Share

fizyka smutkuJednym z najbardziej zdumiewających zagadnień w fizyce cząstek elementarnych pozostaje to, jak ważnym aktem jest obserwacja ich zachowania. Zgodnie z interpretacją kopenhaską z lat dwudziestych dwudziestego wieku kwanty zachowują się jak cząsteczki tylko wtedy, kiedy je obserwujemy. W pozostałym czasie, ukryte przed naszym spojrzeniem, są częścią rozproszonej i jakby niezainteresowanej fali, my zaś nie wiemy, co dokładnie się w niej dzieje. Tam wszystko jest możliwe, nieprzewidywalne i inne. Jeśli tylko poczują, że je obserwujemy, od razu zaczynają zachowywać się tak, jak tego oczekujemy, uporządkowanie i logicznie.


Świat jest taki, jakim znamy go ze starych podręczników, tylko dlatego, że znajduje się pod obserwacją. Czy - jak piszą w połowie dwudziestego wieku Idlis, Whitrow i Dicke - „aby istniał Wszechświat, konieczne jest, aby na pewnym etapie pojawili się w nim obserwatorzy”. Patrzą na mnie, więc jestem.
Dobrze, ale gdy nikt mnie nie obserwuje, to nie istnieję?
Mieszkam sam, nikt nie przychodzi, nikt nie dzwoni. Z drugiej strony, zawsze jest jakiś duży niewidzialny obserwator, jakieś oko, o którym nie powinniśmy zapominać. Starzec, jak nazywa go Einstein. Być może fizyka czy też metafizyka kwantowa właśnie to nam mówi. Skoro istniejemy, to znaczy, że jesteśmy obserwowani. Jest coś lub ktoś, kto nigdy nie spuszcza nas z oczu. Śmierć przychodzi, kiedy to coś przestaje na nas patrzeć, odwróci od nas twarz.

Georgi Gospodinow, Fizyka smutku
Wydawnictwo Literackie, 2018

fizyka smutku