Potocki zawsze uważał się za uczonego; swoim pracom historycznym poświęcił najwięcej energii i myślał, że świat za pośrednictwem władców i ludzi nauki okaże mu uznanie, na które, jak mniemał, zasłużył. Srogo się mylił! Oczywiście, uznanie miało nadejść, ale nie za sprawą owego nagromadzenia dzieł, które miały wyczerpać ogół ludzkiej wiedzy na temat przeszłości, lecz jakby z ukosa, dzięki powieści, którą pisał i wciąż przetwarzał na nowo przez dwadzieścia lat: Rękopisowi znalezionemu w Saragossie, książce, która dzięki możliwościom odzwierciedlenia, zobrazowania i syntezy właściwych fikcji odpowiada zwycięsko, lecz nie bez ironii, na uogólniające ambicje uczonego. Jakkolwiek globalne ujęcie historii powszechnej okazuje się niemożliwe do urzeczywistnienia w traktatach, możliwa jest powiść-summa: suma wiedzy, języków użytych do opisania tej wiedzy, form, figur i motywów, które nadają kształt literaturze światowej.
Jest to jedna z tych wielowarstwowych książek, które zdolne są uwieść czytelników wszelkiej kategorii: od najbardziej naiwnych, tych, którzy będę wędrowali przez nią jak przez ogród cudów, po najbardziej uczonych, którzy z upodobaniem zechcą odtworzyć bezkresny katalog źródeł. Oczywiście większość książek i autorów, do których pisarz odsyła nas mniej lub bardziej pośrednio, należy do intelektualnego świata, jaki go ukształtował: do stulecia filozofów. Można nawet wysunąć tezę, że Rękopis znaleziony w Saragossie jawi się jako ostatnia wielka powieść europejskiego Oświecenia. Nie z uwagi na to, że deszyfrując fundamentalne aluzje i odniesienia, pozwala sporządzić coś w rodzaju katalogu idealnej biblioteki Oświecenia, ale dlatego, że dopuszczając do głosu, i to w tej samej przestrzeni powieściowej, różnorodne odpowiedzi na najistotniejsze pytania natury filozoficznej, religijnej, naukowej i poetyckiej, Potocki ustawia czytelnika, podobnie jak swego powieściowego bohatera, na pozycji szczególnej, pozwalając mu zająć postawę krytyczną, zmierzającą do zrelatywizowania powagi każdej z tych odpowiedzi, łącznie z tymi, które rozpaliły oświeceniowy entuzjazm: encyklopedyzm, racjonalizm czy nawet materializm.
Jeżeli można powiedzieć, że Rękopis znaleziony w Saragossie postawił swego rodzaju końcową kropkę nad bogatą spuścizną europejskiej powieści oświeceniowej i jeżeli możemy przy tej okazji mówić o jej końcu, dopełnieniu, ostatniej metamorfozie, dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że dzieło Potockiego jawi się jako powieść zmierzchowa. Co wcale nie oznacza, że jest to powieść żałoby, klęski czy niepowodzenia. Piękno zmierzchu, jakie malarze i poeci doby romantyzmu celebrują właśnie w czasie, kiedy Potocki rozstaje się z życiem, z pewnością nie umknęło autorowi tej bezkresnej opowieści, w której mechanizm napędzający śmierć i ponowne narodziny dnia uruchamia się sześćdziesiąt jeden razy. Samobójstwo naszego protagonisty może być zresztą postrzegane zgodnie z tą samą logiką: z pewnością jako gest rozpaczy, oznaka wyczerpania lub fatalny skutek melancholii; ale przede wszystkim, jak nam wyraźnie podpowiadają drobiazgowe przygotowania poprzedzające końcowy strzał, jest to akt podporządkowany rozumowi; rozumowi, który błądzi, być może, ale jest mimo wszystko rozumem, zwłaszcza rozumem krytycznym. Ksiądz, który jako pierwszy odkrył zwłoki, miał później powiedzieć, że najstraszniejsze dla człowieka wierzącego były już nie kawałki rozpryśniętego po pokoju mózgu, ale fakt, że samobójca nie pozostawił jakiejś swojej ostatniej myśli, wrażenia czy woli, lecz biegłą ręką nakreślił na kartce papieru parę fantazyjnych karykatur.
Potocki położył kres swojemu życiu, zostawiając dzieło, które wręcz zawiera ideę końca za pośrednictwem obrazu wyczerpania kopalni złota Gomelezów; nie znaczy to jedynie tyle, że zamknął za sobą drzwi pewnej epoki. Przyznawał zarazem, że myśl jest bytem schyłkowym, podobnie jak cała epoka, a wraz z nią wszystkie jej nadzieje i obawy, sprzeczności, wzloty, rozczarowania i kontrasty. Taka jest również złożona rzeczywistość, w której żył Potocki, on sam niespójny, ekstrawagancki, we wszystkim oderwany od swojego czasu, nawet w tym nieokiełznanym poszukiwaniu wiedzy, którą ścigał bez wytchnienia.
Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire
