samotnica dwa zycia marii dulebianki"Gdy ofi­cjal­nie ogło­szo­no kan­dy­da­tu­rę Du­lę­bian­ki, do wy­bo­rów zo­stał za­le­d­wie ty­dzień.
Oczy­wi­ście wia­do­mo, że głosy od­da­ne na ko­bie­tę zo­sta­ną ze wzglę­dów for­mal­nych unie­waż­nio­ne. Cho­dzi o ma­ni­fest, który zwró­cił­by uwagę opinii pu­blicz­nej. A do tego po­trzeb­na jest po­waż­na kam­pa­nia.
Ko­mi­tet Rów­no­upraw­nie­nia Ko­biet nie próż­nu­je. Do re­dak­cji lwow­skich gazet ro­ze­słał ode­zwę za­pra­sza­ją­cą na ze­bra­nie przed­wy­bor­cze. Pod koniec lu­te­go, jak pi­sa­ła „Zorza Oj­czy­sta”, „na mu­rach Lwowa po­ja­wi­ły się, po raz pierw­szy od kiedy Lwów Lwo­wem, afi­sze, czyli dru­ko­wa­ne ogłosze­nia, wzy­wa­ją­ce do gło­so­wa­nia przy wy­bo­rach na ko­bie­tę, p. Marię Du­lę­bian­kę, i za­pra­sza­ją­ce na zgro­ma­dze­nie przed­wy­bor­cze, na którym ona wy­gło­si swą mowę kan­dy­dac­ką”.
Z Dru­kar­ni Udzia­ło­wej przy ulicy Ko­per­ni­ka wy­cho­dzą ko­lej­ne ogło­sze­nia. Pla­ka­ty z za­pro­sze­niem na wiec. Po­dłuż­ne, czer­wo­na­we afi­sze z hasłem ape­lu­ją­cym do su­mień wy­bor­ców. Oszczęd­ne ulot­ki z rącz­ką wska­zu­ją­cą na na­zwi­sko kan­dy­dat­ki. Druki tłu­ma­czą­ce do­nio­słość głosowania na ko­bie­tę. „Do­ko­naj­cie aktu spra­wie­dli­wo­ści wobec po­ło­wy lud­no­ści na­sze­go mia­sta” – pro­szą dzia­łacz­ki.
Kam­pa­nia za­le­wa­ją­ca Lwów robi nie lada wra­że­nie. „Efek­tow­ne i rzu­ca­ją­ce się w oczy są pla­ka­ty p. Du­lę­bian­ki” – po­twier­dza „Ga­ze­ta Na­ro­do­wa”.
Kon­ku­ren­cja jest jed­nak spora.


„We Lwo­wie pro­wa­dzo­ną jest walka wy­bor­cza iście na ame­ry­kań­ski spo­sób” – do­no­si ko­re­spon­dent „Dzien­ni­ka Po­znań­skie­go”. „Od dwóch tygodni ob­kle­ja­ne są wszyst­kie miej­sca, gdzie wolno umiesz­czać ogło­sze­nia, pla­ka­ta­mi róż­no­ko­lo­ro­wy­mi sła­wią­cy­mi za­le­ty roz­ma­itych kandydatów. Ta wojna pla­ka­to­wa pro­wa­dzi się w ten spo­sób, iż każde stron­nic­two stara się za­kle­jać swo­imi pla­ka­ta­mi ob­wiesz­cze­nia przeciwnika”. Pod ratuszem agi­ta­to­rzy roz­da­ją prze­chod­niom ulot­ki, a „po uli­cach cho­dzą pro­ce­sje z ta­bli­ca­mi pla­ka­to­wy­mi”.
Tym­cza­sem w ku­ror­cie nad Ad­ria­ty­kiem też trwa go­rącz­ko­wa praca. Za­afe­ro­wa­na Ko­nop­nic­ka opi­su­je potem w li­ście: „Dwa dni – mowa go­to­wa. Du­lę­bian­ka z wy­pie­ka­mi na twa­rzy nie je, nie śpi, tylko pa­ku­je w sie­bie brom, który jej nic nie po­ma­ga. Wy­jeż­dża – je­dzie na Peszt, w Pesz­cie zatrzy­mu­je się dzień, żeby tro­chę opa­no­wać i sie­bie, i tę mowę. Po dwóch no­cach po­dró­ży staje we Lwo­wie w pią­tek rano, a w pią­tek o 4 ma mowę”.
