Share

biala podlaskaAle już w przedwojennych latach, w obliczu groźby faszyzmu, wolność człowieka - pojmowana w latach dwudziestych jako nieskrępowany i szczery wyraz indywidualnych zachcianek - zaczęła przekształcać się w problem odpowiedzialności. Ujmowana jednak jako „niezgoda na zarazę” - kończyła się wewnętrzną emigracją. Wartość intencji i czynów mierzyła miarą czysto indywidualną. Prowadziła do samotnictwa, kazała brać rozbrat z panującym porządkiem rzeczy, izolowała od ludzi.

Dopiero „wybuch dżumy” - lata okupacyjne - postawił ludzi jako jednostki wobec zła, które dotknęło wszystkich. Wtedy problem stosunku do spraw i cierpień innych ludzi stał się sprawą naczelną i w świetle tego stosunku ludzie okazywali się tchórzliwymi egoistami, hienami lub bohaterami. Mogli uciekać i bronić się samotnie, z wyłączną myślą o sobie. Mogli żerować na nieszczęściu innych, ale odkrywali też ludzkie prawo i ludzkie obowiązki niesienia pomocy cierpiącym i poniżonym, przeciwstawiania się zarazie nawet za cenę własnego życia. I okazało się, że wtedy ono samo odzyskało zatracony sens i w świetle tego sensu groza śmierci została przezwyciężona.

 


„Kiedy się jednak widzi biedę i cierpienie, jakie przynosi, trzeba być szaleńcem, ślepcem lub łajdakiem, żeby się na nią zgodzić.” Tak mówi doktor Rieux z Dżumy i nie jest to już głos jednostki walczącej o swoje tylko prawo do życia lub w samotnej ucieczce salwującej resztki wewnętrznej godności, rozpamiętującej rozmiary swej własnej tylko klęski i rozpaczy. To głos człowieka, który patrzy na zewnątrz, widzi konieczność obrony innych, czynnego przeciwstawienia się złu, które godzi wę wspólny szereg. Samotniczy indywidualizm cofa się. Ustępuje miejsca poszukiwaniu ludzkiej solidarności.

„Trzeba odrzucić tęsknotę za odpoczynkiem i spokojem - czytamy w Człowieku zbuntowanym - jest ona równoznaczna z akceptacją niesprawiedliwości. Ci, co skarżą się, że nie ma już szczęśliwych społeczeństw, przyznają się tym samym, czego pragną: nie chcą ulżyć nędzy, chcą tylko, aby milczała. A tymczasem chwała należy się właśnie tej epoce, w której nędza krzyczy i nie daje spać sytym!”

Camus nie wierzy w możliwość pełnego zniesienia z powierzchni ziemi cierpienia i niesprawiedliwości, ale wie także, że siłą ludzkiego wysiłku można zmniejszyć cierpienie świata. Camus oskarża fałszerstwo chrystianizmu, odpowiadającego na protest przeciw złu na ziemi zwiastowaniem Królestwa i życia szczęśliwego po śmierci. „Tłumy pracujących - pisze - udręczone cierpieniem i śmiercią - to tłumy bez Boga. Nasze miejsce jest odtąd u ich boku...” Owo poczucie odpowiedzialności za innych i konieczność walki z realnymi siłami rodzącymi zło społeczne odbudowuje świadomość związków społecznych, solidarność z pokrzywdzonymi, każe szukać towarzyszy czujących, myślących i czyniących podobnie jak my. Swoją postawę laickiego tragicznego heroizmu określa Camus paradoksalnie jako „nowy indywidualizm” i pisze o nim:

„Jesteśmy wobec historii i historia musi się liczyć z tym «jesteśmy», które z kolei musi się liczyć z historią. Mnie potrzebni są inni, a ja i wszyscy potrzebni jesteśmy innym. [...] Ja sam dźwigam, w pewnym sensie, ciężar wspólnej godności i nie mogę dopuścić, aby poniżono ją we mnie ani w innych. Ten indywidualizm nie jest przywilejem, lecz zawsze walką, czasem zaś, u szczytu pełnego dumy współczucia, radością, która nie ma sobie równej.”

