Antigone in front of dead Polynikes (1865),Nikiforos Lytras, National Gallery of AthensCo się tyczy Antygony, przypomnijmy, że w zakończeniu Ajschylosowych Siedmiu przeciw Tebom słyszeliśmy o rozróżnieniu dwóch poległych braci - jedne zwłoki mają być uczczone, drugie rzucone psom - jako nakazanym przez starszyznę tebańską. U Sofoklesa jest to rozkaz króla Teb, Kreona. Dzięki temu spór jest wyraźniejszy i bardziej dobitny. Antygona, sprzeciwiając się owemu przekraczającemu ludzkie prawa rozróżnieniu, występuje przeciw władzy. Podobnie wystąpił przeciw władzy, kosmicznej tym razem, Prometeusz broniący ludzi wbrew Zeusowi. Jak Sofoklesowi, tak przedtem Ajschylosowi sprawa nie wydawała się prosta. Zawsze przekonani o ułomności ludzkiej Grecy wcale nic byli pewni, czy Prometeusz słusznie ocalił ludzi, gdy Zeus chciał zasiać na ziemi nowy, lepszy rodzaj istot. Prometeusz to w oczach Ajschylosa wzniosły męczennik, ale też występujący przeciw legalnym rządom buntownik.

W naszym XX wieku ów przejmujący mit o Prometeuszu, do którego tak chętnie odwoływała się tradycja romantyczna, jawi się nam jako jeszcze bardziej dramatyczny. Dziś wiemy bowiem, jak kosztowne są rewolucje. Dlatego wątpliwy może się nam wydać romantyczny prometeizm. Mit o Prometeuszu to mit o buncie. Jego przeciwieństwem jest troska o stabilizację, o ład. Oczywiście, będąc ludźmi, cieszymy się, że ludzkość została zachowana. Zeus jednak troszczy się o świat, a Prometeusza to właściwie nie obchodzi. Tak przynajmniej zdaje się rzecz widzieć Ajschylos.

Podobnie w tragedii Sofoklesa sprawa nie jest prosta. Nie tylko Kreon, lecz i Antygona, oboje grzeszą przeciw pokorze, jaką jest trzeźwe widzenie świata, ludzi i siebie. Kreon w zażartej trosce o państwo przekracza dostępne dla ludzkiej władzy granice, Antygona zaś buntuje się tak kategorycznie i tak wzgardliwie, że dostojnym Tebańczykom wydaje się obłąkana. Kreon stanie się samotny, gdy zrozumie swoje bezprawie. Antygona pije gorycz samotności już wcześniej. Widzimy, jak ją traktują szacowni Tebańczycy. A popychana przez strażnika, słuchająca jego groteskowych wywodów, na pewno zdaje sobie sprawę z tego, jak jest samotna wobec prostaka troszczącego się szczerze i naiwnie tylko o własną skórę. To już podwójna samotność. Uznamy ją za potrójną, gdy przypomnimy sobie, że ukochana siostra, Ismena, nie chciała zbuntować się razem z Antygoną, a kiedy nawraca się i chce z nią cierpieć, ta, zamknięta w swojej goryczy, odrzuca ową ofiarę. Całą mocą swojej sztuki Sofokles uwydatnia wielkość Antygony, trwającą dla nas i mającą trwać zawsze. To jest istota, która u dramaturga XX wieku mówi: „Urodziłam się po to, żeby powiedzieć »nie« i umrzeć”. Ale zarazem czujemy, że Sofokles jednak rozumiał więcej. Myślał również o tej ludzkości, która pozostanie na ziemi. Samą Antygonę też najpilniej starał się pojąć. O co ostatecznie ona się troszczy, gdy już się jej objawiła nieuleczalna samotność? O swoich najbliższych, najdroższych. I o wieczność otwierającą się za strefą tej samotnej miłości.

Główne przeciwieństwa, odsłaniane w tragediach greckich, jak przedtem w greckim eposie, są nierozwiązalne. To jest podstawa milczącej formy eposu i teatru, nieraz nie pojmowanej. W ciągu wieków usiłowano wydobywać z Homerowego eposu na przykład zasady etyki stoickiej. Albo mniemano, że słowa Achillesa w Iliadzie (18,107) potępiające spór (zganione, jak podaje Arystoteles w Etyce eudemejskiej, 7,1, przez Heraklita, utrzymującego, że nie może być harmonii, jeśli nie ma dźwięków wysokich i niskich, i nie ma istot żywych bez pierwiastka żeńskiego i męskiego, przeciwnych sobie nawzajem): wypowiedziane w takim stanie ducha, jaki miał przecież przeminąć, odgrywają w poemacie większą rolę niż liczne inne sentencje głoszone przez bohaterów w różnych okolicznościach. Zauważmy teraz, że chór Tebańczyków w Antygonie wypowiada laudację przemyślnej siły człowieka, którą nagle przerywa groźnym ostrzeżeniem, podobnie jak kiedyś książę Hamlet swoją pochwałę człowieczeństwa roztrąci pytaniem: „Lecz dla mnie czymże jest ta kwintesencja prochu?” - pytaniem, jak tamto ostrzeżenie i jak wcześniejsze westchnienie Achillesa, też przecież zależnym od nastroju, lecz mającym również treść głębszą.

Poeci epopei i teatru powtarzają te zdania, lecz ich własna myśl jest, jak się zdaje, gdzie indziej, głębiej. Może to jest tak, że rozpoznanie nierozwiązalności wewnętrznych antynomii świata każe artyście, który nie chce ani łudzić się, ani bezsilnie płakać, kształtować milczącą formę, taką, o jakiej będzie mówił John Keats w Odzie na urnę grecką:

Attycki kształcie! Piękna sceno, gdzie tak wiele
Dziewcząt, chłopców, w marmurze wykutych, roztrąca,
Biegnąc, gałęzie lasu i zdeptane ziele!
Wabisz nas i uwalniasz od myśli, milcząca
Formo, jak wieczność. Zimna Eklogo! Gdy w pyle
Szarego czasu zgaśnie to wokół nas życie,
Gdy inne życie inny, niż ten, ból zaciemni,
Ty przetrwasz, aby ludziom znów mówić: Widzicie?
„Piękno jest prawdą, prawda pięknem” - tylko tyle
Można wiedzieć i warto wiedzieć tu na ziemi.

Milcząca forma, jaką jest i epos, i dziedziczący po nim artystyczny zamysł teatr grecki, rozrasta się pod rękami artysty, z nasienia staje się rośliną i drzewem, wielką formą. Szumi wieloma głosami. I radością, i goryczą.

Zygmunt Kubiak, Literatura Greków i Rzymian

Antigone in front of dead Polynikes (1865),Nikiforos Lytras, National Gallery of Athens
Antigone in front of dead Polynikes (1865), Nikiforos Lytras, National Gallery of Athens