TADEUSZ DĄBROWSKI
Nic się nie stało

Tu, gdzie sarny, niedźwiedzie, wiewiórki i dziki pełne
oczu z przodu i z tyłu przebiegają ci przez
pościel, gdzie bezsennie przemierzasz supermarkety,
które czekają na ciebie przez całą dobę,
by sprzedać ci pięć galonów piwa, kilogramową
"paczkę chipsów dla dwojga", "party box" prezerwatyw
w największym rozmiarze, iluzorycznie podobny
do oryginału strój Batmana, a nawet koszulę
nocną w kształcie plastra bekonu; gdzie samochody
wielkości kombajnów koszą twój sen o ucieczce
w głuszę, wraz z dzikimi zwierzętami i zdziczałymi
ludźmi; gdzie skacząc po kanałach, przemierzasz czas,
kolejne wzwody i zachody słońca, poznajesz kobiety
o wytatuowanych tęczówkach i duszach jak Nagasaki
(po kontakcie z Fat Manem) albo najnowszy iPhone;
tutaj, w połowie swojego życia - bo zawsze jesteś
w połowie - słyszysz nagle, jak zamarzają ceny,
lodówkom i bezdomnym przestaje burczeć w brzuchach,
nowotworom i politykom nie chce się więcej mnożyć
oczywistości, zmarli nie boją się o stan konta
w kolejce do kasy, tatuaże wybuchają na niebie,
które przymyka swoje ślepe oko na wybryki
chmur i nastolatków w akademikach, kula
zamachowca zawisa w powietrzu i jeszcze nie jest
śmiertelna, myśl zastyga między synapsami. I oto
zjawia się poezja, i pcha do ucieczki jelenia
tuż przed maską twojego auta, jabłku każe zerwać
się z gałęzi, światłu zakiełkować i rozsadzić łupinę
nocy, mężowi pomyśleć o żonie w trakcie
masturbacji, samolotom dolecieć, a pieszym dojść do celu,
Bogu uczynić kilka cudów, kłamcy ponownie wygrać
wybory, poecie religijnemu napisać dobry
wiersz. Nikt jej nie widział. Lecz bez niej nic się nie stało,
co się stało.

Hudson, 2013

Tadeusz Dąbrowski