Bied­na Maria, musi padać ze zmę­cze­nia. Nikt chyba tego nie za­uwa­ża, gdy 29 lu­te­go staje w sali To­wa­rzy­stwa Pe­da­go­gicz­ne­go przy ulicy Zimoro­wi­cza (dziś Dżo­cha­ra Du­da­je­wa).
„Wcho­dzi na try­bu­nę kan­dy­dat­ka na posła, Maria Du­lę­bian­ka. Bi­je­my mocne brawa. Biją okla­ski wszy­scy. Du­lę­bian­ka jak zwy­kle w ciem­nym angiel­skim ko­stiu­mie, w ja­snej ka­mi­zel­ce ozdo­bio­nej kra­wa­tem za­wią­za­nym pod szyją. Wy­so­ka, smu­kła, z krót­ką czu­pry­ną nad wy­pu­kłym czołem. Na przy­mru­żo­nych jakby oczach z cięż­ki­mi po­wie­ka­mi zwic­ker, bi­no­kle na czar­nym sznu­recz­ku. Twarz, o któ­rej nie można po­wie­dzieć: pięk­na, lecz trze­ba rzec: cha­rak­te­ry­stycz­na, taka, ja­kiej się nie za­po­mi­na” – wspo­mi­na­ła młod­sza ko­le­żan­ka fe­mi­nist­ka, Ro­ma­na Pa­chuc­ka, ogrom­nie prze­ję­ta wy­stą­pie­niem pierw­szej ko­bie­cej kan­dy­dat­ki. „Jesz­cze się pcha­ją spóź­nie­ni go­ście, ci, dla któ­rych brak miejsc w sali, tło­czą się, by przejść do po­ko­jów są­sied­nich. Za­le­ga cisza”.
Tłum za­peł­nia nawet ko­ry­ta­rze. Nie­któ­rzy w po­śpie­chu wy­sta­wia­ją przez okno krze­sła, by zro­bić wię­cej miej­sca dla pu­blicz­no­ści.
„Sza­now­ni Oby­wa­tel­ki i Oby­wa­te­le! Je­że­li przy­ję­ty zwy­czaj wy­po­wia­da­nia swego po­li­tycz­ne­go credo przy ubie­ga­niu się o man­dat po­sel­ski obowią­zu­je kan­dy­da­tów, któ­rych praca, za­słu­gi, prze­ko­na­nia lub brak tych­że – są do­brze i po­wszech­nie znane współ­o­by­wa­te­lom, to ro­zu­miem, że zwy­czaj ten obo­wią­zu­je po­dwój­nie mnie” – za­czy­na skrom­nie Du­lę­bian­ka. Z po­cząt­ku mówi cicho, ale z mi­nu­ty na mi­nu­tę na­bie­ra pew­no­ści sie­bie. Raz po raz prze­ry­wa­ją jej hucz­ne okla­ski.
W prze­mo­wie bra­ku­je kon­kret­nych po­stu­la­tów po­li­tycz­nych. Du­lę­bian­ka roz­ta­cza przed słu­chacz­ka­mi i słu­cha­cza­mi ra­czej pe­wien ho­ry­zont poglądów, wizję zmia­ny, ogól­ne opi­nie w naj­bar­dziej pa­lą­cych kwe­stiach. Jest świet­nie przy­go­to­wa­na. Mowa jest zręcz­na re­to­rycz­nie, bez rozwlekło­ści i ba­na­łów. Opła­ca­ło się za­rwać kilka nocy.
Mówi o naj­bliż­szych jej sercu spra­wach, ta­kich jak walka o prawa wy­bor­cze ko­biet, dą­że­nie do au­to­no­mii na­ro­do­wej czy re­for­ma szkół, „aby wycho­wy­wa­ły nam nie au­striac­kich urzęd­ni­ków, lecz wol­nych, do wszel­kiej pracy ukwa­li­fi­ko­wa­nych pol­skich oby­wa­te­li”.
