W Rzymie na budynkach rządowych i na zwyczajnych domach obok trójkolorowych włoskich flag zawisły żółto-białe papieskie godła. Wcześniej takie połączenie byłoby nie do pomyślenia. Przypadała akurat siódma rocznica papieskiej koronacji i Pius XI miał odprawić z tej okazji uroczystą mszę w bazylice Świętego Piotra. Dwunastu służących w szkarłatnych mundurach wniosło papieża siedzącego na sedia gestatoria, tronie okrytym czerwonym jedwabiem, do ogromnego kościoła. Czekający od wielu godzin zwarty, wielotysięczny tłum wiernych zdołał ujrzeć przez moment białą papieską sutannę. Rzymscy przywódcy partii faszystowskiej wezwali swoich członków i zwolenników, aby dali dowód entuzjazmu dla podpisania traktatów i zebrali się na placu Świętego Piotra. Łącznie w ulewnym deszczu zgromadziło się tam dwieście tysięcy ludzi. Kiedy po mszy papież wyszedł na balkon, by ich pobłogosławić, rozległ się prawdziwy ryk radości. Pius XI spoglądał na przedstawicieli wszystkich jednostek rzymskiej faszystowskiej milicji trzymających dumnie sztandary, na nieprzebrane mrowie ucieszonych katolików wylewających się poza plac. Tego samego popołudnia ludzie zwołani przez oficerów faszystowskiej milicji przybyli fetować pod Pałac Kwirynalski, gdzie z balkonu pozdrowił ich król. Po jego prawicy stała małżonka, po lewicy - sekretarz Narodowej Partii Faszystowskiej.


Świat obwołał Mussoliniego mężem stanu. Jeden z ważniejszych watykańskich urzędników opisywał powszechny zachwyt. Nawet radość w dniu zwycięstwa w Wielkiej Wojnie nie mogła się równać z obecną euforią. „Nic nie mąci naszego szczęścia. Wszyscy wierzą, że teraz Italię czeka chwalebna, świetlana przyszłość”. Od Turynu po Sycylię biskupi i księża nakazywali bić w dzwony na cześć tego, który wreszcie zaprowadził pokój między państwem i Kościołem. Większość Włochów z ulgą przyjęła zakończenie wieloletniego sporu. Dobry katolik i dobry obywatel stali się jednym i tym samym.

Amerykański charge d’affaires w Rzymie informował swych waszyngtońskich zwierzchników, że traktaty to „prawdziwy triumf Mussolliniego. Rozwiązał wszystkie sporne kwestie i zapewnił swojemu rząd poparcie duchowieństwa”. Generał Enrico Caviglia, bohater I wojnyny światowej i powiernik króla, pisał natomiast w swoim dzienniku: „Ludzie, którzy zdobyli władzę, organizując zamach stanu, potrzebują Watykanu, by zyskać legitymizację”. Ale co będzie za dwadzieścia lat, kiedy ludzie znienawidzą dyktaturę? „Jaką ocenę społeczeństwo wystawi Stolicy Apostolskiej, zapewniającej reżimowi moralne wsparcie?”, pytał Caviglia.

Tylko jedna nuta zabrzmiała fałszywie. Sporządzony 13 lutego raport jednego z rzymskich donosicieli Mussoliniego zaczynał się zachęcająco. „Wieści o Koncyliacji budzą radość i niewymowny entuzjazm niemal wszystkich mieszkańców. [...] Ludzie mówią, że to historyczne wydarzenie, sukces bez precedensu, który zawdzięczają geniuszowi ducego. [...] Siła i ranga faszyzmu wzrosły niepomiernie”. Ale czasem trafiają się malkontenci: „Niedobitki zgorzkniałych liberalnych elit, reszt żydomasonerii”. Dla włoskich Żydów podpisanie traktatów laterańskich faktycznie stanowiło powód do niepokoju. Niewiele ponad pół wieku wcześniej upadek Państwa Kościelnego przyniósł im wolność. Nie musieli dłużej żyć w gettach, w których zamknął ich papież. Zjednoczenie kraju, rozdział państwa i Kościoła stanowiły dla Żydów ocalenie. Teraz martwili się, co przyniesie im przyszłość.

David I. Kertzer, Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016

***

Od autora książki:

Zgodnie z oficjalną wykładnią Watykanu Kościół katolicki toczył we Włoszech heroiczną walkę z faszyzmem. Papieże stawiali opór dyktaturze i protestowali, gdy ludziom odbierano prawa obywatelskie. Akcja Katolicka stanowiła jedną z najpotężniejszych sił antyreżimowych. „Dekrety rasowe” z 1938 roku spotkały się rzekomo z ostrą reakcją Watykanu, który sprzeciwiał się okrutnemu traktowaniu Żydów przez rząd.

