Share

Jeśli autor Napisu będzie w przyszłości wielokrotnie podkreślał, że słowo, język mogą służyć jako narzędzie zniewolenia, to jednym ze źródeł tej wiedzy były obserwacje nastolatka osaczonego sloganami, agitacją, monotonnie i nieustannie powtarzanym kłamstwem sączącym się z gazet i ulicznych szczekaczek. Sowieckie władze zresztą nie dbały o to, czy nowych poddanych uda się rzeczywiście przekonać lub chociaż oszukać, ważne było wyrzeczenie się wszelkiego oporu, powszechne uczestnictwo w rytuale, oficjalna fasada, tak więc wznoszone wtedy w błyskawicznym tempie rozmaite pomniki czy statuy w dosłowny sposób przypominały słynne potiomkinowskie wsie.

W centrum Lwowa na przykład postawiono drewnianą wieżę, której „szczyt okryty był czerwoną materią i przybrany czerwonymi chorągiewkami. Stopnie wieży »ozdabiały« alegoryczne figury, mające przedstawiać »rozmaite dobrodziejstwa konstytucji stalinowskiej«. (...) Na Wałach Hetmańskich umieszczono też »w odstępie kilku kroków wielkie drewniane, ozdobnie wykonane tablice czerwone, na których widniały złotymi literami wypisane sentencje partii bolszewików«”. Dzieła te jednak nie tylko estetyka różniła od greckiej kolumny - wykonywano je bowiem z „materiałów nietrwałych - drewna stylizowanego na kamień i gipsu”, tak więc szybko dzięki jesiennym ulewom „ich stan stawał się opłakany”.

W bolesny sposób trwalsze były inne zmiany. Już w pierwszych dniach po zajęciu Lwowa zaczęto usuwać polskie symbole państwowe, wśród zamalowywanych i w różny sposób niszczonych wtedy orłów był także ten, którego z mozołem skuto z fasady herbertowskiego gimnazjum, a uczniów witała odtąd krwawoceglasta rana w murze. Jak pisał niewiele starszy od poety Jan Józef Szczepański, „wszystko, czego nas uczono - posłuszeństwo, praworządność, poszanowanie ludzkiego życia i mienia - miało przygotować nas do życia w rozsądnym i uporządkowanym świecie, a nie w apokaliptycznym chaosie przemocy, nienawiści i zagłady”.

Andrzej Franaszek, Herbert i niepokój. Biografia I
Wydawnictwo Znak, Kraków 2018