Chciałoby się rzec, że teatr jest sztuką pierwotną, że każdy rodzaj sztuki, także rzeźba i muzyka, to wcielanie się, wkraczanie w fikcję, nakładanie maski, odgrywanie roli, stawanie na scenie przed innymi, kiedy przyjmuje się świat taki, jaki jest, usiłując jednak przekonać widzów o jakiejś prawdzie za pośrednictwem udawania.


Ale jest w tym coś więcej, to mianowicie, że w teatrze, tragedii, dramacie i komedii nieustannie toczy się coś, co nosi nazwę życia wewnętrznego, o którym z jednej strony można powiedzieć, że nie istnieje (ponieważ jest to, ściśle rzecz ujmując, ciąg impulsów i motywów i nic więcej, jeśli traktować je jako rzecz samą w sobie, różniącą się swoją abstrakcyjną naturą od realności świata, do którego się odwołuje), a z drugiej strony, że już na samym początku jest rozumieniem elementów świata i obdarzaniem ich życiem: ucieleśnianiem ich, ożywianiem z określoną intencją (wedle założeń Husserla i idei intencjonalności). Ale jest to przecież doświadczanie samego siebie w zetknięciu z rzeczami, niezależnie od tej czy innej doktryny filozoficznej.
Kiedy stajemy sami wobec siebie, cóż innego możeni zrobić, jak nie poszukiwać właściwej dla siebie roli, wypróbowywać tę czy inną, wybierać w myślach taką, która wyda. je nam się stosowna w danej chwili? Jest to niepewne zmię. nianie masek i zadawanie sobie pytania, czy ta lub inna jest dla nas odpowiednia, bądź też czy może nie ma dla nas żadnej, a wobec tego czy może nie ma nas, skoro nie udaje się stwierdzić, jacy jesteśmy. Ale zanim zaczniemy odgry-wać tę czy inną rolę, naturalnie nic o niej nie wiemy i aby zrozumieć, jaka jest ta rola dla nas i co w sobie mieści, musimy zacząć ją grać, i dopiero kiedy zaczniemy ją grać, zaczynamy siebie samych poznawać. Zawsze jednak poznajemy siebie za pośrednictwem narzuconej sobie „osoby”, i to dosłownie. Oznacza to, że impuls kierujący nas ku „byciu” (czyli udawaniu, że jesteśmy) kimś takim lub kimś innym, pozostaje siłą rzeczy tajemniczy, nieprzejrzysty, złączony z thesmos i theton, tych skrytych sił, które władają życiem, a zarazem z niewysłowioną, niemożliwą do nazwania boskością.
Staje się to jeszcze bardziej prawdziwe i jeszcze bardziej angażuje nas w prawdziwą fikcję sceniczną, gdy odnosimy się do innych. Wówczas najwyraźniej słowo, wyraz, gest, akt, zachowanie stają się wszystkim, a są to bez reszty fakty, ściśle mówiąc, zewnętrzne wobec nas samych.
Inni, zwłaszcza społeczeństwo, oferują nam gotowy już język i repertuar ról bardziej czy mniej znanych, jeśli tylko zechcemy się do nich dostosować, co jest rzeczą łatwiejszą, ale przecież tą jedyną, na którą człowiek nie może się zgodzić (IX, 32).

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015