Nie ucie­ka od trud­nych te­ma­tów. Ape­lu­je o szu­ka­nie po­ro­zu­mie­nia z Ru­si­na­mi, jak na­zy­wa Ukra­iń­ców. Kwe­stie po­li­tycz­ne spro­wa­dza do bar­dziej uni­wer­sal­nych, etycz­nych roz­strzy­gnięć: „Ale im wię­cej oj­czy­znę wła­sną ko­cha­my, im wię­cej pra­gnie­my mieć ją wiel­ką, wolną i szczę­śli­wą, tym wię­cej strzec jej mu­si­my od wszel­kich błę­dów i skazy. Mu­si­my strzec, ażeby pod da­chem tej na­szej oj­czy­zny nie dzia­ła się krzyw­da ni­ko­mu, a spra­wie­dli­wość wy­mie­rza­na była wszyst­kim”.
Z po­dob­ną em­pa­tią stara się pa­trzeć na re­la­cje polsko-żydowskie. Nie tylko przy­po­mi­na długą wspól­ną hi­sto­rię, lecz szuka także zro­zu­mie­nia dla dążeń czę­ści Żydów: „Zresz­tą o ile w tych prą­dach sy­jo­ni­stycz­nych nie dzia­ła­ją po­bud­ki ne­ga­tyw­ne, wro­gie nam, lecz czyn­ni­ki ja­kichś bu­dzą­cych się no­wych aspi­ra­cji na­ro­do­wych, nie wiem, czy mamy prawo tłu­mić je w ja­ki­kol­wiek spo­sób”.
Kan­dy­da­tu­ra Du­lę­bian­ki ma cha­rak­ter bez­par­tyj­ny, ale już w Po­li­tycz­nym sta­no­wi­sku ko­bie­ty na­po­mknę­ła, które stron­nic­two jest jej naj­bliż­sze. „Nie na­le­ża­łam – w tej chwi­li rów­nież nie na­le­żę do żad­ne­go z nich. Za­zna­czyć tu tylko mogę moje sym­pa­tie – a sym­pa­tie moje są po stro­nie Polskie­go Stron­nic­twa Lud[owego]. Tego mło­de­go stron­nic­twa, które nie­za­wod­nie po­peł­ni­ło nie­je­den błąd tak­tycz­ny, wszak­że nigdy nie ze­szło z pro­stej swej drogi.
[...] Było za­wsze wy­ra­zi­cie­lem idei wol­no­ści” – przy­zna­je w swo­jej mowie.
Trud­no się dzi­wić. To po­li­ty­cy PSL-u na­le­żą do głów­nych so­jusz­ni­ków jej kam­pa­nii. W ruchu lu­do­wym od sa­me­go po­cząt­ku ol­brzy­mią rolę odgrywa zaś za­stęp dzia­ła­czek oświa­to­wych – na­uczy­cie­lek, kie­row­ni­czek szkół rol­ni­czych, re­dak­to­rek pism dla miesz­kań­ców i miesz­ka­nek wsi – któ­rym fe­mi­ni­stycz­ne idee są bar­dzo bli­skie.
Na ko­niec kan­dy­dat­ka ape­lu­je o pod­ję­cie dzia­łań, „bo oto idą nowe czasy. Bo oto w oczach na­szych do­ko­nu­ją się gwał­tow­ne prze­wro­ty politycznych i spo­łecz­nych ustro­jów i wie­rzeń. [...] Taki mo­ment de­cy­du­ją­cy prze­ży­wa­my obec­nie w Eu­ro­pie, więc nie wolno nam stać z założonymi rę­ko­ma. Dla­te­go i my peł­nych oby­wa­tel­skich praw żą­da­my. Dla­te­go i ja po­zwo­li­łam sobie sta­nąć dziś przed Wami”.
Roz­le­ga­ją się brawa. Zgro­ma­dze­nie jed­no­gło­śnie uchwa­la po­par­cie dla jej żądań.
