ijasz tomasz rozyckiChoć żadna z tych opinii nie jest do końca sprawdzona,
a wszystkie oparte są raczej na wnioskach z opisów zamieszczonych
w Czarnych Zeszytach, to w opisach Detraversa widzimy
samego Nieluckiego, jak nastawia wielki gąsior z moszczem
z rabarbaru lub z zielonych pomidorów i następnie zasypuje
ten moszcz cukrem czubato akurat wtedy, kiedy Saturn
wyrusza w Czwartą Eskapadę, a w Domu Niewoli
zapalają świece. Księżyc był wówczas w koniunkcji
ze Słońcem, a ingres Wodnika w sekstyl się naprężał
wobec Wenus jednookiej, w kwadraturze kroków śpiącego Merkura.
Tymczasem pewnie było bardziej prozaicznie, jak podają
Czarne Zeszyty: sapał Zacier i wzdychał, schodził wciąż
po schodkach do piwnicy, gdzie ukrywał coś w rodzaju
prymitywnego laboratorium. Tam warzył napoje, sprawdzał ich
krzepkość i ogień. Alkohol sam wyrabiam, pieprz jest z Indii,
maliny z ogródka. Bierzesz trzy równe części, plus czwartą, sekretną,
i nigdy nie przeważasz szali na swoją zgubę – tak powiada przepis.
W kociołku uwarzył się już zacier, do którego dosypał dwa kwiaty
lotosu – i tę partię ijasza nazwie Odyseja.

Ijasz, Tomasz Różycki
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021