
Artyści opowiadający o śmierci odsyłają nas do refleksji nad doczesnością, uwikłaniem w materializm, w grę pozorów próbującą w imię śmiertelności lub nieśmiertelności uczynić nas pokornymi konsumentami idei wiecznego piękna i zdrowia. Narracje opowiadające o śmierci są więc w szczególny sposób antysystemowe. Podważają zasadność konsumpcyjnego pędu, marność gromadzonych dóbr. Są antysystemowe również w odniesieniu do wizji pozaświatowej szczęśliwości, wykazują ich raczej niepewny status. Sąd, raj i piekło mają miejsce tu i teraz, w codzienności, w biografii, na strzałce czasu. Wraz z artystami podróżujemy: od świadomości ciała przechodzimy do świadomości uwikłania ciała w system, w konsumowanie (również martwych ciał) i stajemy w obliczu rozpadu form, postulatów, definicji wartościowego życia i szczęścia, normalności i aberracji. Śmierć nie jest ze sfery sacrum, umieramy w profanum.
Sztuka współczesna, w swojej wielości form oraz złożoności, w obliczu ciągłej reinterpretacji znaczeń oraz ich negocjowania, jest dobrym materiałem dla medytacji o niestałości i nietrwałości. Śmierć i sztuka pobudzają wyobraźnię, stawiają jednostkę w kontekście pewnej społeczności, jej wyobrażeń o tym, co jest słuszne, akceptowalne, w kontekście pytań o dobro i zło. Wbrew pozorom doświadczenie estetyczne nigdy nie jest przeżywane w samotności, lecz odbywa się w obrębie kodów i symboli danej kultury. Również umieranie jest faktem społecznym. Formy (również artystyczne) dezaktualizują się, stają się niezrozumiałe, przemijają. Śmierć nie umiera nigdy.
Przemysław Chodań
(fragment z dodatku Ars Moriendi do Tygodnika Powszechnego Nr 13/2015)
