|
| Tętno życia, jego świadoma bliskość zawarta w tchnieniu Boga, który szeptem wiatru zamyka słońca promienie okraszone wodą rosy w zielonej tkance. Doskonałe struktury chlorofilowych anten zbierających szept Przedwiecznego, by wzbudzić te stany energetyczne, których istotą są narodziny pokarmu dla tych istnień, które żyją w cieniu Jego świadomości. Doskonały proces życia czującego Ten oddech. Być rośliną, posmakować szeptu, doznać cienia karboksylacji, poczuć nieskończoność...
W pierwszym napotkanym odludziu, przemoczony niebem, szalony, wieczorny spacer po deszczowej łące, do której skradał się już mrok gwiazd. Bez ubrań, smagany deszczem oraz euforią zmęczenia, tarzałem się w zieleni z dzikim śmiechem. Scena jak z Bożej podszewki. Widocznie musiałem. Wędrówka przez trawy, pokrzywy i osty bagnistego brzegu. Byle do zimnego strumienia. Kąpiel z ciarkami i brakiem tchu w lodowatej wodzie. Zmyć wysiłek dnia, oddać sól na powrót ziemi. Szaleństwa ciąg dalszy. Burzowe mormorando [mruczenie] do kojącej dłoni Morfeusza, wyciągniętej w moją stronę. Preludium nocy kolejnej. Brak sił i światła zastałem na Czartowcu. Tutaj się spotkaliśmy. Obóz myśli rozbity na samym szczycie ludzkiej oddali. W cichej dzikości serca - pomruki nieboskłonu. Dotyk lęku, drgań powietrza wypełnionego ozonem. Słabo wyczuwalny, lecz zawsze. Stal nieba przybierała na sile. Nieśmiałe błyskawice, pomruki jeszcze odległe. Mała polana na szczycie, wyrwana zielonej sile. Tylko darń borówek, powykręcanych drzew, osmolonych kamieni. Szelest liści i igieł sosnowych wzbierał na sile. Totentanz drzew zawodzących zapomnianą pieśń:
Czaiła się w ciemnej ścianie lasu. Nie, jeszcze jej nie widziałem. Fiolet nocy. Czartowiec. Baza ludzi umarłych, następnych w kolejce do raju. Za późno na ucieczkę. Dzieje się to, co musi. Fatum na przypalonym Czartowcu. Pieśń przyrody con tutta ta forza [z całą siłą] opanowała zieleń, moje myśli, lęki, emocje. Nie było nic. Pustka duszy, samoczynny bieg wydarzeń, wolność zniewolona, spokój i jego brak. Nieważne. Tylko to jedno. Poddanie się woli otoczenia. Stałem się częścią tej pieśni, która będąc żywiołem, nie wymagała emocji. Posłuszeństwo, brak alternatywy. Wolność oddychania. Twoi wierni emisariusze; tempo błysków i grzmotów: ostinato [uporczywie], risoluto [zdecydowanie], con fuoco [ogniście, z temperamentem]. Zaś ty sama, wyzuta z emocji, niepoprawie przez ludzi uczyniona kobietą. Nie taką cię zobaczyłem. Czarno brązowy strój przypominający habit braci mniejszych pozbawiony przepasania. Kaptur skrywał w cieniu twarz, której nie dano mi zobaczyć. Stałaś nieopodal. Cicha, spokojna, bez majestatu emocji. Długotrwałe uczucie wieczności wyjęte poza nawias czasu. Natchnienie końca spokoju, że to już teraz. Nie osądzałaś, zwyczajnie będąc. Nie niosłaś bólu, strachu dla zwierzęcia, po które przybyłaś. Matko rzeki, zza której nie ma już powrotu; byłaś piękna. Prawdziwym wodzem i zwycięzcą na polu bitwy i okazuje się nie człowiek, lecz śmierć.2 Ty nic nie wzięłaś, a ja nic nie wygrałem. Wracała pieśń pleciona błyskawicami rozsierdzonego nieba, ciepłym deszczem, wiatrem w szczytach drzew kołysanym. Wówczas powracał też instynkt strwożonego zwierzęcia, które w swojej podświadomości szukając świtu, otrzymywało drogę w nieskończoność rzeki bezpowrotnej. Wróciłaś jeszcze jeden raz dając spokój, bezczasowość, nietrwałość spraw i rzeczy. Dopiero kogut z podgórskiej doliny zakończył nawałnicę oraz to nasze, dwukrotne jednej nocy spotkanie. Zostałem brudny, przepocony, niewyspany. Tak nastał kolejny świt. Znowu żyłem, pozostając przy pytaniu: dokąd to wszystko? Mrok minionych dni zapada w Górach Bialskich o wiele szybciej. Pamięć, chociaż iluzoryczna i szczątkowa zostaje na dłużej tylko w nielicznych świadkach tych stron. Bo to koniec świata, gdzie nie ma nic, a jednak jest wszystko, gdy chce się to zobaczyć. Co staje się legendą, co jest prawdą, nie mitem? Źródła rwane, rozbieżne. Tutaj natura szybciej odzyskuje to, co jej należne, a przez ludzi na chwilę wyrwane. W swojej drapieżności jest zawsze młoda.
