W wierszu Podróżowałem po krainach złota... Keats pisze:

Poczułem się jak skromny obserwator gwiazd,
Kiedy nagle dostrzeże nieznaną planetę,
Albo jak mężny Kortés, gdy zdumionym wzrokiem
Wpatrywał się w Pacyfik (a jego załoga
Spoglądała po sobie nie wiedząc, co myśleć)
I bez słowa stał na szczycie nad Darien.

W sonecie tym Keats porównuje lekturę przekładu Homera autorstwa George’a Chapmana do na poły mistycznego stanu, w jaki wprawia odkrywcę obcowanie z zupełnie nową prawdą, kiedy pojmuje, że dokonał czegoś po raz pierwszy w historii świata. Takim pierwszym razem był moment, gdy Herschel dzięki ulepszonym narzędziom optycznym odkrył nową planetę Układu Słonecznego. Podobnych odczuć doświadczyli Hernán Cortés z towarzyszami, kiedy jako pierwsi biali ujrzeli Pacyfik po drugiej stronie kontynentu amerykańskiego. Obie te chwile z historii nauki i historii odkryć geograficznych są w pewnym sensie tożsame. Zachwyt jest jeden i ten sam, a doświadczyć go można, obcując z wielką literaturą i zagadkami Wszechświata.

W takiej atmosferze intelektualnej poszukiwanie początków życia biologicznego oraz miejsca człowieka w historii stworzenia zdawało się sprawą szlachetną i przedsięwzięciem wielkiej wagi. Charles Lyell, nauczyciel i mentor Darwina, w Principles of Geology uznał, że historia świata jest o wiele dłuższa, niż przypuszczamy, i że obecne oblicze Ziemi zostało ukształtowane przez miliony lat oddziaływań tych samych żywiołów: trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów, zjawisk klimatycznych – które obserwujemy i dziś. Akt stworzenia nie był więc jednorazowym wydarzeniem, które rozegrało się dawno temu, lecz jest nieustającym procesem.

Darwinowskie paradygmaty. Mit teorii ewolucji w kulturze współczesnej, dr hab. Dominika Oramus
Wyd. Copernicus Center Press, Kraków 2015