Share


(…) Przenikliwości Miłosza należy oddać hołd. Poeta umiał obserwować przekształcającą się rzeczywistość, umiał ją rejestrować i nazywać. Dostrzegając ów stop ideologii stalinowskiego komunizmu z tradycyjnym syndromem ksenofobii i antysemityzmu, na którym bazował obóz skrajnej prawicy, antycypował przecież ideologię aparatu władzy uformowaną w trakcie wydarzeń macowych w 1968 r.
Inspirowany zdarzeniami tego roku nakreślił Miłosz zarys nowej wizji komunistycznego ładu, nowego wcielenia komunistycznej ideologii. Wiersz temu poświęcony zatytułował: Wyższe argumenty na rzecz dyscypliny zaczerpnięte z przemówienia na Radzie Powszechnego Państwa w roku 2068.


Wzywamy do dyscypliny, nie spodziewając się braw.
Ich brawa bowiem są nam niepotrzebne.
Lojalnym obywatelom zapewniamy opiekę
Nie żądając w zamian nic, prócz posłuszeństwa.
Jednakowoż, zważywszy na wielość doświadczeń
Wyrazimy nadzieję, że ludzie ocenią
Jak bardzo różni się słuszność linii przez nas obranej
Od ich nierozumnych supozycji i pragnień.
Śmiało powiedzieć możemy, że my, a nikt inny,
Uratowaliśmy ich z pustkowia sprzecznych opinii,
Na którym co prawdziwe nie ma pełnej wagi,
Ponieważ równą wagę ma też nieprawdziwe.
Wywiedliśmy ich stamtąd, z tej jałowej ziemi,
Gdzie każdy z nich, sam na sam ze swoją niewiedzą,
Medytował nad sensem i bezsensem świata.
Podobnie jak ich wolność, to jest nagość kobiet,
Chleb nie smakował im, bo dość go było w piekarni.
Pod nazwą Sztuki chronili dziwactwa swojej nudy
I strach codzienny mijającego czasu.
My, nikt inny, odkryliśmy Prawo Zaciemnienia,
Rozumiejąc, że umysł zostawiony samemu sobie
Sięga po rzecz ostateczną, nie na jego miarę.
My, nikt inny, odkryliśmy Prawo Zmniejszonych Celów.
Ubóstwo i gorycz albowiem są koniecznym warunkiem szczęścia.
I kiedy dziś, szaleni, złorzeczą zakazom,
Już boją się, że mogłyby zniknąć zakazy.
Zakaz pozwala im marzyć o sobie większych niż są,
Aniołach, gigantach być może, silą wstrzymanych w rozpędzie.
Ich prawda, a wiedzą to, prawdą bywa tylko wbrew naszej,
Czy też wbrew naszym kłamstwom, co przyjmujemy z humorem.
Kraj pieczonych gołąbków nęci ich i odpycha.
Spotkaliby tam tylko nicość, inaczej: siebie.
Niech więc będzie wyraźnie i jasno stwierdzone:
Rządy nasze, choć twarde, nie są bez ich zgody.
Gdyż według nowych danych większość z nich szepcze we śnie:
Błogosławione niech będą cenzura i niedostatek.
 
Wizja opowiedziana przez Miłosza („bo jest poeta w Polsce barometrem”) jest wizją totalitarną, ale jest to totalitaryzm o rysach nowych w stosunku do tego z lat bezpośrednio powojennych. Komunizm lat czterdziestych był zespoleniem siły z ideologią rewolucji społecznej; komunizm roku 1968 odwoływał się do konserwatyzmu ludzi ukształtowanych już przez życie w Przodującym Ustroju. Tamten komunizm oferował bezpieczeństwo od strachu przed Historią, ten - bezpieczeństwo od strachu przed wolnością; tamten straszył „śmietnikiem dziejów”, deklarował: „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata” i apelował: „wyklęty powstań ludu ziemi”; ten chwali się: „uratowaliśmy ich z pustkowia sprzecznych opinii”; pierwszy obiecywał totalną zmianę - drugi nieprzerwaną stabilność niewoli. Droga, którą przebył komunizm, wiodła więc od totalitaryzmu rewolucyjnego do totalitaryzmu konserwatywnego; od terroru sprawowanego na gruzach świeżo zburzonej Bastylii do policyjnego nadzoru sprawowanego zza murów Bastylii nowo wybudowanych.
Rekonstruując z wierszy i listów okoliczności epizodu początku lat pięćdziesiątych, staram się zrozumieć tamten klimat, zanurzyć się w atmosferze innej epoki. Chcę być bogatszy o doświadczenie Miłosza, chcę odnaleźć jeszcze jedną ścieżkę do jego wierszy. Bowiem udziałem Miłosza stała się jedna z najdziwniejszych przygód polskiej literatury. Ten pisarz, skłócony ze swą kulturą w jej wersji narodowo-tradycyjnej, a później też i w wersji lewicowo-radykalnej wprzęgniętej w rydwan zwycięskiego komunizmu; ten pisarz obrzucany błotem przez żurnalistów wszystkich gildii, napisał w godzinie swej klęski osobistej:
 
Tak, i to prawda że ściga mnie sfora
Handlarzy dobrym imieniem, oprawców,
Morderców per procuram. Lecz tak być powinno.
Kto w polskim pisał języku coś więcej
Niż ody czułe, nikomu niegroźne,
Co kiedykolwiek miał prócz nienawiści?
 
