Edward Balcerzan
NIE MA MOWY
W sprawozdaniu o początkach światów: obu,
(jeden zainstalowano zaświatowo,
drugi częściowo do wglądu)
nie ma mowy o początku wody,
ani echa, ani szczeliny przecieku.
Na dobitek nie ma mowy
o początku mowy. Rzekłbyś, sprawozdawca
nabrał wody w płuca tak głęboko, że
nie wypłynie z tego nawet
niedopowiedzenie.
Początek tętni międzygwiezdną
głuszą, gdy pytamy: kiedy
rodziły się wyrazy żalu lub zachwytu,
odbywały próbne wzloty zwartowybuchowych,
szły ferwory intonacji, zadęcia wołaczy?
Jak łamały się gałęzie zmierzchów,
pokrętne zawiązki pisma,
nieczytelnego - do czasu?
A zamaszyste zasiewy znaczeniowych pół?
A zarzewia składni, coraz jaśniejsze i giętsze,
że można się było dogadać
z płomieniem i z płazem (od biedy)?
Uwierzyć, nie uwierzyć, że woda i mowa
przedwcześnie zapoczątkowane w narzeczach i nurtach
zaczaiły się bezbrzeżne i wylewne (dla nas? dla nikogo?)
Nie pytać, pytać, ile razy zaczynaliśmy się
w
rzeczywistości?
Edward Balcerzan
