Nalewki czekają dezynfekcji […], całe domy, bloki, ulice, trzeba burzyć […]. I wrzątku nie żałować, bo to wszystko brudne, zaplute, zażydzone i parszywe [...]. A jeśli te wszystkie czarne republikany, karaluchy, demokraty chałatowe i pluskwy zechcą rozleźć się po całej stolicy - dam jeszcze jedną radę... otoczyć Nalewki wysokim murem.
Pięć lat po napisaniu tego nasyconego straszliwą, wizjonerską nienawiścią felietonu - getto warszawskie, otoczone wysokim murem, było już morzem gruzów. Wrzątku nie żałowano - a na resztki „czarnych republikanów, karaluchów, demokratów chałatowych i pluskiew”, które zdołały mimo murów „rozleźć się po całej stolicy" - polowały watahy szmalcowników, z których niejeden był zapewne przed wojną, czytelnikiem „Falangi”, a może „Małego Dziennika”.
Taki to los zgotować chcieliby swym bliźnim polscy hitlerowcy, by zbudować Katolickie Państwo Narodu Polskiego.
Na tle tych ostatnich cytatów - a i paru uprzednich - jako przejaw szczególnego cynizmu traktować trzeba publicystykę A. Łaszowskiego. Nikt mu w tym nie dorównał z bepistów. Gdy na uczelniach bojówki uzbrojone w pałki z żyletkami i kastety biły swych kolegów i swe koleżanki jako Żydów i „żydów”, napadały na profesorów, którzy mieli i chęć, i odwagę, by przeciwstawić się terrorowi (np. pobicie na SGH prof. E. Lipińskiego), gdy strzelano do dzieci i podpalano zakłady dla dzieci niedorozwiniętych - A. Łaszowski w artykule Apel do gruczołów łzawiących (tytuł jednoznaczny: „nie bądźmy sentymentalni”; to pod adresem tych katolików, w latach trzydziestych niezbyt jeszcze licznych, którzy w imię Ewangelii sprzeciwiali się nienawiści i barbarzyństwu; zawsze, gdy narusza się podstawowe normy etyczne współżycia ludzkiego, pojawiają się jednocześnie apele, by „nie kierować się emocjami”) pisał:
Nie chcemy żydów bić
a co chcemy?
[...] pragniemy ich tylko usunąć i wydalić z organizmu, który zatruwają;
A że w tej akcji zdarzają się karygodne nadużycia i wybujałości, to nie jest rezultat programu, ale właśnie kronika wypadków, pewien przerost gorliwości w walce;
Mówią, że antysemityzm głosi hasła nienawiści i dlatego popada w kolizję z religią. Jeszcze jedno popularne głupstwo. Stawiamy tę sprawę inaczej, trzeźwo i praktycznie. Polska jest przeludniona. Ktoś musi emigrować. Mamy dużo mniejszości. Uciążliwi cudzoziemcy powinni opuścić nasz kraj, zrobić miejsce w handlu, przemyśle i wolnych zawodach [...]. Będziemy ich kochali na odległość.
A. Łaszowski występuje tu jako pragmatyk i liberał: bić nie chce - a sprawę stawia trzeźwo i praktycznie. Jeden pracował kastetem i spluwą, drugi terroryzował piórem, malując obrazy mordu i zagłady, a trzeci tłumaczył, że to przecież po katolicku i w dodatku „trzeźwo i praktycznie”, przygrażając, jak już wiemy, pani Marii Winowskiej, że jest filosemitką i lansuje sugestie Kominternu. I ta gra na kilku instrumentach, ten cynizm w tłumaczeniu, że wszystko jest w porządku, a nawet słusznie i szlachetnie, choć czasami boleśnie - to też totalizm.
I zdawałoby się, że już mniej więcej wszystko wiemy, grupa polityczna skupiająca część antysemitów polskich wymyśliła, że wszystkie problemy gospodarcze, społeczne, kulturalne itd. mogą być w Polsce rozwiązane przez sam akt wyrzucenia z Polski Żydów, a może ich eksterminację. Ponieważ zaś wiedzą oni, że nie jest to proste zadanie - stosują terror. Terror rodzi się z nienawiści i nienawiść rodzi. Ideologia zaś temu towarzysząca zbudowana na nienawiści samookreślała się, moim zdaniem bezprawnie, jako katolicka przy słabym i rzadkim sprzeciwie Kościoła wobec szczególnego rodzaju wybryków bojówek (jak pobicie księdza Pudra. I tak oto już w przybliżeniu wiemy, na czym polegał antysemityzm bepistów.
