Share

Gombrowicz doskonale rozumiał, że „cud Jeleńskiego” to coś więcej niż połączenie wrażliwości i lotnej inteligencji: „Wykorzystuje wszystkie atuty swojej sytuacji paryskiej i rosnącego osobistego prestiżu, żeby mnie popchnąć”. Zadziwiające, jak celny portret Jeleńskiego stworzył Gombrowicz w okresie, kiedy jeszcze osobiście się nie znali: „Nie uważam za dziwne, że on z taką łatwością wchłania i przyswaja sobie moją łatwość... on cały jest łatwy, nie piętrzy się, jak rzeka na przeszkodzie, płynie wartko w tajnym porozumieniu ze swoim łożyskiem, nie druzgocze, przenika, przecieka, modeluje się wedle przeszkód... on nieomal tańczy z trudnościami. Otóż ja po trosze też jestem tancerzem i mnie ta perwersja (żeby «łatwo» podejść do tego, co «trudne») jest bardzo właściwa, mniemam, że to jeden z fundamentów mego literackiego uzdolnienia.

Ale co mnie dziwi, to iż Jeleński przedostał się także do mojej trudności, ostrości, nasze stosunki na pewno nie sprowadzają się do tańca jedynie i on rozumie mnie, jak bardzo niewielu, właśnie w tym, gdzie jestem najboleśniejszy. Mój kontakt z nim to wyłącznie listy, nigdy na oczy go nie widziałem, i nawet te listy są przeważnie pospieszne, rzeczowe - a jednak wiem na pewno, że w naszym stosunku nie ma nic z ckliwego cackania się duchowego, że to stosunek surowy, ostry, napięty, i w samym rdzeniu swoim śmiertelnie poważny”.
Oddanie Jeleńskiego sprawie Gombrowicza nie miało nic wspólnego z polskim sentymentem czy „patriotyzmem”: „Gdyby był włoskim pisarzem, zrobiłbym to samo. Uważałem, że są to utwory genialne i że to skandal, że pozostają nieznane. Odkryłem rzecz piękną i chciałem ją wszystkim pokazać”.

Kot. Opowieść o Konstantym A. Jeleńskim, Anna Arno
Wyd. Iskry, Warszawa, 2020