Nie obywa się jed­nak bez prze­szkód. „Z po­cząt­ku ogrom­ny ścisk wy­wo­ły­wał co chwi­la prze­rwy” – przy­zna­wał „Czas”. Bar­dzo przy­chyl­ny Dulębian­ce „Ku­rier Lwow­ski” do­da­wał, „że jak­kol­wiek grup­ka ja­kichś nie­do­rost­ków usil­nie chcia­ła je za­kłó­cić, prze­cież usi­ło­wa­nia te speł­zły na niczym, a ob­ra­dy zu­peł­nie nie ucier­pia­ły na po­wa­dze”.
Zaraz pada po­mysł, by przed wy­bo­ra­mi urzą­dzić jesz­cze jedno spo­tka­nie. Na­stęp­ne­go dnia Du­lę­bian­ka wy­stą­pi więc w sali sto­wa­rzy­sze­nia rękodziel­ni­ków „Gwiaz­da” przy Fran­cisz­kań­skiej (obec­nie Wła­di­mi­ra Ko­ro­len­ki). Roz­wi­ja tam sze­rzej kilka myśli ze swo­jej prze­mo­wy, potem sypią się py­ta­nia. Na przy­kład: czy kan­dy­dat­ka jest za do­pusz­cze­niem ko­biet na wszyst­kie kie­run­ki uni­wer­sy­tec­kie? Oczy­wi­ście. Lu­do­wiec Mi­chał Grek za­pew­nia, że jego par­tia bę­dzie wal­czy­ła o prawa ko­biet. Ktoś inny de­kla­ru­je: „każdy, kto sza­nu­je swą matkę i sio­strę – ten głos odda na p. Dulębian­kę”.
Do Ko­nop­nic­kiej do­cie­ra zaś te­le­gram od re­dak­cji „Ku­rie­ra Lwow­skie­go” z proś­bą o przy­go­to­wa­nie syl­wet­ki Du­lę­bian­ki. Ter­min: na już. „Mało co jest po pół­no­cy. Wsta­ję – i piszę do rana. Wy­sy­łam. Nie wy­pa­da­ło mi ina­czej. Ale wie­dząc, jak Dulęb[ianka] nie lubi, żeby się o niej roz­pi­sy­wać, tele­gra­fu­ję o tym do niej, żeby się miała na bacz­no­ści przed tą moją syl­wet­ką i jeśli nie chce – za­po­bie­gła temu” – przy­zna­je córce po­et­ka.
Nie za­po­bie­gła. W przed­dzień wy­bo­rów na pierw­szej stro­nie dzien­ni­ka Maria prze­czy­ta wiel­ce po­chleb­ny ar­ty­kuł na swój temat. Na wszel­ki wypadek Ko­nop­nic­ka za­koń­czy go sło­wa­mi: „nie­chaj mi prze­ba­czy, że o niej mówię – ta, o któ­rej mówię”.
Przede wszyst­kim stara się na­kre­ślić „pro­fil du­cho­wy” przy­ja­ciół­ki. Ogrom­nie ceni jej wraż­li­wość, ener­gię, nie­zgo­dę na zło i bez­pra­wie, „ide­ały etycz­ne, szcze­rą, sze­ro­ką myśl de­mo­kra­tycz­ną”.
„Wy­znaw­czy­ni bez­względ­nej spra­wie­dli­wo­ści, al­tru­ist­ka wal­czą­ca z ego­izmem na wszel­kim polu życia, jeden ma fa­na­tyzm – dobra, i jed­nej tylko ulega nie­wo­li – nie­wo­li obo­wiąz­ku. Poza tym sama wy­zwa­la się z próż­no­ści i ma­ło­ści wszel­kiej. Jej po­stać jest zja­wi­skiem wy­twor­nej pro­sto­ty” – nie może się na­chwa­lić po­et­ka. Ude­rza w nieco pa­te­tycz­ne tony, ale po­krót­ce opi­su­je także do­tych­cza­so­wą dzia­łal­ność Marii. Ma ten kom­fort, że zna ją jak nikt inny.
„Jutro – wy­bo­ry. Na­tu­ral­nie, klap­nie jak długa. Ale cie­ka­wa rzecz, ile bę­dzie miała gło­sów” – za­sta­na­wia się Ko­nop­nic­ka 1 marca 1908 roku.