Ale, jak już pisałem, z bepistami nigdy nic nie wiadomo na pewno. Najwyższy autorytet w grupie, jej wódz i ewentualny przyszły dyktator (tego określenia bepiści nie lubili), Bolesław Piasecki, napisał w swym programowym artykule:
Istota [...] taktyki przełomu polegać musi na tym, żeby zwalczanie żydów, masonerii, komunizmu i systemów czy ludzi im służących dostarczało ogółowi Polaków przeżyć jednoczących ich cywilizacyjnie [...]. Procesy psychiczne, wywołane zwalczaniem wroga, muszą dać w rezultacie nie tylko jego zniszczenie, ale także stworzyć twórczą jednolitość psychiczną Narodu-zwycięzcy.
Bardzo interesujące! Okazuje się, że bicie Żydów miało dwa cele świadomie postawione przez kierownictwo grupy: terrorystyczny - i wychowawczo-integracyjny; pierwszy miał działać na zewnątrz, drugi do wewnątrz. Procesy dziczenia, wyzwalania się sadyzmu, deformacji przez nienawiść miały być nie ceną płaconą za zmierzanie do obranego celu - ale jednym z dwóch celów równoległych.
Zwycięstwo hitleryzmu uświadomić musiało niektórym politykom w Europie, jak nośne mogą okazać się hasła antysemickie (lub podobne) dla zmierzających do władzy grup politycznych, z tym, że model zaprezentowany przez Hitlera odznaczał się dużą prostotą motywacyjną i socjotechniczną. Była to w każdym razie socjotechnika integrująca przy pomocy nienawiści, a program taktyczny polegał na stymulowaniu nienawiści. Okoliczność zaś, że nienawiść nie może być na dalszą metę czynnikiem integracyjnym, lecz przeciwnie - była raczej zaletą niż wadą: integracja zamierzona miała być czasowa, totalizm zaś polega m.in. na niszczeniu wszelkich więzi społecznych, niezależnych wobec systemu. Niszczące wyzwalanie eksplozji nienawiści społecznej jest zawsze na rękę totalizmowi, jeśli nie aktualnemu, to przyszłemu lub następnemu.
B. Piasecki i jego drużyna umieli wykorzystać doświadczenia hitleryzmu i postanowili uruchomić tę potężną dźwignię nienawiści, jaką jest antysemityzm - w kraju o pewnych już tradycjach i licznej ludności żydowskiej, skupionej w miastach i żyjącej głównie z handlu, zajmującej silną pozycję w przemyśle, kredycie, prasie, wolnych zawodach - co prawie wykluczało bezkonfliktowość współżycia (jak w południowo-wschodniej Azji, [gdzie] współżycie ludności malajskiej z Chińczykami zawsze źle się układało, i tak jest do dziś).
Powstaje tu pytanie, o ile w takim razie antysemityzm był w ONR „Falandze” zjawiskiem w pełni autentycznym?
Wydaje się, że w ogromnej liczbie przypadków byli to naprawdę antysemici, najautentyczniejsi, chociaż zapewne różnych odcieni i o niejednakowej intensywności nienawidzenia. Nie wykluczałbym jednak również istnienia w tej grupie innych możliwości i postaw.