I oto autor tych słów miał przebyć tę niezwykłą drogę od ostracyzmu i nienawiści ku statusowi sacrum narodowej literatury; drogę zwieńczoną Nagrodą Nobla i triumfalną podróżą po Polsce. W tym sensie - myślę - dramatyzm wpisany nie tylko w pisarstwo Miłosza, ale i w jego biografię, kryje w sobie przesłanie głęboko optymistyczne. Kryje w sobie tę oto prawdę, że cnota wierności sobie i prawdomówności bywa wynagradzana...
Byłoby wszakże - myślę - spłaszczeniem, prymitywizacją tego niezwykłego doświadczenia proste stwierdzenie, że Miłosz zawsze miał rację, zaś jego adwersarze nigdy jej nie mieli. Byli wśród nich - to oczywiste - płatni złoczyńcy pióra, byli ludzie opętani manią agenturalną, niemało też było zawistnych kolegów i pospolitych matołów. Rzecz w tym jednak, że wśród oponentów Miłosza byli też inni: najświetniejsi i najuczciwsi z polskich pisarzy. Spór wokół Zniewolonego umysłu był w istocie rzeczy odzwierciedleniem różnych sposobów postrzegania i analizowania komunizmu oraz różnych biograficznych doświadczeń. Inne było argentyńskie doświadczenie Gombrowicza, inną wyniósł wiedzę i emocję z sowieckich lagrów Gustaw Herling-Grudziński, a jeszcze inną Jan Józef Szczepański z akowskiej konspiracji czy Tadeusz Borowski z Oświęcimia. Wszystkie one razem, zespolone i przemyślane, składają się na obraz doświadczenia zapisanego przez polską literaturę.
Zapis Miłosza jest tego doświadczenia składnikiem nieusuwalnym. Wydaje się, że był on zdania, iż opór przeciw diamatowi nie może sprowadzać się do odrzucenia autentycznych pytań, które diamat formułował. Komunizm postrzegał Miłosz jako ideologiczny kościół i polityczną religię. Fascynowały go rozmach i popularność Nowej Wiary wśród elit intelektualnych odreagowujących lekcję faszyzmu. By intelektualna polemika z Nową Wiarą była skuteczna, wymagała ona specyficznej wiedzy introspekcyjnej; żeby opowiedzieć o piekle, trzeba było doń wstąpić. Tylko w ten sposób mógł powstać Zniewolony umysł - ta krwią pisana opowieść o własnym życiu wewnętrznym. Tylko taka książka mogła stać się dla komunistycznych intelektualistów kładką nad przepaścią dzielącą obłęd od normalności. Dlaczego ta właśnie książka czyniła bezbronnymi mózgi największych marksistowskich teologów? Tłumaczę to tym, że Miłosz posłużył się ich własną bronią. To, co dla „niezłomnych” było bełkotem papuaskim, dla marksistów było sztychem śmiertelnym. Miłosz nie odrzucał diamatu jako steku bzdur: podejmował jego wątki i szukał odpowiedzi na formułowane przezeń pytania. Odwołując się do analogii historycznych, rzec można, iż Miłoszowa krytyka Nowej Wiary miała w sobie coś z ducha antyjakobinizmu Babeufa i antyjakobinizmu Tocqueville’a, natomiast antyjakobinizm „niezłomnego” de Maistre’a był dlań już tylko pełnym majaków snem reakcjonisty.
Miłosz miał oczywiście rację, gdy pisał o wpływie diamatu na elity młodego pokolenia w Polsce. Miał też rację, gdy przenikliwie postrzegał tragedię Tadeusza Borowskiego w kategoriach samotności między „gładką ścianą Wschodu” a murem polskim Ciemnogrodu.
Wszelako można sformułować wątpliwość, czy obraz postaw intelektualistów polskich zarysowany w listach do Wańkowicza (także w Zniewolonym umyśle) należy uznać za w pełni prawdziwy. Nie idzie mi tu o stwierdzenie oczywistości, że prywatny list objaśniający motywy własnego postępowania nie mógł przynieść pełnego opisu wachlarza rozmaitych postaw. Idzie mi raczej o to, że w konstrukcji Miłosza jest miejsce dla Andrzejewskiego i Gałczyńskiego, dla Borowskiego i Iwaszkiewicza, także dla Kuli i Krońskiego, ale nie ma go dla - powiedzmy - Stefana Kisielewskiego i Stanisława Ossowskiego, Jerzego Turowicza i Henryka Elzenberga, Zbigniewa Herberta i Hanny Malewskiej. Inaczej mówiąc: podczas analizy „zniewolonego umysłu” uwadze Miłosza uszedł problem mechanizmów oporu „umysłów suwerennych”.
Wydaje się wszakże, że nie mogło być inaczej. Bowiem bezcenna wartość listów Miłosza tkwi w ich autentyzmie, a więc w subiektywizmie świadectwa jednego z wielkich aktorów polskiego dramatu - pisarza, który kierował swe pióro:
 
Przeciw zamkniętym oczom, cierpkim ustom,
Przeciw milczeniu, które jest niewolą.
                                                          (Wezwanie)
 
Adam Michnik w eseju „Korespondencja z połowy wieku”
[Areszt śledczy- więzienie mokotowskie, Warszawa, listopad 1983]
Znalezione w: Polskie pytania, Adam Michnik; Wyd. Agora, Warszawa, 2009



Na zdjęciu atak polskich nacjonalistów na manifestanta KOD podczas społecznych obchodów 41. rocznicy wydarzeń Czerwca ’76.
Radom, 24.06.2017