Jak Marek Hłasko, który po usunięciu ze szkoły pracował w tym rejonie przy zwózce drzewa (1950/1951). Efektem była powieść Następny do raju. W oparciu o ten tekst powstał film Baza ludzi umarłych. Pytano mnie wielokrotnie - napisze po latach w Pięknych dwudziestoletnich - czy rzeczywiście było tam tak, jak o tym napisałem. Nie, nie było tak. Było o wiele gorzej.3 W opowiadaniu czytamy: "Zamieniliście [komuniści] Polskę w tak wielki obóz koncentracyjny, że nie potrzeba nawet drutów kolczastych i psów, gdyż i tak nie ma gdzie uciec." Gdy kilka lat później był z Osiecką, tak mu pisała: "[...] Marek, masz w sobie to najpiękniejsze, co może mieć człowiek prawdę. Nie chcesz być taki jak świat, w którym żyjesz. Nie zgadzasz się na ten świat. Jesteś najodważniejszy z naszego pokolenia, bo widzisz prawdę nawet tam, gdzie to bardzo boli. Jesteś bardzo piękny i bardzo wiele wart. Dlatego bzdurą są te złe słowa, które o sobie mówisz. I bzdurą jest to, czego się boisz że już nie będziesz pisać. Nie zrezygnujesz z prawdy, więc będziesz pisał. Także najlepiej w naszym pokoleniu. chyba, że przestaniesz się buntować. Ale to Ci nie grozi, wiem o tym. Kończę ten trudny list i proszę Cię, żebyś i Ty czasem zostawił kartkę "szukałem Ciebie". Do widzenia, kochany. Twoja Agnieszka".4 Miało to w historii swoją kontynuację. Dużo później spotykali się w tych stronach opozycjoniści polscy, czescy oraz słowaccy (m.in. Jacek Kuroń, Václav Havel)5.
Odległy skrawek pogranicza bogaty jest w swoje opowieści. Film o męskim świecie. Poetycka niezgoda na PRL. Kręcenie filmu, podczas którego odbywały się szaleńcze jazdy po wódce po wódkę, jak wynika z relacji ówczesnego sołtysa Drausa. Spotkania opozycjonistów na górskich przełęczach. Diabeł, który wg legendy pod postacią pięknej dziewczyny wabił podróżnych i zrzucał na nich skały6 z Czartowca.
Jest piękny w słońcu, mroczny o zmierzchu, tajemniczy nocą. Śmiertelnie groźny podczas burzy, gdy można spotkać tę postać, o której wcześniej pisałem, a nie był to diabeł.
NETOGRAFIA:
2Cytat z: Pieśni i tańce śmierci będącego cyklem czterech pieśni na głos z fortepianem Modesta Musorgskiego powstały na przestrzeni lat 1875-1877. 6Wycieczka na Łupkową oraz Czartowiec i ?Ostatni do raju? Marka Hłaski. "Lectiones tenebrarum to ciemne jutrznie, nabożeństwo odprawiane podczas Triduum Paschalnego. Oparte przede wszystkim na Psalmach i Księdze Jeremiasza, przywołujące żydowską rozpacz po zburzeniu świątyni jerozolimskiej, rozpamiętywały Mękę Pańską. Podczas nabożeństwa gaszono kolejne świece, a wierni zanurzali się w mroku. W końcu pozostawał tylko jeden ognik ? znak nadziei zmartwychstania". Gazeta Wyborcza, 04.08.2009r.
CDN... |


... niekiedy wilkiem