajdę tylko światło księżyca?
  • Klasztor w Valdemosie
  • Naśladowane, a doświadczone
  • Koncert f-moll
  • Niespodziewany koncert
  • Ośmioletni Chopin
  • Prospero fortepianu
  • Za mało
  • Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki
  • Najdłużej...
  • Odbić jak najwięcej kosmosu
  • Do granic
  • Bastion gwiazd
  • Obserwuj płynącą wodę
  • Zemsta książek
  • Życie
  • Czterdziestoletni mężczyzna żyje z tym rozczarowaniem

Sprawy publiczne

Dzisiaj zaś albo jesteśmy przerażeni, albo udajemy przerażenie, a sami, i owszem, rozkoszujemy się widowiskiem jako amatorzy silnych wrażeń, doznań ekscentrycznych, budzących nas z cynicznie leniwej bezczynności, albo wreszcie jak małe dzieci odpędzamy od siebie straszne widziadła, wymachując rękoma i chowając głowę pod poduszkę, aż zniknie zjawa, o której zaraz potem zapomnimy w wesołości i zabawie. Kiedyś jednak i my przecież musimy zacząć żyć trzeźwo i z namysłem, spojrzeć na siebie jako na społeczeństwo, zrozumieć to i owo z naszych spraw publicznych albo przynajmniej o to zrozumienie zabiegać.

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow

Dystans

Nigdy nie umiałem pokonywać międzyludzkiego dystansu. Zwierzę jest przytwierdzone do swego Tu i Teraz wszystkimi zmysłami, a człowiek potrafi odrywać się, wspominać, współczuć innym, wyobrażać sobie ich stany i uczucia - co, na szczęście, jest nieprawdą. W takich próbach pseudowcieleń i przenosin siebie tylko umiemy, mgliście, niejasno, sobie wyobrażać. Co by się z nami stało, gdybyśmy naprawdę mogli współczuć innym, z nimi czuć, za nich cierpieć?

To, że ludzkie boleści, strachy, cierpienia rozpadają się ze śmiercią osobniczą, że nic nie pozostaje po wzlotach, upadkach, orgazmach i torturach, jest godnym pochwały darem ewolucji, która upodobniła nas do zwierząt. Gdyby po każdym nieszczęśliwym, umęczonym pozostawał choć jeden atom jego uczuć, gdyby tak rosło dziedzictwo pokoleń, gdyby choć skra mogła przeniknąć z człowieka do człowieka, świat byłby pełen ryku przemocą wydartego z kiszek. Jesteśmy jak ślimaki przylepione każdy do swojego liścia. Oddaję się w obronę mojej matematyce i powtarzam, kiedy mi nie wystarcza, ten ostatni ustęp wiersza Swinburne'a:

I porzuciwszy gniew, nadzieję, pychę,
Wolni od pragnień i wolni od burz,
Dziękczynnych westchnień ślemy modły ciche.
Ktokolwiek jest tam pośród gwiezdnych głusz,
Za to, że minąć dniom żywota dano,
Za to, że nigdy raz zmarli nie wstaną
I rzek gwałtownych nurt, zmącony pianą,
Zawinie kiedyś w głąb wieczystą mórz.

Głos Pana, Stanisław Lem

Odwiedza nas 40 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Copyright © 2021 W stronę zmierzchu. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Początek strony