Tu dygresja anegdotyczna, która może coś wyjaśni. Gdy w roku 1958 lub 1959 autor miał odczyt w Związku Literatów Polskich (pod egidą zespołu „Przedmieście”) o programie kulturalnym ONR „Falangi” - obecny na odczycie Władysław Jan Grabski (jeden z sygnatariuszy „Zielonego programu”) podjął obronę Bolesława Piaseckiego. Powiedział publicznie, z trybuny, przy pełnej sali (zapewne więc pamięta to wiele dziesiątków osób), że B. Piasecki właściwie antysemitą nie był i w ONR miał opinię człowieka pozbawionego zupełnie emocji w tym kierunku. (Jest to stwierdzenie zupełnie innego rodzaju, niż dobrze każdemu czytelnikowi znany zwrot „antysemitą nie jestem, ale...” i zwykle po cudzysłowie „ale” okazuje się, że mamy do czynienia właśnie z antysemitą). Zdziwiłem się, że ktokolwiek w dobrej wierze taką metodą broni przyjaciela, jakby nawoływanie do czynów zbrodniczych lub karygodnych bądź nakazywanie ich musiało być wyrozumialej oceniane, jeśli jest motywowane cynicznie i beznamiętnie, rachunkiem korzyści politycznych - niż wówczas, gdy wynika z autentycznych, choć godnych napiętnowania namiętności. Ale nie wykluczam, że jednak W. J. Grabski mówił prawdę.
Koncepcja Piaseckiego nie była w ONR „Falandze” niezauważona. Przeciwnie, podejmowało ją kilku publicystów grupy:
Dzisiejsza apatia narodu, jego rozproszkowanie na grupki [...] wymaga wstrząsu całej duszy polskiej, by wydobyć jej siły twórcze [...]. Rozwiązywanie przez Polskę kwestii żydowskiej jaskrawością, siłą, i głębią pracy pobudza energię i wolę narodową.
Artykuł ten tyczy notabene pogromu w Brześciu, który miał miejsce właśnie w 1937 roku.
Celem wychowania jest doprowadzenie do najdoskonalszej jednolitości moralno-ideowej. Dać ją mogą wspólne, przejmujące przeżycia, wyzwalające energię narodową [...], uderzające we wrogów Polski - jednoczące naprawdę i jedynie Naród Polski.
Nowe elementy wniósł tu tylko T. Wojnar:
[...] radykalne rozwiązanie sprawy [żydowskiej] przez wejście od razu na drogę przymusowej emigracji i wywłaszczeń wprowadziłoby zbyt wielki wstrząs do życia gospodarczego. Z drugiej zaś strony nie stałoby się czynnikiem uświadomienia gospodarczego Narodu, zwiększenia jego solidarności i organizacji;
Organizacja potężnej akcji całego Narodu, skierowanej przeciw żydom, stanie się jednym z czynników przełomu duchowego w Narodzie.
Jest to obraz kota, który uczy kocięta polowania, i w związku z tym nie zagryza myszy od razu. Przesunięcie zaś czy opóźnianie realizacji celu, podawanego jako główny, budzi refleksję: co tu ma być celem głównym, co ubocznym? Co się mówi tu otwarcie, a co przemilcza? Czy poza zdobyciem władzy „katolicy”-nihiliści z „Falangi” mieli naprawdę jeszcze jakieś cele?
Autor tej pracy nie miał wglądu do ich dusz, a więc po prostu nie wie, jaka jest odpowiedź na to pytanie.
Bepiści władzy nie zdobyli. Ich wódz, zwerbowany przez gen. Sierowa (Iwanowa) [z sowieckiej policji politycznej (wówczas o nazwie NKGB)], poszedł wraz z częścią wiernych sobie paladynów (inni polegli lub znaleźli się na emigracji) po drugiej wojnie światowej na służbę bolszewików, biorąc na siebie organizowanie dywersji antykościelnej (tym bardziej więc podkreślając na nowym etapie swą katolickość), i tym razem z miernym sukcesem, przynajmniej jak na cele, które sobie stawiał. Prasa Paxu unikała oczywiście akcentów antysemickich - natomiast w roku 1968 nie unikała akcentów „antysyjonistycznych". Ale to już nie było to!
Bepiści władzy nie zdobyli... Bieg historii był taki, że kto inny otoczył getto warszawskie murem, wyparzył wrzątkiem i zburzył. Więzienia i obozy koncentracyjne, które bepiści zamierzali zapełnić Żydami i tymi Polakami, którzy ich zdaniem Żydom się wysługiwali, nigdy nie znalazły się pod zarządem bepistów, co nie znaczy, by tak jak to stało się z gettem - coś nie zrealizowało się w rzeczywistości z tego, ale zupełnie inaczej, choć podobnie.
Jan Józef Lipski, Idea Katolickiego Państwa Narodu Polskiego
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa, 2015