Najpełniejszy wyraz artystyczny tragicznego heroizmu Camusa odnajdujemy w jego jedynej większej powieści: w Dżumie. W tym typowym tworze kreacjonistycznej literatury, której przedmiotem nie jest rzeczywisty przebieg procesów społecznych w ich historycznej konkretności ale dramat postaw moralnych ujawniających się w sytuacjach malowanych z ostrością symbolu - co krok napotykamy twarze samego autora. Postać stworzona przez powieściopisarza napisał kiedyś Camus - nie jest nigdy nim samym. Jednakże powieściopisarz może być wszystkimi postaciami jednocześnie. Jest więc Dżuma przede wszystkim wielkim monologiem artysty - rozbitym na szereg kwestii ukazujących jego wewnętrzne rozdarcie. Poznajemy wizerunek tych walk wewnętrznych pisarza w szarpaninie młodego Ramberta - wahającego się między pragnieniem miłości, indywidualnego szczęścia a nakazem społecznego obowiązku, Ramberta, który po przejściu tylu nieszczęść miał jeszcze doświadczyć tragedii przemijania uczucia. Widzimy go w zdziwaczałym Grandzie, który stara się uciec od swojej nieszczęśliwej świadomości, ażeby znaleźć ukojenie w czystym procesie twórczości artystycznej. Odnajdujemy jego twarz w cynicznym Tarrou, Tarrou bez złudzeń co do siebie i ludzi - który potrafi przecież znaleźć w walce ze złem potwierdzenie swej godności i honoru. Jest wreszcie nowym doktorem - doktorem Rieux - stojącym świadomie i z wyboru po stronie pokrzywdzonych i cierpiących. „Tarrou szepnął, że to nigdy się nie skończy i że będą jeszcze ofiary, taki jest bowiem porządek rzeczy. «Możliwe - odparł doktor - ale widzi pan, czuję się bardziej solidarny ze zwyciężonymi niż ze świętymi. Sądzę, że nie mam upodobania do bohaterstwa i świętości. Obchodzi mnie tylko, żeby być człowiekiem.»

Tak Dżuma językiem prozy literackiej obrazuje tezę, którą dyskursywnie przekazał Camus w Człowieku zbuntowanym: „...Nauczyć się żyć i umierać, i ażeby być człowiekiem, wyrzec się boskości.” Człowiek nie może się obejść bez człowieka - musi zaspokoić swój straszliwy głód braterstwa. Bunt nie może się obejść bez osobliwej miłości: „Ci, dla których ani Bóg, ani historia nie są wytchnieniem, skazują się na życie dla tych, którzy jak i oni nie mogą żyć: dla upokorzonych [...] Ta szaleńcza wielkoduszność jest wielkodusznością buntu, który bez zwłoki czyni dar ze swej miłości i tak samo bez zwłoki odrzuca niesprawiedliwość. I w tym jest wielkość buntu, że obce mu jest wszelkie wyrachowanie, że wszystko ofiarowuje dniowi dzisiejszemu i żyjącym braciom. Dzięki temu właśnie hojnie obdarza ludzi przyszłości.”

„W południe życia, gdy osiągnie dojrzałość myśli, zbuntowany odrzuca boskość i dzieli wspólny los i wspólną walkę. Wybierzemy Itakę, ziemię wierną, myśl śmiałą i bez ozdóbek, działanie bez złudzeń, wielkoduszność człowieka, który wszystkiego jest świadom. W świetle południa świat staje się naszą pierwszą i ostatnią miłością. Nasi bracia oddychają pod tym samym niebem co my, sprawiedliwość jest żywa. Wtedy to rodzi się owa szczególna radość, która pomaga żyć i umierać i której odtąd nie będziemy odkładać na później...”

Jerzy Kossak

fragment ze wstępu do:
Albert Camus, "Eseje"
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1971

***

Ponieważ Nietzsche był umysłem wolnym, wiedział, że wolność umysłu to nie wygoda, ale wielkość, której chce i którą się czasem osiąga w wyczerpującej walce. Wiedział, że ten, co chce być ponad prawem, ryzykuje, że znajdzie się poniżej tego prawa. Dlatego zrozumiał, że prawdziwe wyzwolenie umysłu jest w uznaniu nowych powinności. Zasadnicze odkrycie Nietzschego kryje się w stwierdzeniu, że jeśli prawo wieczne nie jest wolnością brak prawa nie jest nią tym bardziej. Skoro nie ma prawdy, a świat pozbawiony jest reguł, nie ma też żadnych zakazów; żeby zakazać jakiegoś działania, trzeba bowiem wartości i celu. Jednocześnie jednak nic nie jest dozwolone; wartości i celu trzeba również, aby wybrać inne działanie. Wolnością nie jest całkowita dominacja nad prawem, ale nie jest nią też całkowita uległość. Suma wszystkich możliwości nie daje wolności, ale uniemożliwia niewolę. Chaos to także niewola. Wolność znaleźć można tylko w świecie, gdzie to, co możliwe, zdefiniowane jest wraz z tym, co niemożliwe. Bez prawa nie ma wolności. Jeśli losem nie kieruje wartość wyższa, jeśli rządzi przypadek, człowiek idzie w ciemnościach; to wolność ślepca. U kresu największego wyzwolenia Nietzsche wybiera więc największą zależność. „Jeśli śmierci Boga nie przemienimy w wielkie wyrzeczenie i nieustające zwycięstwo nad samymi sobą, zapłacimy za tę utratę.” Inaczej mówiąc, bunt Nietzschego kończy się ascezą. Wówczas na miejsce: „jeśli nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone” Karamazowa, przychodzi głębiej logiczne: „jeśli nic nie jest prawdą, nic nie jest dozwolone.” Zaprzeczyć, że cokolwiek na tym świecie może być wzbronione, to wyrzec się tego, co dozwolone. Tam, gdzie nikt nie potrafi już orzec, co jest czarne, a co białe, światło gaśnie i wolność staje się dobrowolnym więzieniem.

Albert Camus

Albert Camus, "Eseje"
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1971

biala podlaska