Szczęście i rozpacz
Szczęście stało się dziś obowiązkiem. Ludzie smutni czy melancholijni postrzegani są jako nieudacznicy. Tymczasem w życiu jednostki i w życiu zbiorowości dzieją się rzeczy bolesne, przerażające, okropne. I może warto się z nimi zmierzyć inaczej niż przez optymistyczne machnięcie ręką? Mamy prawo do rozpaczy. Rozpacz bywa sensowna. Jest przyznaniem, że życie nie jest sprawiedliwe i czasem musimy przegrać. A wtedy potrzebujemy innych ludzi, którzy z nami tę rozpacz podzielą.
Agnieszka Graff
Syn
Dzisiaj w ogrodzie przyszedł Tadzio [Zieliński]. Nie widziałem go wiele miesięcy. Ale wygląda lepiej, ślady żółtaczki przeszły, nawet jakby odmłodniał. Urodził mu się przed sześciu tygodniami syn, Marcin. Zatem dobiegł do pewnej granicy. Już te wszystkie dawne rzeczy związane z pierwszą młodością minęły, już nie będzie się kochał w Kasi, nie będzie przychodził do mnie przez balkon, stał się dorosły, już! Jak prędko, teraz zacznie się dla jego syna Marcina, za czternaście lat będzie wódka i kobiety i znowu to samo w kółko. A potem się postarzeje, przyjdzie do kogoś (do kogo?) i powie: „Urodził mi się syn”. Ta niezmienność przerażająca i pocieszająca zarazem, to wszystko, co jest tak nieuniknione, pomimo kółek, guziczków, mechanizmów, które niby to zmieniają nasze życie. Przed chwilą Marocco w telewizji. Jacyż oni piękni i młodzi i też już koniec. Urodził im się syn…
26.01.1974
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III