Od­po­wiedź brzmi: 511, w tym 100 zło­żo­nych przez ko­bie­ty. Gło­so­wa­ło 5 305 wy­bor­ców, więc Du­lę­bian­kę wy­bra­ła nie­mal co dzie­sią­ta osoba.
Każdy mógł oddać głos na sze­ściu kan­dy­da­tów, tylu re­pre­zen­tan­tów Lwowa za­sia­da­ło bo­wiem w Sej­mie. W wy­bo­rach wy­star­to­wa­ło aż siedemnaście osób, przez co głosy były bar­dzo roz­pro­szo­ne. Listę za­my­kał kan­dy­dat na­uczy­ciel­stwa, Jan So­le­ski (341), na­to­miast ad­wo­kat Michał Wa­sung ledwo wy­prze­dził Du­lę­bian­kę (535).
Może wynik Marii byłby jesz­cze lep­szy, gdyby do­pi­sa­ła fre­kwen­cja – w sumie upraw­nio­nych do gło­so­wa­nia było 17 393 osób – a lokal wy­bor­czy zo­stał le­piej przy­go­to­wa­ny. „Gło­so­wa­nie ustne na sze­ściu po­słów za­bie­ra wiele czasu, wy­bor­cy tedy mu­sie­li w ści­sku i go­rą­cu, po­ubie­ra­ni w palta, futra, ka­lo­sze itd. cze­kać po trzy i wię­cej go­dzin, zanim przy­szła na nich kolej” – na­rze­kał, cał­kiem słusz­nie, dzien­ni­karz „Ga­ze­ty Na­ro­do­wej”. Dzie­sięć ra­tu­szo­wych po­miesz­czeń zde­cy­do­wa­nie nie wy­star­czy­ło. Gło­so­wa­nie prze­cią­gnę­ło się do dzie­sią­tej wie­czo­rem, a w jed­nej sali aż do pół­no­cy.
Re­zul­tat mogła rów­nież zmie­nić dłuż­sza kam­pa­nia. Wiele ko­biet za­wcza­su prze­ka­za­ło swój głos peł­no­moc­ni­kom, nie wie­dząc jesz­cze o kandydatu­rze ko­bie­cej.
Tak czy ina­czej głów­ny cel Ko­mi­te­tu Rów­no­upraw­nie­nia Ko­biet zo­sta­je osią­gnię­ty: prze­kaz akcji jest kla­row­ny, wszy­scy mówią o żą­da­niach Polek.
„Nadto wy­stę­pu­je kan­dy­dat­ka p. Maria Du­lę­bian­ka, na którą od­da­ne głosy będą nie­waż­ne, a mają na celu ma­ni­fe­sta­cję, że ko­bie­tom przy­znać nale­ży prawo gło­so­wa­nia” – za­zna­cza na przy­kład kra­kow­ska „Nowa Re­for­ma”. Ga­ze­ty przez kilka dni roz­pi­su­ją się o wy­bo­rach, wie­lo­krot­nie powta­rza­jąc tę in­for­ma­cję.
„Jest to ko­bie­ta po­stę­po­wa” – przed­sta­wia Du­lę­bian­kę war­szaw­skie pismo „Po­chod­nia”. Inne ga­ze­ty, za Ko­nop­nic­ką, uwa­ża­ją, że to „ide­owa kandy­da­tu­ra”. O ko­bie­cej kam­pa­nii wspo­mi­na także prasa au­striac­ka.
Wiele cza­so­pism pu­bli­ku­je zdję­cie Marii wy­ko­na­ne we lwow­skim ate­lier fo­to­gra­ficz­nym Marka Münza. Stoi po­waż­na, wy­pro­sto­wa­na, w ciem­nym ko­stiu­mie ozdo­bio­nym tylko za­wią­za­ną pod szyją ko­kar­dą. Krót­kie włosy za­cze­sa­ne do tyłu, na nosie obo­wiąz­ko­we bi­no­kle.
Cała Du­lę­bian­ka.

Karolina Dzimira-Zarzycka, Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki
Wydawnictwo Marginesy, 2022