Niestety, jak czytelnik mógł się przekonać z niniejszej książki, powyższe opowiastki nie mają pokrycia w faktach. Watykan odegrał ważną rolę w powstaniu i umocnieniu reżimu faszystowskiego. Akcja Katolicka chętnie współpracowała z władzą i pomagała policji w infiltrowaniu społeczeństwa. Kościół nie tylko nie potępiał przyznania Żydom statusu obywateli drugiej kategorii, ale wręcz dostarczył najważniejszego uzasadnienia dla owej polityki. Stolica Apostolska zawarła z Mussolinim tajne porozumienie, obiecując powstrzymanie się od krytyki niesławnych „dekretów rasowych” w zamian za lepsze traktowanie organizacji katolickich. We Włoszech mało kto zna te fakty. Nie wątpię też, że wiele osób zaprzeczy dowodom, które tu przytoczyłem. Komitywa między ducem i jego pachołkami a otoczeniem Piusa XI, starającym się nie dopuścić, by papież zdołał wyrazić na głos swoje narastające wątpliwości co do Mussoliniego i Hitlera, jest z wielu powodów sprawą ogromnie wstydliwą, również z racji roli odegranej przez kardynała Eugenio Pacellego, przyszłego papieża, którego kanonizacji zawzięcie domagają się kościelni tradycjonaliści.

Dzięki otwarciu Tajnych Archiwów Watykanu w roku 2006 historia tamtego okresu, burzliwa, pełna zaskoczeń oraz emocjonalnych wzlotów i upadków, wreszcie może zostać opowiedziana. Badaczom udostępniono prowadzone przez kardynała Pacellego zapiski z codziennych spotkań z papieżem oraz dziesiątki tysięcy innych dokumentów. Cenne źródła znajdujemy też w innych kościelnych archiwach, przede wszystkim w rzymskiej siedzibie jezuitów, gdzie trzymane są wszystkie papiery prywatnego papieskiego emisariusza, ojca Pietro Tacchiego Venturiego.

Dokumenty, którymi dysponuje Kościół, przedstawiają jednak tylko część historii. Wiele faktów możemy poznać dzięki archiwom reżimu faszystowskiego. Równie wieloma obrazowymi relacjami na temat watykańskich intryg i skandali nie dysponujemy dla żadnego innego okresu w historii. Grube teczki faszystowskiej policji bezlitośnie dokumentują choćby dzieje papieskiego protegowanego, który został kardynałem mimo ciągnących się za nim oskarżeń o pederastię. Na podstawie policyjnych akt docieramy też do prawdy o próbie zamachu na ojca Tacchiego Venturiego i jego dziwnych, desperackich staraniach, by całe wydarzenie zamieść pod dywan. Pudełka w archiwach państwowych pełne są raportów donosicieli działających za murami Watykanu. Znamy dzięki temu szczegóły walki o władzę, jakich nikt w Stolicy Apostolskiej nie ośmieliłby się przelać na papier, a także informacje o papieskich śledztwach, które po dziś dzień spoczywają w utajnionych watykańskich aktach osobowych.

pius xi mussolini

Analiza źródeł niezbędnych do napisania niniejszej książki zajęła mi siedem lat. Zgromadziłem cyfrowe kopie dwudziestu pięciu tysięcy stron dokumentów ze wspomnianych archiwów. Przebrnąłem też przez niezliczone tomy odtajnionej korespondencji włoskich, francuskich brytyjskich, amerykańskich i niemieckich dyplomatów, zagłębiałem się w lekturę dzienników i pamiętników. Rzadko kiedy praca ta mnie nużyła, co rusz napotykałem bowiem zaskakujące fakty, a ułożenie wszystkich materiałów w spójny obraz i rozwiązanie starych łamigłówek było zadaniem wprost porywającym.

Relacja między dwiema nietuzinkowymi postaciami, stanowiąca oś niniejszej książki, okazała się jeszcze ciekawsza, niż z początku sądziłem, nie dlatego, że papież i Mussolini tak bardzo się różnili (choć różnic nie brakowało), lecz z powodu podobieństw. Obaj mieli wybuchowy temperament. Żaden nie chciał być marionetką w rękach drugiego. Obaj domagali się bezwarunkowego posłuszeństwa i potrafili sprawić, że podwładnym - dosłownie - trzęsły się kolana. Wreszcie, z czasem rozczarowali się sobą nawzajem, lecz bali się skutków zerwania aliansu.

Opowiadam tu więc historię dwóch ludzi, którzy w tym samym roku sięgnęli po władzę i wspólnie zmienili bieg dwudziestowiecznej historii. Plus XI spędził większość życia pochylony nad starymi manuskryptami, tęsknił za średniowieczem, kiedy nikomu nie przychodziło do głowy podważać kościelnego nauczania. Mussolini natomiast był apostołem nowoczesności, podżegaczem, brutalnym awanturnikiem, kierowanym antyklerykalnymi instynktami. Jak już czytelnik wie, ich związek nie miał szczęśliwego zakończenia. Pius XI, który niegdyś nazywał Mussoliniego mężem opatrznościowym, u schyłku życia czuł się wykorzystany. Mussolini również nie darzył papieża ciepłymi uczuciami. Podczas jednego z posiedzeń Wielkiej Rady Faszystowskiej nazwał nawet Piusa XI „szkodnikiem”.